http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kim był ten Beck?

Paweł Wroński
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-25 20:39

25 stycznia 1939 r. Warszawa. Ministrowie spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop (z lewej) i Polski Józef Beck wychodzą z dworca
25 stycznia 1939 r. Warszawa. Ministrowie spraw zagranicznych Niemiec Joachim von Ribbentrop (z lewej) i Polski Józef Beck wychodzą z dworca
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Po tragedii 1939 r. pozostawił po sobie czarną legendę przegranego. Dla otoczenia gen. Sikorskiego był "sprawcą katastrofy wrześniowej". Hitlerowcy podejrzewali, że ma korzenie żydowskie, co miało wytłumaczyć jego perfidię wobec Niemiec. A Rosjanie uważają go za agenta niemieckiego wywiadu

Józef Beck
Fot. ADM
Józef Beck

Pełną wersję tekstu Pawła Wrońskiego o polityce zagranicznej Józefa Becka można przeczytać tutaj



Za sprawą ataków rosyjskiej prasy i pseudohistorycznych dociekań rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego postać Becka w przededniu 70. rocznicy wybuchu II wojny znowu stała się przedmiotem debat. Co ciekawe, większość z formułowanych w Rosji oskarżeń ma źródło nie w konfabulacjach stalinowskiej propagandy, ale w plotkach i wypowiedziach ludzi Beckowi współczesnych (m.in. Sikorskiego i Witosa). On sam ich nie dementował, bo pochlebiał mu przydomek Mefistofelesa nadany mu przez prasę.

Uwielbienie od tłumów odbierał tylko raz - po słynnej mowie 5 maja 1939 r. odrzucającej żądanie Hitlera. Kończyła się słowami: "Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja skrwawiona w wojnach na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor". (czytaj pełną wersję przemówienia Becka)

Czy Beck zdawał sobie sprawę, że zmienia dzieje świata i wiedzie wprost do największej wojny w historii? Zapewne nie. Tyle że inną możliwość miał jedną - udział w wojnie po stronie Hitlera.

Pupilek Marszałka

Złośliwy pamiętnikarz ks. Bronisław Żongołłowicz, bliski ekipie sanacyjnej, twierdził, że w otoczeniu Marszałka awansowali ci, którzy "w lot chwytają już nie myśl, lecz skinienie Piłsudskiego" - Beck tej sztuki się nauczył.

Beck z Józefem Piłsudskim zetknął się już w 1913 r. w Zakopanem. W Limanowej, gdzie się wychowywał, tworzył Drużyny Strzeleckie. Służył w artylerii I Brygady Legionów (był studentem Politechniki), zaczynając od zwykłego kanoniera. Za bitwę pod Kostiuchnówką dostał Virtuti Militari. Po kryzysie przysięgowym znalazł się we Lwowie, gdzie działał w Polskiej Organizacji Wojskowej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej trafił do II Oddziału Sztabu Generalnego (wywiadu) i, jak twierdzili złośliwi, to doświadczenie zaciążyło na jego życiu, bo w służbie dyplomatycznej miał zaufanie głównie do byłych oficerów wywiadu.

O tym, jakie ma znaczenie u boku Komendanta, przekonali się jego współpracownicy w 1930 r., gdy Piłsudski stanął na czele rządu. Obwieścił wówczas, że nie chce być "człowiekiem od wszystkiego " i bierze sobie do pomocy jako ministra bez teki i wicepremiera płk. Becka; miał on koordynować pracę ministrów. Marszałek uprzedził, że "w razie sprzeciwu kogokolwiek wobec Becka wybierze na pewno Becka, a nie któregokolwiek z ministrów".

W 1930 r. Beck został wiceszefem MSZ, a w 1932 r. stanął na czele tego ministerstwa. Od tego momentu Piłsudski i Beck formowali wspólnie nową politykę zagraniczną - jej istotą było "utrzymanie równej odległości między Niemcami a Rosją".

