http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec wielkiej koalicji

Bartosz T. Wieliński, Berlin
2009-09-28, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:22

Kanclerz Merkel głosowała wczoraj w Berlinie z mężem (z tyłu)
Kanclerz Merkel głosowała wczoraj w Berlinie z mężem (z tyłu)
Fot. Frank Augstein AP

Chadecja kanclerz Angeli Merkel wygrała niedzielne wybory do Bundestagu. To koniec wielkiej koalicji - od teraz CDU rządzić będzie zapewne z liberałami

Gdy wczoraj o 18 niemieckie telewizje ogłosiły sondażowe wyniki wyborów, atrium berlińskiej centrali CDU zadrżało w posadach. Gdy czarny słupek symbolizujący wynik CDU urósł do 33,4 proc., kilkudziesięciu ubranych w pomarańczowe koszulki członków młodzieżówki krzyknęło głośne "yeah" i zaczęło klaskać. Aplauz stał się jeszcze głośniejszy, gdy czerwony słupek symbolizujący głosy SPD dotarł do zaledwie 23,1 proc. A gdy podano wynik FDP - 14,6 proc. - młodzi ludzie wpadli w ekstazę. Wszystko stało się jasne: wczoraj w Niemczech dobiegł końca czas wielkiej koalicji. Nowy rząd pod wodzą Angeli Merkel wystawi CDU, jej bawarska siostra CSU oraz FDP. W nowym Bundestagu razem będą mieli ok. 323 głosy, 14 więcej, niż wynosi większość. Tłum zaczął skandować "Angie! Angie!". Wybuch radości powracał, ilekroć na telebimach pojawiały się kolorowe słupki.

- Baliśmy się najgorszego, że powtórzy się scenariusz sprzed czterech lat i znowu nie starczy nam głosów na Schwarz-Gelb [potoczne określenie czarno-żółtego sojuszu CDU i FDP] - mówi Kai, jeden z członków chadeckiej młodzieżówki. - Było blisko, ale starczyło. To będzie najlepszy rząd od zjednoczenia Niemiec - prorokuje. Mniej więcej to samo mówili dziennikarzom w partyjnej centrali premier Hesji Roland Koch, minister nauki Anette Schavan i kilku innych partyjnych prominentów.

Widmo kolejnych lat w przymusowej koalicji z SPD wisiało nad chadecją. Wróżyły ją sondaże, w których CDU konsekwentnie spadała. W piątek w Berlinie i innych wielkich miastach chadecy ruszyli do ostatniej szarży. Organizowali wiece, stawiali nowe billboardy. W sobotę Merkel na ostatnim wiecu wyborczym w berlińskiej dzielnicy Treptow wzywała, by Niemcy nie dali się zwieść socjaldemokratom i postawili na nią. - Nie czas na eksperymenty - mówiła.

Udało się połowicznie - chadecy w ostatnich dniach kampanii przestali tracić, ale i tak zanotowali jeden z najgorszych wyników w swojej historii. W sobotę w berlińskiej siedzibie CDU z wielkim uznaniem mówiło się za to o Guido Westerwellem, przywódcy FDP. To rekordowy wynik jego partii pozwolił chadekom wyzwolić się z wielkiej koalicji. - Idziemy do rządu, by wprowadzić sprawiedliwe podatki i dać wszystkim Niemcom dostęp do edukacji - mówił rozpromieniony Westerwelle.

Gdy koło godz. 21 w siedzibie CDU muzycy śpiewali dedykowany Merkel hit Tiny Turner "You Simply The Best", w centrali SPD wiały pustki. Partia zanotowała fatalny wynik. Jej rozgoryczeni członkowie mówią wręcz o katastrofie - partia nigdy jeszcze nie straciła w trakcie kadencji aż 10 proc. głosów. - To gorzki dzień dla naszej partii - mówił Frank Walter Steinmeier, kandydat czerwonych na kanclerza. Zapowiedział, że SPD będzie twardą opozycją, a on jej przywódcą. O ile pozwoli mu na to jego partia, która już teraz domaga się rozliczeń.

W lewicowej opozycji znajdzie się też postkomunistyczna Lewica (12 proc.) i Zieloni (10,6 proc). Niemców czeka więc w najbliższych latach ostra ideologiczna walka o to, jak walczyć ze skutkami kryzysu. Czy wspierać klasę średnią i przemysł, jak chcą chadecy i liberałowie, czy chronić niższe warstwy niemieckiego społeczeństwa, np. zwiększając zasiłki.

Dla Gazety

Cornelius Ochmann, analityk Fundacji Bertelsmanna

Okazało się, że w Niemczech mamy jednak silnych liberałów. Od dawna wiedzieliśmy, że CDU i SPD stracą wyborców, ale nikt nie przypuszczał, że FDP dostanie takie poparcie (15,5 proc). To jasny sygnał, że Niemcy chcą zmian i reform. Poparli liberałów, bo wierzą, że to oni w sojuszu z chadecją, a nie lewicą, są w stanie wyprowadzić Niemcy z kryzysu i nie dopuszczą, by w kraju znowu rozlało się bezrobocie. Tego ludzie boją się najbardziej.

Wielka koalicja minęła pod znakiem totalnego braku decyzyjności. Nowy układ pod wodzą Merkel daje nadzieję, że od pierwszego dnia rządów machina ruszy ostro do przodu i kraj faktycznie będzie reformowany. Merkel zresztą powiedział o tym w swoim wystąpieniu. Przypuszczam, że liberałowie wezmą więcej resortów gospodarczych, niż wynikałoby to z dotychczasowej tradycji. Bardzo możliwe, że Guido Westerwelle, (przywódca FDP) zrezygnuje z MSZ na rzecz ministerstwa gospodarki.

Dr Gero Neugebauer, politolog z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie

Angela Merkel na pewno będzie miała bardziej pod górę, niż miała przez ostatnie cztery lata. Po pierwsze opozycja stała się większa i bardziej skonsolidowana. Po drugie kraj czekają niepopularne zmiany - głównie w dziedzinie świadczeń socjalnych i ubezpieczeń. Po trzecie po wczorajszym słabym wyniku jej partia może zacząć zadawać pytania o to, czy jest właściwą osobą jako przywódczyni partii. Podobne kwestie będą sobie zadawać socjaldemokraci. Jest jasne, że w partii w dół lecą akcje dawnych współpracowników Gerharda Schrödera- w tym głównego kandydata SPD na kanclerza Franka Waltera Steinmeiera.

not. bart

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':