Przykro słuchać, że Episkopat przemówił językiem oblężonej twierdzy jak z"Naszego Dziennika" ("ten haniebny wyrok praktycznie zdelegalizował wyznawanie religii katolickiej").
"Gość Niedzielny" i publicyści katoliccy poniewierają Alicją Tysiąc na wyścigi. Porównują jej decyzję sprzed dziewięciu lat, by przerwać ciążę, do zbrodni Holocaustu. Powtarzają uparcie, że matka chciała zabić dziecko, nie przyjmują do wiadomości, że to dziecko żyje i jest kochane. Że takie są ludzkie losy, powikłane, dramatyczne. A zdawałoby się, że chrześcijańska miłość pomaga to rozumieć.
Potężny, zasłużony dla naszej wolności
Kościół atakuje wyrok sądu, który uznał, że wolność słowa powinna w tym przypadku ustąpić przed ochroną godności kobiety matki i jej dziewięcioletniej córki. Kościół ogarnia obsesja jednego tematu - etyki seksualnej, której nie mogą sprostać nawet głęboko wierzący. Potępia in vitro, antykoncepcję, nie widzi dramatu kobiet decydujących się na aborcję. Wszystko przesłania los zarodków - życie nienarodzone. Jakby nie było innych tematów społecznych, etycznych, duchowych.
Biskupi akceptują język, który sąd określił jako mowę nienawiści. Uznają napaść "Gościa Niedzielnego" na Alicję Tysiąc za część misji Kościoła. Czy jednak misją Kościoła jest negowanie, że obywatele mogą kierować się różnymi systemami wartości, byle nie naruszali prawa? Czy brak zrozumienia dla komplikacji ludzkich losów, a nawet odrobiny litości, ma być znakiem rozpoznawczym Kościoła?
Czy misją Kościoła jest deptanie godności człowieka?