To najważniejsza i najbardziej kontrowersyjna z prawie setki zmian przepisów w kodeksach karnych, które wczoraj przyjął Sejm. Za zaostrzeniem zapisów dotyczących przestępstw tzw. pedofilskich (i pozostałą częścią "wielkiej nowelizacji") głosowało aż 400 posłów, tylko jeden był przeciw, dwóch się wstrzymało. Ta zgodność to wynik tego, że zmiany to projekty rządowe, ale też opozycyjnych
PiS i Lewicy.
Wielka nowelizacja przewiduje zaostrzenie kar za przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności popełniane wobec osób poniżej 15. roku życia (gwałt pedofilski) lub członków najbliżej rodziny (gwałt kazirodczy). Będzie to zbrodnia, za którą grozi od 3 do 15 lat więzienia (dotychczas od 2 do 12). To nie budziło kontrowersji.
Inaczej było z tzw. farmakologiczną kastracją. Chodzi o obligatoryjne umieszczanie w zakładach zamkniętych i kierowanie na terapię - farmakologiczną i psychologiczną - skazanych za tego typu gwałty.
- To nieporozumienie. Dzwonią do mnie dziennikarze z zagranicy i pytają, czy chcemy w Polsce urządzić »Lot nad kukułczym gniazdem «”- mówi prof. Zbigniew Lew Starowicz, krajowy konsultant w dziedzinie seksuologii. - Nikt nie będzie siłą robił zastrzyków - podkreśla.
Prześledźmy więc procedurę. Wobec wszystkich skazanych za przestępstwa seksualne popełnione w związku z zaburzeniami popędu seksualnego sąd będzie mógł orzec tzw. środek zabezpieczający, czyli umieszczenie w zakładzie zamkniętym lub skierowanie na leczenie ambulatoryjne. Stosowany dopiero po odbyciu normalnej kary więzienia. Chodzi o to, by zapobiec kolejnym przestępstwom osób z zaburzeniami preferencji seksualnych.
W przypadku gwałcicieli-pedofilów sąd nie ma wyboru - musi umieścić sprawcę w specjalnym zakładzie zamkniętym lub skierować na leczenie ambulatoryjne po odbyciu kary. W każdym przypadku jednak sprawcy badani są najpierw przez dwóch lekarzy psychiatrów i seksuologa. Dwa razy - podczas procesu i przed zakończeniem odbywania kary. Lekarze sugerują formę terapii. Jeśli może zagrażać zdrowiu skazanego, farmakoterapii zalecić nie mogą, a sąd jej zastosować. Sprawca, który robi uniki, nie zgłasza się na leczenie ambulatoryjne, decyzją sądu ma być umieszczony w specjalnym zamkniętym zakładzie.
Opinia biegłych i personel zakładu zdecydują, jaka forma leczenia będzie stosowana, bo umieszczenie w zakładzie to nie dodatkowa kara. - Nie chodzi o to, by człowieka dodatkowo ukarać, tylko żeby go z tych skłonności wyciągnąć, wyleczyć dla dobra nas wszystkich i jego samego - potwierdza prof. Marian Filar (DKP-SD), poseł, który przedstawiał w Sejmie "wielką nowelizację".
Standardem ma być zintegrowane leczenie - psychoterapia plus podawanie środków na obniżenie popędu płciowego. Leczenie farmakologiczne potrwać może od kilku tygodni do kilku miesięcy, rzadko kilka lat. - Dotyczyć będzie jednostek, bo na ok. 2 tys. skazanych za przestępstwa seksualne wobec dzieci u ok. 150 osób mają one podłoże pedofilskie - mówi prof. Lew Starowicz.
Gdzie więc przymus leczenia farmakologicznego, chemiczna kastracja? - Nie ma czegoś takiego jak przymus leczenia, to wynika z ustaw lekarskich - mówi profesor. - Żadna terapia bez woli zainteresowanego skuteczna nie będzie - dodaje poseł Filar.
A jeśli umieszczony w zakładzie nie zechce poddać się farmakoterapii? - Będzie siedział w zamknięciu - jak długo, nikt dziś nie potrafi powiedzieć - mówi prof. Lew Starowicz.
Sejm uchwalił też wczoraj przepisy wprowadzające kary za tzw. grooming - nagabywanie dzieci przez internet lub inną sieć. Za złożenie przez internet propozycji seksualnej dziecku do 15 lat grozić będzie do dwóch lat więzienia. Tyle samo co za pochwałę zachowań o charakterze pedofilskim i za propagowanie systemu komunistycznego. Ten ostatni przepis to propozycja PiS. Przeszła, bo jak powiedział nam jeden z posłów Lewicy - "taka była cena za spokój".