http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Już 18 ofiar. Przyczyna nieznana

Marcin Pietraszewski, Tomasz Głogowski
2009-09-26, ostatnia aktualizacja 2009-09-25 20:12

Po pierwszej wizji lokalnej w kopalni Wujek-Śląsk eksperci twierdzą, że czujniki metanu były rozmieszczone prawidłowo. Prokuratura studzi: - Za wcześnie na takie wnioski

Dwie ekipy złożone z inspektorów Okręgowego Urzędu Górniczego i prokuratorów zjechały w czwartek po południu na poziom 1050 - do chodnika, w którym w miniony piątek wybuchł metan. Nie żyje 18 górników - ostatni, 43-letni górnik zmarł wczoraj. 30 jest ciężko poparzonych. - Wiadomo już, że oprócz zapłonu metanu doszło do eksplozji gazu - powiedział wczoraj Jerzy Kolasa, dyrektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Katowicach.

Wizja lokalna trwała osiem godzin i zakończyła się w piątek o 3 nad ranem. Specjaliści w rejon katastrofy jechali kolejką, potem musieli przejść niemal dwa kilometry. Na miejscu nie można było używać kamery, bo jej działanie mogłoby spowodować kolejną eksplozję. Eksperci robili zdjęcia atestowanymi aparatami do prac w warunkach zagrożenia metanowego. Jedynym oświetleniem chodnika były lampki zawieszone na kaskach. Prokuratorom towarzyszył jeden z profesorów Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej. Zabrali go jako własnego biegłego.

- Udało się im znaleźć aparaty tlenowe zmarłych górników oraz ich numery identyfikacyjne - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Zabezpieczono roztrzaskany kask, który świadczy o tym, że siła wybuchu rzuciła górników na ściany i maszyny.

Pierwsza wizja nie dała odpowiedzi na pytanie, co spowodowało wybuch. Według ekspertów OUG ognisty podmuch objął jednak całą - liczącą 240 metrów - ścianę i został zatrzymany dopiero przez tamy wentylacyjne. Ogień ugasił pył kamienny zrzucony z zapór przeciwwybuchowych. Siła eksplozji była tak duża, że drzwi jednej z tam zostały wypchnięte.

Zdaniem górniczych specjalistów wszystkie czujniki metanowe były zamontowane prawidłowo. - Wszelkie spekulacje, że były podwieszane pod lutnie doprowadzające świeże powietrze,

są nieprawdziwe - zapewniał wczoraj dyrektor Kolasa.

Prokurator Zawada-Dybek: - Dla nas takie stwierdzenia są przedwczesne. Być może o opinię w tej sprawie poprosimy niezależnych biegłych.

Wczoraj na dół zjechały dwie kolejne ekipy ekspertów, ale już bez udziału prokuratorów. Kolejne wizje lokalne planowane są w przyszłym tygodniu.

Śląska policja rozpoczęła wczoraj przesłuchania górników, którzy w dniu tragedii pracowali na innych poziomach. Oficerowie wydziału kryminalnego wypytują ich o przypadki łamania przepisów górniczych pod ziemią.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':