- To jest sprawa, która oczywiście dotyczy wybitnego polskiego reżysera i rzeczywiście sprzed bardzo wielu lat, ale jest to sprawa o gwałt, o uprawianie seksu z dzieckiem i nie możemy mieszać do tego polityki, czy wpadać właśnie w takie patriotyczne tony - mówił premier, pytany czy ministrowie kultury
Bogdan Zdrojewski i spraw zagranicznych
Radosław Sikorski nie przesadzili w obronie Romana Polańskiego.
Zdrojewski mówił w niedzielę w TVN24 o zatrzymaniu Polańskiego w kontekście wycofania się Amerykanów z planów budowy tarczy antyrakietowej czy m.in. nierozwiązania kwestii wiz dla Polaków. Z kolei Sikorski poinformował w poniedziałek, że ostatecznie uzgodnił z szefem francuskiej dyplomacji Bernardem Kouchnerem treść listu do amerykańskiej sekretarz stanu Hilary Clinton w sprawie Polańskiego. - Oby był skuteczny, gdyż Roman Polański jest wielkim artystą, bardzo zasłużonym dla Polski - mówił Sikorski, który odbywa obecnie podróż po Afryce.
- Zalecam wszystkim moim urzędnikom większą powściągliwość. To nie znaczy, że Roman Polański nie zasługuje na pomoc o charakterze konsularnym, pomoc prawną, jeśli będzie taka potrzeba - jak każdy polski obywatel w takiej sytuacji. Ale nie widzę powodu abyśmy - czy to moi ministrowie czy ktokolwiek w Polsce - robili z tego sprawę o charakterze narodowym - zaznaczył premier.
Pytany, czy to znaczy, że list ministra Sikorskiego ws. Polańskiego był błędem, premier odparł: - To była inicjatywa ministra Sikorskiego, który powodował się pozytywnymi emocjami wobec wybitnego twórcy.