http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żalili się, ale do prokuratury nie poszli

Marcin Pietraszewski, Katowice
2009-09-30, ostatnia aktualizacja 2009-09-30 08:15

Żaden z górników, którzy opowiadali dziennikarzom o rzekomych nieprawidłowościach w kopalni Wujek-Śląsk, nie zgłosił się do prokuratury. - Nasze zaproszenie jest wciąż aktualne - mówią śledczy.

Jeden z ocalałych górników tuż po wyjechaniu na powierzchnię
Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
Jeden z ocalałych górników tuż po wyjechaniu na powierzchnię
Po katastrofie , w której w wyniku zapalenia i wybuchu metanu zginęło 18 górników, a ponad 30 zostało rannych, katowicka prokuratura prosiła o kontakt wszystkich, którzy mają jakiekolwiek informacje o łamaniu przepisów górniczych. - Zależy nam na szczegółowym wyjaśnieniu okoliczności tragedii i ustaleniu, czy pod ziemią celowo narażano życie górników - mówiła tydzień temu Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prokuratury.

Śledczy liczyli, że na apel odpowiedzą przede wszystkim górnicy, którzy anonimowo opowiadali dziennikarzom o przypadkach fałszowania odczytów czujników metanu i innych nieprawidłowościach przy prowadzeniu robót na głębokości 1050 metrów, gdzie doszło do katastrofy. Do wczoraj nie zgłosił się ani jeden świadek.

- To może świadczyć o tym, że boją się ujawnić, albo że nieprawidłowości, o których chętnie opowiadali w mediach, po prostu nie było. I w tę druga wersję chcę wierzyć - mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Prokuratura i policja muszą więc radzić sobie same. Namierzyli już i przesłuchali górnika, który przekazał TVN 24 film nagrany w kwietniu w kopalni Wujek. Widać na nim górnika idącego podziemnym chodnikiem i sprawdzającego metanomierzem poziom gazu. Do kamery pokazuje odczyty sięgające nawet 9 proc. (bezpieczny poziom to 2 proc.)

- Ciągle jednak nie wiemy, czy te odczyty były prawidłowe, bo nie ma pewności, czy urządzenie nie było przekalibrowane - mówi jeden z oficerów policji. WUG przeprowadził w maju sześć kontroli na Wujku i w Śląsku. Żadna nie potwierdziła, że fałszowano wtedy pomiary metanu.

W siemianowickiej "oparzeniówce" nadal jest 24 górników, niektórzy mają poparzone nawet 70 proc. powierzchni ciała. Według lekarzy ich stan jest stabilny. Wczoraj na miejsce tragedii zjechała kolejna grupa ekspertów. Wiadomo już, że tzw. chodniki przyścianowe w kopalni były za długie i to w nich mógł gromadzić się metan. W dalszym ciągu nie wiadomo, co doprowadziło do jego zapłonu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':