Dodanie odwagi oraz sił "twórczej mniejszości", jaką - zdaniem
papieża - powinni stanowić czescy chrześcijanie, to główny cel podróży Benedykta XVI do Czech. - Wasz kraj, jak i wiele innych narodów, żyje w kulturze, która często jest radykalnym wyzwaniem dla wiary, i dla nadziei. W istocie zostały one zepchnięte w sferę prywatności, w podziemie - mówił papież podczas wczorajszej mszy dla ponad 120 tys. wiernych w Brnie na Morawach, które są najmniej zeświecczoną częścią kraju.
Choć w Czechach do katolicyzmu przyznaje się zaledwie 30 proc. ludzi (przed wojną - 80 proc.), a na niedzielne msze chodzi zaledwie 4 proc., to Benedykt XVI uparcie przypomina Czechom o ich chrześcijańskich korzeniach.
Nawiązując do komunistycznej przeszłości kraju, ostrzega też przed absurdami, do których może dojść człowiek bez Boga. - Batalię o zachowanie chrześcijańskiej tożsamości Europy rozpoczął już
Jan Paweł II. Nie wygrał. Benedyktowi XVI nie pozostaje nic innego, jak podejmować kolejne próby - tłumaczy historyk Kościoła Alberto Melloni.
Benedykt XVI już od soboty, kiedy wylądował w Pradze, zachęca Czechów do refleksji, co zrobili i jak powinni w przyszłości postępować z wolnością wywalczoną w aksamitnej rewolucji przed 20 laty (spotkał się z Vaclavem Havlem), ale - choć sugeruje, że zmarnowali wiele szans - na razie nie udało mu się sprowokować żadnej wielkiej debaty.
Czeskie media próbują bowiem zainteresować obojętnych religijnie czytelników i widzów nie homiliami Benedykta XVI, lecz opowieściami o jego ulubionych butach lub też o pająku, których chodził po szyi Benedykta XVI podczas przemówienia do polityków w Pradze.
Na jeden z gorętszych tematów pielgrzymki Benedykta XVI w Czechach próbowano wykreować kłopoty z restytucją kościołów i innych
nieruchomości znacjonalizowanych przez komunistów (m.in. praskiej katedry św. Wita). Jednak watykański sekretarz stanu kard. Tarciso Bertone już w pierwszych godzinach pielgrzymki ogłosił, że te sprawy materialne nie są dla Kościoła priorytetem, zwłaszcza w dobie kryzysu gospodarczego dotykającego także
Czechy.
- Kościołowi nie chodzi o przywileje, lecz o możliwość swobodnego służenia wszystkim w duchu Ewangelii - zapewniał przedwczoraj Benedykt XVI.
W Pradze, gdzie Benedykta XVI nie witały ani tłumy, ani papieskie flagi czy też transparenty, uwagę przykuwał tylko wielki napis "Zrehabilituj Jana Husa!" (czyli czeskiego teologa i reformatora religijnego spalonego na stosie za herezję podczas soboru w Konstancji w 1415 r.).
O swym ubolewaniu z powodu tej "okrutnej śmierci" papież Jan Paweł II mówił już w latach 90., ale Watykan - pomimo pogłosek - nie wszczął wówczas formalnego procesu rehabilitacyjnego.
Natomiast wbrew obawom bez żadnych protestów obyła się wizyta Benedykta XVI w praskim kościele Maryi Panny Zwycięskiej, gdzie czczona jest figurka Dzieciątka Praskiego.
Kościół wybudowany przez protestantów został oddany katolikom po bitwie pod Białą Górą z 1620 r., kiedy koalicyjne wojska katolickich Habsburgów zmiażdżyły (stąd nazwa kościoła) siły czeskich protestantów. Kościół jest dla części Czechów symbolem siłowej rekatolicyzacji i wynarodowiania czeskich elit, które rozpoczęło się po Białej Górze.
Dziś Benedykt XVI odprawi mszę w Stara Boleslav i wróci do Watykanu.