Dzień po wyborach maklerzy na giełdzie we Frankfurcie nad Menem nie kryli radości. Choć indeks DAX w zeszłym tygodniu szedł w dół, to wczoraj od rana sunął w górę. Giełda wie, że po władzę sięga koalicja, która gospodarkę stawia na pierwszym miejscu.
Jest jasne, że koalicja CDU i FDP (pierwsza partia dostała w niedzielę 33,5 proc. głosów, druga 14,6 proc.) nie będzie zamykała elektrowni atomowych, więc akcje gigantów energetycznych E.ON i RWE zdrożały. Raczej nie wycofa się z budowy gazociągu północnego, ale mocno będzie wspierał południowy gazociąg Nabucco, czyli projekt przez Moskwę raczej niekochany. Nie będzie też zaostrzania prawa pracy, a przedsiębiorcy liczą też na korzystniejsze przepisy podatkowe. W siedzibie giełdy podkreślano wczoraj, że FDP, najbardziej liberalna i prorynkowa partia Niemiec, będzie miała w rządzie wiele do powiedzenia, bo nigdy wcześniej nie była tak silna.
- Liberałowie będą się rozpychać w rządzie łokciami. To nie będzie młodszy brat CDU, który zadowoli się drugorzędnymi resortami i rolą chłopca do bicia - mówi Cornelius Ochmann, ekspert fundacji Bertelsmanna.
Jego słowa potwierdzają liberałowie. Przed spotkaniem w cztery oczy szefa partii Guido Westerwelle z kanclerz Angelą Merkel dali sygnał, że z tworzeniem rządu nie będą się śpieszyć. - Zależy nam na jakości, a nie na tempie - mówili.
Choć negocjacje nad programem i obsadą nowego gabinetu rozpoczną się jeszcze w tym tygodniu, Merkel oświadczyła, że rozmowy potrwają do końca października. Dobrze wie, że liberałowie będą się ostro i długo targować. Günther Oettinger, chadecki premier Badenii-Wirtembergii, przestrzegał ich przed zbytnią pewnością siebie: Niech nie zapominają, że są mniejsza partią.
Nowa koalicja musi się wziąć za bary z kryzysem. Do tej pory gospodarkę, osłabioną załamaniem się eksportu, rząd mocno wspierał programami koniunkturalnymi. Kosztowały kilkadziesiąt miliardów euro i doprowadziły do największego zadłużenia Niemiec w historii. Problemem jest też
deficyt budżetowy.
Przyszli koalicjanci mają różne recepty gospodarcze. FDP chce pobudzać gospodarkę obniżką podatków, mówi nawet, że to główny warunek powstania koalicji z chadekami. Jednak obniżka podatków automatycznie oznacza ostre cięcia świadczeń socjalnych i subwencji. A tego boi się spora część chadeków z CSU, bawarską siostrą CDU na czele.
Publicyści kilku gazet zauważają, że Merkel będzie starała się zająć w nowym rządzie prosocjalne stanowisko, jako polityk, który potrafi trzymać liberałów w ryzach. Co nie znaczy, że gospodarka nie przejdzie przeobrażeń. Znani ekonomiści twierdzą, że podatki zostaną obniżone, choć może nie od razu.
Zapewne zmiany czekają też prawo pracy - FDP i chadecji zależy na tym, by firmy mogły łatwiej zwalniać pracowników i nie musiały szybko zatrudniać ich na czas nieokreślony. Obydwie partie chcą też zlikwidować płace minimalne wprowadzone w niektórych branżach. Niewykluczone, że państwo będzie chciało rozkręcić wielkie inwestycje infrastrukturalne, także w sieci internetowe, by w ten sposób walczyć z bezrobociem.
W polityce zagranicznej, którą zgodnie z dotychczasową tradycją poprzednich koalicji chadeków i liberałów powinien kierować Westerwelle (choć w Berlinie słychać, może objąć resort gospodarki), niewiele się zmieni. Szef FDP wielokrotnie mówił, że będzie kontynuować politykę liberalnych szefów dyplomacji: Waltera Scheela, Hansa Dietricha Genschera i Klausa Kinkela. To oznacza, że ważne będą stosunki transatlantyckie jak i relacje z Moskwą. Westerwelle w sprawach dyplomacji nie ma wielkiego doświadczenia, ale doradza mu Genscher.
Dla Warszawy szef FDP ciągle jest zagadką - czy będzie przywiązywał do relacji z nami taką wagę jak jego poprzednik Frank Walter Steinmeier i czy tak jak socjaldemokrata będzie mediował w sporach Polski z Rosją? Sam Westerwelle zapewnia, że chce, by stosunki polsko-niemieckie były tak dobre jak relacje Berlina i Paryża.
Westerwelle nie dopuszcza możliwości by po wyborach miejsce w "widocznym znaku", rządowym muzeum poświęconym powojennym deportacjom Niemców, objęła
Erika Steinbach. Sam Westerwelle do tej pory Polski nie odwiedził, jego tegoroczną wizytę już dwa razy przekładano.