Projekt rezolucji przedstawił w parlamencie kataloński poseł lewicowy Joan Herrera. Tekst przepisał z podobnej rezolucji uchwalonej przez parlament Belgii po marcowej podróży
papieża do Afryki, w czasie której
Benedykt XVI potępił stosowanie prezerwatyw jako środka zapobiegającego zakażeniu się AIDS. - Plagi AIDS nie da się rozwiązać rozdawnictwem prezerwatyw. Przeciwnie, można problem pogorszyć - mówił papież.
Herrera proponował uznać stanowisko Benedykta XVI jako oparte na zupełnej ignorancji oraz "nie do przyjęcia" i "oburzające". Chciał, by parlament skłonił rząd do oficjalnego protestu wobec Watykanu.
Projekt wpłynął i zaczął być rozpatrywany. Protesty Kościoła u przewodniczącego parlamentu nic nie dały. Do przedwczoraj rządzący Hiszpanią socjaliści, znani z lansowania polityki ograniczającej wpływy Kościoła i katolickiej moralności w społeczeństwie, chcieli jeszcze negocjować tekst rezolucji z innymi grupami. Wobec dyskusji, jaka się rozpętała, ostatecznie się poddali i wstrzymali od głosu. Przeciw głosowała prawicowa opozycja, druga partia w parlamencie. Za rezolucją głosował tylko Herrera.
Mimo to konferencja biskupów stanowczo zaprotestowała wczoraj przeciw samemu faktowi, że parlament zajął się stanowiskiem papieża. "Słuszny rozdział między państwem a Kościołem w porządku politycznym i moralnym wymaga, by instytucje państwowe powstrzymywały się od interwencji w swobodne działania instytucji religijnych, w tym wypadku Kościoła katolickiego, dopóki nie naruszają one porządku publicznego. Próba interweniowania za pomocą parlamentarnych pouczeń pod adresem moralnego przewodnictwa, jakie sprawuje w Kościele papież, sprzeniewierza się poważnie tej zasadzie oraz narusza swobody religijne" - napisali biskupi.
Socjalistyczny rząd przemilczał stanowisko Kościoła. Poseł Herrera określił je jako "przeddemokratyczne".