http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Basia czyniła nas lepszymi

Adam Michnik
2009-09-28, ostatnia aktualizacja 2009-09-25 17:13

Jej słowa na zawsze pozostaną z nami. Kultura polska nigdy tych słów nie zapomni. Wolność polska nigdy tych słów się nie wyrzeknie - mówił w piątek na pogrzebie Barbary Skargi

Żegnamy dzisiaj profesor Barbarę Skargę, w tym roku tak bolesnym dla kultury polskiej, niedługo po śmierci profesora Leszka Kołakowskiego.

Barbara Skarga była osobą niezwykłą. W nekrologach napisano o niej: "Wybitna uczona, filozof i etyk, wielka postać polskiej humanistyki, ustanowiła najwyższe miary naukowej rzetelności, jeden z największych autorytetów moralnych polskiej kultury i nauki, zawsze stojąca po stronie wolności i niezależności myśli, bezkompromisowo oddana prawdzie, wielka umysłem i sercem, była sumieniem polskiego życia publicznego, była i pozostanie dla nas mistrzynią życia i myślenia, wzór i autorytet moralny, żołnierz Armii Krajowej w konspiracji antyhitlerowskiej, więzień łagrów sowieckich, patriotka bezgranicznie oddana ojczyźnie, wielka obywatelka polskiej demokracji, człowiek o wielkim rozumie i sercu, dama Orderu Orła Białego i Legii Honorowej, wspaniały wykładowca i pedagog, jej obecność czyniła nas lepszymi".

Taka była dla nas, redakcji "Gazety Wyborczej", której łamy zaszczycała swymi esejami, a nas - swą życzliwością i przyjaźnią.

Niewiele można dodać do tych słów, którymi świat polskiej kultury i nauki, świat polskiej demokracji żegna prof. Barbarę Skargę. Prof. Skarga, która tak hojnie obdarzała nas darami rozumu i serca, nie lubiła wielkich słów wypowiadanych pod swoim adresem. Odczuwam jednak potrzebę, by powtórzyć - jej obecność czyniła nas lepszymi.

(((

Powiadała, że człowiek to nie jest piękne zwierzę, a przecież uczyła nas kochać ludzi; piętnowała z chłodnym gniewem polską nikczemność, a przecież uczyła nas patriotyzmu i miłości do ojczyzny.

Po śmierci Czesława Miłosza, w trakcie haniebnego skandalu, który rozegrał się wokół pogrzebu poety, napisała - po lekturze serii oszczerczych publikacji - słowa warte dziś przytoczenia:

"Ogarnęło mnie przerażenie. Powinnam się była przyzwyczaić przez całe moje długie życie do ludzkiej głupoty i do niegodziwości, zaznałam ich niemało. A jednak zawsze nowy ich objaw poraża. (...) Fakt, że w ten sposób można dzisiaj mówić, zaraz po śmierci Miłosza, który tak szczodrze obdarzył nas swoimi książkami i poezją, wskazuje na pewne nader istotne zjawisko naszego społecznego życia. Zawiść, którą Kościół zalicza do grzechów głównych, jest w naszym katolickim narodzie powszechna. (...) Jest to zazdrość publiczna, znajdująca swój wyraz w rozlicznych działaniach, których nikt się nie wstydzi, nikt nie uważa za coś niegodziwego. (...)

Widocznie tak już jest, że małość nie lubi wielkich, a głupota - mądrych. Małość chciałaby wszystkich ściągnąć do swego mizernego poziomu. Zaczyna się więc szukać jakiejś ukrytej drzazgi, a gdy jej nie ma, lub jest znikoma, trzeba przynajmniej rzucić podejrzenie o niekompetencję, albo - co nader modne - o niszczenie tradycyjnych polskich wartości. I wystarczy, by twórca żywił inne niż jakaś grupa polityczne przekonania, aby mu patriotyzmu i polskości odmówić.

Za czasów PRL-u Miłosz był opluwany, i to z rozporządzenia najwyższych, ówczesnych władz. (...) Dzisiaj, ponieważ był zawsze człowiekiem otwartym, krytykującym polską zaściankowość i wszelkiego rodzaju wąskie nacjonalizmy, stał się przedmiotem ataku prawicy, tej ciasnej prawicy, która boi się inności i nie rozumie, jak widać, nawet naszej historii. Widocznie nie wie, że do tych wartości należą uchwały Konfederacji Warszawskiej, współżycie z innymi narodami i religiami, racjonalistyczne ideały Oświecenia, obecne w Konstytucji 3 maja. Tu już znać nie tylko złość, ale i nieuctwo".

Ojczyzną Barbary Skargi była Polska - Rzeczpospolita wolności, różnorodności, i tolerancji, a nie ciasnoty umysłowej i wąskiego etnicznego nacjonalizmu. Barbara Skarga, ta wielka dama polskiej filozofii, była jak "dawnych Polaków duma i szlachetność". Wolna od fałszu i zakłamania spoglądała bez złudzeń na podłości nasze powszechne. W swojej niezwykłej książce "Po wyzwoleniu" pisała o donosicielach:

"Stukacze są przecież wszędzie, otaczają nas w naszym normalnym ludzkim życiu, tu w tej chwili, gdy piszę, pleni się to plugastwo dokoła, coraz go więcej, małe i duże ubiaki, donosiciele z zamiłowania i z profesji, oprawcy, sadyści. Ileż tego błota, zapewne o wiele więcej niż w obozie. Mam uczucie, że mimo wszystko otaczała mnie wówczas czystsza atmosfera. (...) Szpicle naszej daty (...) to zwykle ludzie mali, cierpiący na kompleks niepełnowartościowości, a jednocześnie zbyt tchórzliwi, aby działać otwarcie. (...) Jakże przyjemnie spokojnie rzucać oskarżenia, potwarze, stosować represje, mieć niemal nieograniczone możliwości. (...)

