Prawnik reżysera Hervé Temime podkreślał, że Polański jest w bojowym nastroju i że od niego oraz swojej żony, znanej aktorki Emmanuelle Seigner, dowiedział się o płynącym z całego świata poparciu dla siebie.
Rzecznik ministerstwa sprawiedliwości Szwajcarii "nie wykluczył", że Polański może zostać uwolniony za kaucją i pod warunkiem nieopuszczania Szwajcarii, ale dodał, że "nigdy wcześniej w podobnych wypadkach to się nie zdarzyło". Także liczni eksperci uważają to za bardzo mało prawdopodobne.
- Zazwyczaj zatrzymany musi w Szwajcarii spędzić w areszcie cały okres procesu ekstradycyjnego - mówił agencji AP były prokurator z Zurychu Peter Cosandey. - Szanse na to, by Polański wyszedł na wolność, są małe.
Rzecznik szwajcarskiego federalnego sądu kryminalnego oświadczył, że wniosek prawników Polańskiego "zostanie rozpatrzony w ciągu najbliższych tygodni". W ciągu miesiąca do Szwajcarii trafi zapewne oficjalny dokument Amerykanów o ekstradycję reżysera. Prokuratura w Los Angeles ściga Polańskiego za to, że w 1977 r. miał podać tabletki nasenne, szampana oraz uprawiać seks z 13-letnią modelką Samanthą Geimer, którą fotografował w domu Jacka Nicholsona w
Hollywood.
Polański poszedł na układ z prowadzącym sprawę sędzią Laurence'em J. Rittenbandem. Przyznał się do jednego z sześciu zarzutów - uprawiania seksu z nieletnią (choć nie do gwałtu) - w zamian miał spędzić tylko 90 dni w areszcie na obserwacji psychiatrycznej. Gdy psychiatrzy wypuścili go po 42 dniach, sędzia stwierdził, że umowa nie obowiązuje. Polańskiemu groziło 50 lat więzienia i reżyser uciekł do Francji. Od tego czasu jest ścigany przez amerykański wymiar sprawiedliwości, w
USA nie pojawił się nawet na gali oscarowej w roku 2003, gdy nagrodzono go za "Pianistę".
Odpowiadając na pytania, dlaczego właśnie teraz w Szwajcarii zatrzymano Polańskiego poszukiwanego przez władze USA od 30 lat, rzecznik prokuratury w Los Angeles ujawnił, że proszono o jego aresztowanie kilka innych państw, w tym Wielką Brytanię, Kanadę, Tajlandię i
Izrael. W tym ostatnim przypadku w 2007 r. aresztowanie Polańskiego było podobno "blisko", ale prokuratura izraelska prosiła Amerykanów o dodatkowe dokumenty, a zanim nadeszły, reżyser w porę opuścił ten kraj.
"Los Angeles Times" napisał wczoraj, że aresztowanie Polańskiego prawdopodobnie przyspieszyli jego amerykańscy prawnicy. W kolejnym wniosku do sądu apelacyjnego w Los Angeles w lipcu br. napisali bowiem, że jednym z powodów zamknięcia sprawy przeciw reżyserowi powinno być to, że "tak naprawdę przez 30 lat prokuratura ani razu nie zabiegała o jego ekstradycję". Obrońcy Polańskiego twierdzili, że było tak dlatego, iż "tak długo jak ta sprawa nie ma zakończenia", prokuratura może unikać odpowiedzi na zarzuty o mataczenie razem z sędzią Rittenbandem w śledztwie w latach 70. Prokuratura, oburzona podobno tym zarzutem, postanowiła "wzmóc wysiłki, by zatrzymać Polańskiego".
Do protestów przeciwko zatrzymaniu w sobotę Polańskiego, który miał na festiwalu w Zurychu odebrać nagrodę za całokształt twórczości, dołączyło wczoraj wielu znanych ludzi filmu ze Stanów Zjednoczonych, m.in. Woody Allen, David Lynch i Martin Scorsese. Podpisali oni list, w którym ponad 100 już sygnatariuszy pisze: "Jest niedopuszczalne, by wydarzenie kulturalne o międzynarodowej randze, oddające hołd jednemu z największych współczesnych reżyserów, zostało wykorzystane przez policję do jego zatrzymania. Festiwale filmowe z uwagi na swój eksterytorialny charakter na całym świecie zawsze pozwalały filmowcom na pokazywanie dzieł w sposób nieskrępowany i bezpieczny".
Nadal przeciw decyzji Szwajcarii i prokuratury USA protestują też politycy francuscy. Minister kultury nazwał aresztowanie Polańskiego "rzuceniem go lwom na pożarcie".
Do protestów przeciwko zatrzymaniu Polańskiego nie dołączył wielki francuski reżyser Luc Besson, który powiedział wczoraj, że "bardzo lubi Polańskiego, ale nikt nie powinien być ponad prawem. Jeśli nie chcesz się pojawić w sądzie, ponosisz ryzyko...".
Także przywódca francuskich Zielonych i lider rewolty studenckiej z 1968 r. Daniel Cohn-Bendit zaapelował do władz Francji o wstrzemięźliwość, mówiąc: - To jedna z najtrudniejszych spraw, ale prawdą jest, że Polański zgwałcił 13-letnią dziewczynkę.
Ministrowie spraw zagranicznych Polski Radek Sikorski i Francji Bernard Kouchner uzgodnili w poniedziałek treść listu do amerykańskiej sekretarz stanu
Hillary Clinton z apelem, by wycofać zarzuty wobec Polańskiego.
Wczoraj od tych działań zdystansował się premier Donald Tusk. - To była inicjatywa ministra Sikorskiego, który powodował się pozytywnymi emocjami wobec wybitnego twórcy - mówił Tusk. - Ta sprawa oczywiście dotyczy wybitnego polskiego reżysera i rzeczywiście sprzed bardzo wielu lat, ale jest to sprawa o gwałt, o uprawianie seksu z dzieckiem i nie możemy mieszać do tego polityki czy wpadać właśnie w patriotyczne tony.
Premier dodał, że zaleca wszystkim swoim urzędnikom większą powściągliwość (wcześniej ostro w obronie Polańskiego wypowiadał się minister kultury
Bogdan Zdrojewski). - To nie znaczy, że Roman Polański nie zasługuje na pomoc o charakterze konsularnym, pomoc prawną, jeśli będzie taka potrzeba - stwierdził Tusk.