W najnowszym "Newsweeku" Maciej Łętowski, publicysta związany z prawicą, opisuje stan negocjacji między
SLD i
PiS, które przejęły razem media publiczne. SLD ma dostać prezesurę
radia, radiową Jedynkę i telewizyjną Dwójkę. PiS: prezesurę w
TVP, telewizyjną Jedynkę i radiową Trójkę.
- To stan rozmów między Sojuszem a PiS-em na dziś - mówi "Gazecie Wyborczej" Łętowski. - Obie strony racjonalnie podchodzą do problemu i tak chcą się podzielić wpływami, by potem nie wchodzić sobie w drogę.
Maciej Łętowski był m.in. szefem Informacyjnej Agencji Radiowej. Dwa lata temu został wyrzucony z tego stanowiska przez PiS-owską ekipę Krzysztofa Czabańskiego i Jerzego Targalskiego. Jest na ogół dobrze poinformowany o tym, co się dzieje w mediach publicznych i wokół nich.
Jak dzielą TVP Prezesem ma zostać Janusz Pietkiewicz, b. dyrektor Teatru Wielkiego, (podobno jego najbardziej zagorzałym zwolennikiem jest prezydent
Lech Kaczyński, bo razem pracowali w stołecznym ratuszu).
Krzysztof Czabański (do niedawna prezes radia z rekomendacji PiS) miałby zostać dyrektorem telewizyjnej Jedynki.
Telewizyjną Dwójkę ma dostać SLD , ale jeszcze nie wiadomo kto będzie z jej ramienia anteną kierował.
Jak dzielą Radio Szansę na fotel prezesa Polskiego Radia ma Andrzej Siezieniewski (kierował radiem, gdy rządziła lewica), dyrektorem radiowej Jedynki miałby zostać Ryszard Hińcza (za Siezieniewskiego był szefem Informacyjnej Agencji Radiowej, teraz jego żona zasiada w radzie nadzorczej TVP). A Krzysztof Skowroński ma wrócić do radiowej Trójki (w marcu został z tej posady zwolniony, a dostał ją za czasów rządów PiS-u w mediach).
Obie strony potrafią brać media Lętowski tak tłumaczy bezkonfliktowe przejmowanie mediów publicznych przez SLD i PiS: "Konsumpcja porozumienia postkomunistów z genetycznymi antykomunistami zostanie przeprowadzona szybko i sprawnie. Jedni i drudzy mają bogate doświadczenie w przejmowaniu instytucji publicznych. Ponadto zaplecza partyjne obu stron nie reprezentują sprzecznych interesów, przynajmniej na krótką metę. Jeśli dla PiS najważniejsze są wybory prezydenckie, to dla SLD dopiero parlamentarne. Zatem ludzie przewodniczącego [SLD, Napieralskiego] z obojętnością będą się przyglądać , jak ludzie prezesa [PiS, Kaczyńskiego] zadają gwałt mediom publicznym podczas kampanii na rzecz reelekcji prezydenta".
I ma złe wiadomości dla dziennikarzy: "Dekadę temu partyjne wpływy w publicznych mediach zatrzymywały się zazwyczaj na szczeblu dyrektorów anten. Niżej było pole popisu dla profesjonalnych dziennikarzy. (...) Teraz skok na media jest bezczelnie jawny. Jest to zły prognostyk dla dziennikarzy. NIkt już ich nie zapyta, co potrafią. Zapytają natomiast: czy jesteś - ich czy nasz?"