Komentarza wymaga wciąż raczej sam wysoce kontrowersyjny wyrok, a nie stanowisko Episkopatu. Notabene, trudno ów wyrok komentować, bo moim zdaniem jego ustne uzasadnienie jest miejscami sprzeczne z jego sentencją.
Jeśli jednak mam komentować reakcję Episkopatu, to uważam, że nie mogła być inna i jest zasadniczo słuszna. Twierdzę tak, gdyż istnieją poważne powody, by traktować ten wyrok - jak napisało prezydium KEP - jako próbę "ograniczenia praw Kościoła do moralnej oceny postaw ludzkich".
Wystarczy przeczytać choćby słowa prawnika, który prowadził sprawę pani Tysiąc w sądzie. Dr Marcin Górski wyraźnie twierdzi, że "nie chodziło przecież wyłącznie (...) o naruszenie dóbr osobistych powódki, ale również o pokazanie, że istnieje problem stosowanej przez
Kościół mowy nienawiści wobec kobiet". Celem nie był tylko "Gość Niedzielny"...
Biskupi bardzo słusznie napisali, że potępiając grzech i zło, "Kościół nigdy nie przekreśla człowieka". To ważne przypomnienie dla tych katolików, którzy w ferworze polemik po wyroku czasem posuwali się zbyt daleko. Nie można potępiać osoby - nieszczęśliwej kobiety, która pozwoliła się wykorzystać w walce ideologicznej.
"Bohaterka" podobnego precedensowego wyroku w
USA dziś jest gorącą obrończynią życia poczętego, a po latach przyznała, że kłamała, mówiąc, iż jej ciąża była owocem gwałtu.