Wczoraj ratusz dostał pismo Pro Polonii. Wprawdzie gejowska parada odbędzie się dopiero za rok, ale - jak tłumaczy Brudzyński - "do zbudowania silnego frontu przeniesienia obscenicznego przemarszu (...) do miejsc odosobnionych i chętnie przyjmujących tego typu uczestników" potrzebny jest czas.
W weekend organizatorzy parady ogłosili jej termin - 17 lipca 2010 r. Opowiadali, że zabiegi trwały kilka lat, zaś warszawska Euro Pride będzie pierwszą taką imprezą w Europie Wschodniej.
Uczucia triumfu nie podzielają aktywiści Pro Polonii. Niepokój komitetu gromadzącego "katolików i patriotów" to zbiegające się daty. Podobnie było latem, gdy Brudzyński próbował zablokować koncert Madonny, który zbiegał się z katolickim świętem Matki Boskiej Zielnej i rocznicą cudu nad Wisłą.
- W przyszłym roku mamy 600. rocznicę bitwy pod Grunwaldem - precyzuje Brudzyński. - Najwyższe władze państwowe będą świętować ją dwa dni przed obscenicznym przemarszem.
- Ale z tego, co wiemy, obchody bitwy pod Grunwaldem odbędą się pod Grunwaldem - wyjaśnia Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Gronkiewicz-Waltz. Informacja o tym, że 600-lecie bitwy ma ominąć Warszawę, nie jest dla Pro Polonii problemem.
- Jest to tak wielkie zwycięstwo, że duchowo nie pozostaje obojętne dla tożsamości, tradycji, popularyzowania naszych zwycięstw wśród Polaków - tłumaczy Brudzyński.
W tej sytuacji jedynie skierowanie marszu w "miejsca odosobnione" może złagodzić fatalne sąsiedztwo dat. - Przed wiekami do Polski ściągał inny typ ludzi - europejskie rycerstwo. Ze względu na pamięć poległych niedopuszczalnym jest, by 600 lat później Warszawę czekał najazd gejów i lesbijek - protestuje lider Pro Polonii.
Źródło: Gazeta Wyborcza