http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ostatnia szansa przed bombą

Dawid Warszawski
2009-09-30, ostatnia aktualizacja 2009-09-29 18:00

Iran stanie się zapewne mocarstwem atomowym. I nikt wówczas, od samych Irańczyków począwszy, nie będzie mógł spać spokojnie - felieton z cyklu "Prognoza pogody"

Dawid Warszawski
fot. AG
Dawid Warszawski
Jutro po raz pierwszy od 30 lat zasiądą razem do negocjacji. Spotkanie w Genewie przedstawicieli Rady Bezpieczeństwa i Niemiec (tzw. grupy 5+1) oraz Iranu jest być może tym "ostatniej szansy", jak piszą komentatorzy, lecz dla USA jest spotkaniem pierwszej szansy. Od rewolucji irańskiej i zdobycia amerykańskiej ambasady w Teheranie Waszyngton nie utrzymywał z Iranem żadnych oficjalnych kontaktów i dopiero prezydent Obama postanowił zmienić ten stan rzeczy - zwłaszcza że według wywiadu amerykańskiego Iran zrezygnował już w 2002 r. z budowy bomby atomowej.

USA chcą jednak, by Iran w pełni ujawnił swój program nuklearny i wyrzekł się wzbogacania uranu, a w nagrodę może liczyć na współpracę ekonomiczną czy wręcz polityczną. Jeśli nie, Waszyngton grozi "dotkliwymi" sankcjami.

Na zapowiedziany już wcześniej zwrot w polityce Waszyngtonu Iran odpowiedział po swojemu, skutecznie testując kilka dni temu rakietę średniego zasięgu zdolną, jak powiedział szef sił lotniczych irańskich Strażników Rewolucji, dosięgnąć Izraela i baz USA w Zatoce Perskiej. Test rakiety był niewątpliwie przygotowywany na długo wcześniej, lecz decyzja, by go mimo rozmów nie odroczyć, jest wyraźnym i mało zachęcającym gestem politycznym. Wzmocniła go deklaracja irańskiego parlamentu przestrzegająca negocjatorów grupy 5+1 przed "powtarzaniem błędów przeszłości" i "zmarnowaniem historycznej szansy".

Z punktu widzenia Teheranu to Zachód, a nie Iran, winien jest trwającego kryzysu, a zarazem to Izrael, a nie Zachód, winien czuć się nim zagrożony. Prezydent Ahmadineżad, który ostatnio powtórzył swą tezę, że żadnej zagłady Żydów nie było ("A szkoda" - mógłby zapewne dodać), nie zrezygnował też z publicznie deklarowanego celu "wymazania Izraela z mapy świata".

Jerozolimy, co zrozumiałe, irańskie zapewnienia o pokojowym jakoby charakterze irańskiego programu atomowego w tej sytuacji nie przekonują - Izrael publicznie zapowiada możliwość uderzenia lotniczego na irańskie obiekty atomowe.

Ujawnienie tydzień temu, że Iran ma w mieście Kom kolejny tajny zakład wzbogacania uranu, podsyciło izraelską nieufność. Amerykanie, którzy jeszcze rok temu dopuszczali możliwość militarnego rozwiązania kryzysu, dziś opowiadają się za negocjacjami. Mają nadzieję, że sankcje poprze wreszcie stanowczo Rosja w odpowiedzi na rezygnację z amerykańskich planów tarczy rakietowej oraz Chiny. Rząd premiera Netanjahu, rzecz zdumiewająca, nie protestuje - oczekuje, że w zamian USA nie będą naciskać na zamrożenie budowy nowych osiedli na Zachodnim Brzegu.

Zdumiewający jest z kolei sceptycyzm państw europejskich. Wywiady Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii nie podzielają amerykańskiej oceny, że Iran wstrzymał budowę bomby, i skłonne są uważać, że Waszyngton odreagowuje jedynie w ten sposób spektakularne fiasko ocen irackiego programu atomowego.

Czy Rosja także dokona zwrotu i poprze z kolei uchwalenie "dotkliwych" sankcji? To mało prawdopodobne. - Jest duża szansa, że Iran stanie się mocarstwem atomowym - powiedział Siergiej Karaganow, szef Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej Kremla. - Nie chcielibyśmy stać się wrogiem nuklearnego mocarstwa na naszej granicy.

Co więcej, Moskwa ma w Iranie bardzo poważne interesy gospodarcze, Chiny też. Grać będą raczej na zwłokę. W tej sytuacji niewielkie są szanse zarówno na sukces rozmów genewskich, jak i - po ich spodziewanym fiasku - na sukces sankcji. Rozwiązanie wojskowe, mimo gróźb Izraela, też jest mało realne: mogłoby irański program jedynie opóźnić, a nie zlikwidować, za to umocniłoby irańską wrogość.

Przyszłość najtrafniej ocenił zapewne Karaganow - Iran stanie się mocarstwem atomowym. I nikt wówczas, od samych Irańczyków począwszy, nie będzie mógł spać spokojnie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':