Punktem zwrotnym "nowej polityki" było najpierw zawarcie paktu o nieagresji z Rosją w 1932 r., ale prawdziwym szokiem dla Europy stała się dwustronna polsko-niemiecka deklaracja o wyrzeczeniu się przemocy z 1934 r.

Gdy w 1935 r. Piłsudzki umierał, to Beck był ostatnim politykiem, z którym rozmawiał. To jego Marszałek "namaścił" na sternika polityki zagranicznej i depozytariusza swej myśli.

Leopod Unger, który poznał Józefa Becka już po wrześniu 1939 r. w Rumunii wspomina: "Ja poznałem Becka jako dżentelmena o ogromnej klasie, człowieka o naturalnej elegancji, szalenie przyciągającego ludzi. Między nami były światy całe różnicy, a jednak on potrafił stworzyć taką atmosferę, w której ja się nie czułem skrępowany. To był człowiek o piekielnej inteligencji."



Minister mocarstwa

Beck w swoich pamiętnikach starał się udowodnić, że po śmierci Marszałka jedynie on pieczołowicie realizował jego politykę - równego dystansu między Moskwą a Berlinem.

Gdy w 1936 r. do zdemilitaryzowanej Nadrenii wkroczyły wojska niemieckie nie napotykając żadnego oporu ze strony armii francuskiej, potwierdziła się teza Piłsudskiego, że Francja "jest do niczego". Beck doszedł wtedy do wniosku, że "Adolf Hitler to człowiek, z którym można robić interesy". Beck pisał o Hitlerze, że pozytywnie do niego nastawiało to, iż "był raczej Austriakiem, a nie Prusakiem. A w "furii antypolskiej" największą rolę grała tradycja Prus. Beck był również przekonany o początkowo pokojowych zamiarach Hitlera, bo "każdy reformator potrzebuje spokoju z zewnątrz".

Polityce równej odległości między Berlinem a Moskwą towarzyszyło pojęcie "mocarstwowości", którym Beck posługiwał się co chwila. Było dla niego jasne, że Polska może prowadzić politykę równej odległości, tylko będąc mocarstwem, a jest mocarstwem, bo prowadzi politykę równej odległości. Szef polskiego MSZ lubił też mówić o "równaniu kroku" z największymi. Problem w tym, że równał krok w niewłaściwym szeregu - z Niemcami i Włochami. W opinii niemal całej zachodniej prasy i w dyplomatycznych raportach nasz kraj szybko zaczął być postrzegany jako sojusznik Hitlera i Mussoliniego.

Gdy Liga Narodów nałożyła sankcje na Niemcy w związku ze sprawą Nadrenii, Polska się do nich przyłączyła, ale wcześniej najgoręcej się im sprzeciwiała. Gdy Liga potępiła w 1935 r. sankcje nałożone na Włochy za atak na Abisynię, Polska była pierwszym krajem, który od sankcji odstąpił.

W 1938 r. Niemcy przeprowadzają Anschluss Austrii. Niemal równocześnie w strzelaninie na granicy z Litwą ginie polski strażnik. W kraju odbywają się pochody pod hasłem: "Wodzu, prowadź nas na Kowno" - a Beck przedstawia rządowi litewskiemu ultimatum, domaga się nawiązania stosunków. Cały świat zastanawia się, czy Polska - idąc śladami Hitlera - nie doprowadzi do Anschlussu Litwy - Beck uważał to jedynie za "unormowanie stosunków".

Gdy w 1938 r. mocarstwa zachodnie podczas konferencji w Monachium oddają Niemcom Sudety - część niepodległej Czechosłowacji - dla Becka problemem jest nie rozpad tego kraju, ale to, że Polska i Węgry nie zostały na konferencję zaproszone: "Rozważywszy tę sytuację nabrałem głębokiego przekonania, że powinniśmy zareagować i że nasza reakcja powinna być natychmiastowa". W październiku polskie wojska wkroczyły do Zaolzia. Zdaniem Becka - "na znak protestu przeciw monachijskim metodom postępowania" i bez porozumienia z Niemcami, lecz cała Europa postrzegała to jako współdziałanie z Hitlerem w rozbiorze bezbronnego już sąsiada.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':