Kością niezgody okazała się nazwa restauracji "Antysowieckaja Szaszłycznaja" ("Szaszłykarnia Antyradziecka") w centrum Moskwy. Władze stolicy kazały właścicielom zdjąć ten szyld na żądanie mieszkającego w pobliżu byłego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Władimira Dołgicha. Emerytowany aparatczyk oburzał się, że nazwa "rani uczucia weteranów". Władze złożyły więc restauratorom propozycję nie do odrzucenia - jeśli nie zdejmą szyldu, szaszłykarnię zamknie inspekcja sanitarna czy przeciwpożarowa. Szyld zniknął.
Podrabinek występując przeciw, jak napisał, "bezprawnemu" postępowaniu władz, opublikował w internetowym "Żywom Żurnale" skierowany do weteranów artykuł "Jak antysowietczyk antysowietyczykom" Przypomniał im m.in.: "Związek Radziecki to nie tylko politrucy, bohaterowie pracy socjalistycznej i kosmonauci. Związek Radziecki to także powstania chłopskie, ofiary przymusowej kolektywizacji i Wielkiego Głodu, setki tysięcy niewinnych rozstrzelanych w piwnicach NKWD i miliony zamęczonych w GUŁAGu przy dźwiękach wstrętnego hymnu napisanego przez Siergieja Michałkowa. Związek Radziecki to również bezterminowe zamykanie dysydentów w szpitalach psychiatrycznych, zabójstwa zza węgła, a na niezliczonych cmentarzach przy łagrach bezimienne mogiły moich przyjaciół, więźniów politycznych, którzy nie doczekali się naszej dzisiejszej wolności".
Autor zarzuca takim jak Dołgich: „Oburza was «antysowiecka » nazwa, bo byliście strażnikami więziennymi, katami na poligonach, gdzie rozstrzeliwano ludzi i teraz boicie się prawdy o tym”. Przypomina im, że w Rosji są też inni weterani - tacy, którzy walczyli z władzą radziecką.
W piątek do redakcji opozycyjnej "Nowoj Gaziety", z którą współpracuje Podrabinek, przyszło czterech młodych ludzi w firmowych kurtkach "Naszych", prokremlowskiej młodzieżówki. Szukali publicysty, obiecywali, że "zepsują mu życie". Od redaktora naczelnego "Nowoj" Dmitrija Muratowa żądali, by nie drukował więcej jego tekstów.
Żona Podrabinka opowiada, że do ich
mieszkania stale próbują się dostać młodzi ludzie przedstawiający się jako "kurierzy", przynoszący "pilne przesyłki". Nieznajomi wciąż wypytują sąsiadów o publicystę i jego bliskich, powtarzają, że go "załatwią".
W obronie Podrabinka wystąpiła w poniedziałek organizacja Reporterzy bez Granic. "Kampania nienawiści posuwająca się do wezwań do zamordowania dziennikarza powinna być natychmiast przerwana" - napisali Reporterzy, wzywając władze Rosji do położenia kresu nagonce.
Od poniedziałku przed wejściem do domu ukrywającego się przed nimi Podrabinka dzień i noc dyżuruje złożona z 30 młodych ludzi bojówka "Naszych". Domagają się, by publicysta przeprosił weteranów albo na zawsze wyemigrował z Rosji.