http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co bierze Gordon Brown

Jacek Pawlicki
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2009-09-28 19:10

Doroczna konferencja brytyjskiej Partii Pracy nie zaczęła się nadzwyczajne dla laburzystów. Tematem dnia w mediach nie stały się ich ataki na torysów, ale dywagacje, czy premier jest uzależniony od leków

Gordon Brown
Gordon Brown Fot. Peter Morrison ASSOCIATED PRESS
Gordon Brown
Partyjne konferencje na jesieni to kulminacja sezonu politycznego na Wyspach. Rozpoczęta w niedzielę w Brighton kilkudniowa konferencja Partii Pracy jest wyjątkowa choćby dlatego, że to ostatni taki zlot przed wyborami, które muszą być rozpisane do lipca 2010 roku.

Laburzyści, którzy rządzą od 1997 roku, walczą o to, by nie stracić władzy mimo fatalnych sondaży - dziś chce głosować na nich 23 proc. wyborców, podczas gdy na konserwatystów - 38 proc.

Prominentni działacze zaczęli od zaklinania szeregowych działaczy, którzy podobno tracą ochotę do walki i zachowują się tak "jak drużyna piłkarska, która przegrywa, opuściła głowy i zaczyna popełniać błędy".

Autorem tego piłkarskiego porównania jest nie kto inny jak minister finansów Alistair Darling. To właśnie kanclerz skarbu stał się wczoraj bohaterem dnia, przypuszczając wściekły atak na torysów. Oskarżał ich m.in. o to, że zamierzając ciąć wydatki publiczne, pogrążą kraj w biedzie, niedoinwestowaniu i wpędzą w jeszcze większe bezrobocie. Straszył ciemnymi wiekami torysów i ich fiskalnym dogmatyzmem.

Żeby przypodobać się opinii publicznej, Darling wziął też na cel powszechnie krytykowanych na Wyspach szefów banków, którzy mimo kryzysu przyznawali sobie milionowe premie. Obiecał, że za kilka tygodni rząd wprowadzi ustawodawstwo, które ukróci tę praktykę. - Ostrzegam banki, że nie będzie powrotu do dawnych interesów - mówił.

Wojenna retoryka zdominowała pierwszy dzień w Brighton. Minister sprawiedliwości Jack Straw prorokował, że w przyszłym roku partię czeka bitwa nad bitwami, a odpowiedzialny za gospodarkę lord Mandelson wzywał laburzystów, by stanęli do walki. Bojową atmosferę podgrzewał premier Gordon Brown. - Nie zdobędziemy wszystkich mandatów, ale zdobędziemy wiele z tych, których mieliśmy nie zdobyć - mówił w jednym z wywiadów.

Tymczasem tematem dnia na Wyspach jest plotka, że premier Brown jest uzależniony od leków przeciwbólowych i uspokajających. Tę krążącą po brytyjskiej blogosferze informację wyciągnął niespodziewanie podczas niedzielnego wywiadu z Brownem dziennikarz BBC 1 Andrew Marr. Zapytał, czy tak jak wielu ludzi w Westminsterze Brown bierze środki na receptę, by poradzić sobie ze stresem rządzenia i utrzymać się na nogach. Premier odpowiedział, że takie pytania zbyt często pojawiają się w brytyjskim życiu politycznym. I opowiedział o swoich kłopotach ze wzrokiem (od czasu wypadku podczas gry w rugby w latach młodości nie widzi na jedno oko).

W poniedziałek w sukurs premierowi przyszli ministrowie. Lord Mandelson skrytykował dziennikarza za osobiste natręctwo, a prawicę oskarżył o "rozpuszczanie nieprawdziwych plotek w internecie". Media spekulowały, że wypuszczenie plotki o słabym zdrowiu Browna ma przygotować jego odejście przed wyborami. Część strategów laburzystów jest przekonana, że tylko odejście bardzo niepopularnego premiera może uratować partię przed sromotną porażką w przyszłym roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':