http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Godzina miłosierdzia dla Patryka

Joanna Klimowicz
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:13

Dwa lata czekał na Pierwszą Komunię Świętą. Proboszcz nie chciał udzielić sakramentu. Najpierw nie wiedział, czy "dzieciak ma świadomość". Potem uznał, że się z nim "nie dogada". To dlatego, że Patryk jest niepełnosprawny

ZOBACZ TAKŻE
- Zależało mi, żeby syn przyjął komunię z rówieśnikami - mówi matka Agata Chrzanowska. - Jakiż on może mieć grzech? Chyba tylko cierpienie.

Patryk urodził się z porażeniem mózgowym i postępującym wodogłowiem. Konieczne było wszczepienie zastawki serca. Teraz ma dziesięć lat. Co rusz jeździ z Goniądza (woj. podlaskie) do specjalistycznych przychodni. Nękają go ataki epilepsji. Nie chodzi, nie widzi, niedosłyszy. Właściwie też nie mówi. Tylko troszkę, w swoim języku. Jest cichy i spokojny. Zanurzony we własnym świecie, podpiera buzię piąstką i zastyga w pozie małego myśliciela.

Jest najmłodszy z rodzeństwa. Ma czterech braci - 16, 15, 14 i 12 lat. Ten ostatni, Łukasz, też jest niepełnosprawny - z podejrzeniem zespołu Marfana (choroba genetyczna tkanki łącznej), po wszczepieniu sztucznych soczewek.

Matka wychowuje ich samotnie. Zajmują dwa pokoiki w letniej kuchni. Mąż zaczął budować obok dom, ale wykończyć nie zdążył - zginął osiem lat temu w wypadku samochodowym. Kobieta sama stara się dostosować budynek. - Może uda mi wprowadzić jeszcze przed zimą? - zastanawia się.

Dostaje miesięcznie 1964 zł wszystkich dodatków z pomocy społecznej plus 600 zł renty rodzinnej. W dniu wypłaty wkłada je do kopert z napisami: prąd, gaz, czynsz, telefon. Niesie do banku, gdzie większość zostawia.

- A potem? Jak Bóg da. Tylko że chłopcy są w takim wieku, że jeść krzyczą co 10 minut - mówi matka.

W ogródku przed domem uprawiają warzywa. Matka dorabia na wykopkach. Ludzie się dziwią, że taka przy tym elegancka: paznokcie pomalowane, włosy dobrze ostrzyżone.

Matka: Może cichutko z boku staniemy?

Dwa lata temu pani Agata prosiła proboszcza z Goniądza, aby Patryk mógł przystąpić do komunii z rówieśnikami.

- Nie da się - usłyszała.

- Poszłam jeszcze raz. Zapewniłam, że możemy z boku gdzieś stać, żeby innym nie przeszkadzać. Jednak on na to, że musi się dowiedzieć u zwierzchników, jak to z takimi dziećmi jest - opowiada.

- Zasięgałem opinii księdza Jerzego Sędczaka, dyrektora wydziału katechetycznego białostockiej kurii. Powiedział, że takim dzieciom można komunii udzielić, bo mają swoistą świadomość, pomimo że są pozornie bez kontaktu. Ale lepiej ode mnie zrobiłby to ksiądz specjalista. Ten wiedziałby, jak się dogadać - mówi ks. Tadeusz Sołowiej. - Ja nie pogardzam tą rodziną, nie dyskryminuję. Do spowiedzi i komunii u mnie przychodzą ludzie na wózkach albo tacy, co na migi pokazują. Miałem tylko obawy, czy ten dzieciak ma świadomość i czy komunikant przyjmie - dodaje proboszcz.

Patryk do komunii nie przystąpił. Wiosną tego roku został podopiecznym Hospicjum Dziecięcego w Białymstoku i hospicyjnej fundacji Pomóż Im. Teraz Patryka raz w tygodniu odwiedza lekarz, dwa razy - pielęgniarka i rehabilitant.

Jedna z pielęgniarek powiedziała pani Agacie, że z hospicjum współpracuje ojciec Adam Madejczyk, werbista z pobliskiego Kleosina. - On na pewno sakramentu udzieli - zapewniała.

- Pierwszy krok to dobra wola rodziców, drugi - katecheza dla nich. Podkreśla się w niej, że w myśl nauki Jezusa: "Nie zabraniajcie dzieciom przychodzić do mnie", nie można zakazać przystąpienia do komunii świętej - mówi o. Madejczyk.

8 września o. Madejczyk zawiózł Patryka i panią Agatę do Dolistowa. To tam świątynię udostępnił im ks. Stanisław Łukaszewicz. Długo się nie zastanawiał. - Przed dziećmi nie można zamykać drogi do zbawienia. Nic nie rozumieją, ale są nieświadome zła - mówi.

To był wtorek, ale za to dzień urodzin Najświętszej Marii Panny. I godzina wybrana specjalnie - 15 - godzina miłosierdzia. Do kościoła na swoją pierwszą komunię przyjechał też Jaś, chłopiec z zespołem Downa.

Mama Patryka martwiła się, żeby nie wypluł hostii. Na wszelki wypadek nie nakarmiła go, a księdza poprosiła szeptem, żeby przełamał opłatek na pół. Udało się za pierwszym razem.

- Nie było to duże święto, ale najważniejsze, że o. Adam tak ładnie do nas podszedł. Na kazaniu powiedział, że wszystkie dzieci są takimi samymi ludźmi - podsumowuje pani Agata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 166 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    79 głosów