Król refleksu - Proszę, słuchamy, Radio Maryja. Trzeba ściszyć
radio przede wszystkim.
- Halo!
- Bardzo proszę.
- Szczęść Boże.
- Szczęść Boże.
- Trzy słowa do ojca prowadzącego. Chuj ci w dupę!
- Ooooo... Widzę, że pan się ładnie przedstawił nam tutaj, przed milionami słuchaczy.
Gdyby feralnego wieczoru audycję na żywo prowadził ojciec Jan Król (a nie jego konfrater Piotr Andrukiewicz), ta słynna rozmowa nigdy by się nie wydarzyła.
- Ksiądz Janek ma niesamowity refleks i intuicję - opowiada były dziennikarz toruńskiej rozgłośni, który przez 10 lat siedział w studiu z o. Janem Królem. - Kiedy nawet jakiś niechętny rozmówca wbije się na antenę, grzecznie recytując formułę przywitania: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica...", to on i tak po pierwszym słowie wyczuwa, że coś jest nie tak. Odpowiada "Teraz i zawsze", a już trzyma rękę na czerwonym guziku. I potrafi ostro odpowiedzieć, a nie takie tam: "No ładnie się pan przedstawił".
Przykład:
O. Król: - Radio Maryja. Słucham.
Gość: - A prymas Wyszyński, księże Janie, jeśli ksiądz wie, a chyba wie, prymas święty tysiąclecia, on grał z komunistami w jedną nutę. A ksiądz Wojtyła...
- Proszę pana, nie będziemy rozmawiać. Bez sensu. Pan bredzi. Pan po prostu bredzi. I to rasowo. To jest takie kłamstwo... Kończymy rozmowę. Skompromitował się pan (kliknięcie).
- W końcu dyżurni dowcipnisie przestali dzwonić podczas audycji księdza Króla - mówi były dziennikarz
radia. - W początkach radia ojciec Rydzyk żartował nawet, że ksiądz Janek idealnie by się nadawał na jego bramkarza: bo szybki, zdecydowany, a do tego wysoki i szeroki w barach. Kiedy na szefa wszędzie czekały tłumy dziennikarzy, wyposażył księdza Janka w słuchawkę do ucha i mikrofon, jakie mają funkcjonariusze BOR.
Król w akcji Grudzień 2004. Tłumek zmarzniętych fotoreporterów przed wejściem do zakrystii katedry w Bydgoszczy. Czekają na o. Rydzyka, który świętuje tu rocznicę Radia Maryja. Na plac zajeżdża audi a4. Z auta wychodzi o. Król, w uchu słuchawka. Spaceruje, coś szepcze do wpiętego w sutannę mikrofonu. Dziennikarze drepcą za nim w bezpiecznej odległości.
Chwilę później na plac wjeżdża drugie audi, kieruje ksiądz Rydzyk. Staje przy drzwiach zakrystii. Fotoreporterzy już nie zwracają uwagi na o. Króla - dopadają do przyciemnionej szyby wozu ojca dyrektora. Kiedy pukają w nią obiektywami, zakonnik rusza z piskiem opon i pędzi pod drugie wejście. Dziennikarze za nim, nikt nie zwraca uwagi na ks. Króla, który obserwując ich, mówi coś do swojego głośniczka.
Jak się okazuje - dyktuje konfratrowi trasę i oblicza czas.
O. Rydzyk staje pod drugim wejściem i chwilę czeka. Kiedy dziennikarska zgraja dopędza go, błyskawicznie rusza i wraca pod nieobstawioną już zakrystię, gdzie stoi tajemniczo uśmiechnięty o. Król.