Dziwimy się, czemu ich jest tak wielu. Rzecz to jednak naturalna. W każdym społeczeństwie są tchórze i ludzie żądni władzy. Zdrowe społeczeństwo stara się ograniczyć ich działania. Władza totalitarna rozbudowuje swój aparat represyjny i przed kanaliami otwierają się ogromne perspektywy. Wystarczy cichy apel władzy, by ze wszystkich kątów wyłaziły owe pająki, by sieć naciągać i łowić schwytanych".

Tak pisała w latach stanu wojennego, gdy Polska i Polacy nie mieli wolności. Zaś w latach wolności - w marcu 2005 r. - w pamiętnym, wspaniałym eseju o nienawiści zauważała z bólem:

"Trudno jest milczeć, trudno nie wyrazić słów protestu. Nie można bowiem żyć w atmosferze panującej ostatnio w naszym kraju. Wystarczy włączyć telewizor, wziąć do ręki gazetę, by ogarnęło nas uczucie obrzydliwości. Ktoś kiedyś powiedział, że my, Polacy, lubimy sielanki. Tak może było, tak nie jest. Okazuje się, że nie jesteśmy narodem łagodnym, że potrafimy szczerzyć kły, warcząc nie na obcych, lecz na siebie nawzajem. Coraz szerzej wzbiera piana nienawiści, niszcząc nasze życie społeczne. (...) Wroga zawsze można znaleźć, a tłum pobudzić jest łatwo. W rezultacie nienawiść jak błoto, maź potrafi pokryć wszelkie społeczne działanie, lepka i niszcząca - gotowa zrujnować nawet to, co najlepsze. (...) I nikt na jej działania nie reaguje, nikt nie potępia, przeciwnie, są tacy, którzy mają wciąż na ustach moralną rewolucję, poddają się jej z ochotą, jakby tęsknili za szubienicami.

Może więc pora powiedzieć »dosyć «? Może przyszedł czas na protest ludzi uczciwych, tych wszystkich, których, gdy patrzą na te pełne nienawiści działania, ogarnia przerażenie? Dlaczego pozwalamy na podobne praktyki, dlaczego pozwalamy niszczyć społeczną tkankę?

Mój głos zapewne niektórych oburzy. To dobrze, może się choć na chwilę nad swymi działaniami zastanowią. Mnie ciśnie się na usta tylko jedno gorzkie pytanie: czy dla politycznych satysfakcji takich mizernych ludzi cierpiało i walczyło o wolność moje pokolenie?".

(((

To gorzkie pytanie Barbary Skargi pozostaje wciąż otwarte. To pytanie jest zarazem przestrogą przed okrucieństwem i podłością świata, których ona sama doznała w epoce triumfu totalitarnych reżimów: piekła hitlerowskiej okupacji i koszmaru stalinowskich łagrów. Z tamtego doświadczenia wyprowadziła radę, która na zawsze pozostanie dla nas bezcenna jako bagaż ideowy. W przejmującym eseju "O godności w godzinie rozpaczy" pisała:

"Mam przekonanie, że istnieją wartości bezwzględne, a więc niepodważalne. Takimi wartościami są na pewno prawda i dobro. (...) Zawsze wartością był człowiek jako człowiek, a więc ten, który nie tylko wartości wyznaje, ale przede wszystkim usiłuje je realizować. W tej kulturze nigdy nie skrywano wiedzy o słabości człowieka, o jego moralnej nędzy, o żywionych przez niego pragnieniach poddania się siłom zapewniającym korzyści lub przyjemność. Przeciwnie, podkreślając to wszystko, co mu grozi upadkiem i małością, wskazuje się drogę ku wartościom najwyższej etycznej miary.

W sytuacji granicznej nie mamy możności rozważania na temat dobra i prawdy, ideałów platońskich i racji z nich płynących. Wszystko się zaciera, gdy przychodzi ból, głód i lęk. A jednak wciąż odzywa się w nas ten głos, który z tych wartości płynie, głos, którego nic zagłuszyć nie może. To on nakazuje nam zachowanie godności. Mówi do mnie: Nie kłam, nie oszukuj siebie, zostań sobą. Powiedz oprawcom: chcecie mnie poniżyć, zniszczyć, nic z tego. Możecie zadręczyć moje ciało, obrzucić obelgami, bezcześcić, ale wobec moich myśli, uczuć, wartości żadnych sił nie macie, nie zmusicie mnie, bym je zdradził, bym postąpił przeciw nim. Kto tego głosu słucha, zachowuje godność, czuje kim jest, to co w nim najlepsze, najcenniejsze, i tego się wyrzec nie może, nawet w godzinie rozpaczy".

Te słowa - niezwykłe wyznanie filozofa i obywatela - na zawsze pozostaną z nami. Kultura polska nigdy tych słów nie zapomni; wolność polska nigdy tych słów się nie wyrzeknie. Także dzisiaj, a może - zwłaszcza dzisiaj, w epoce mody na ponowoczesność.

Bowiem - pisała Barbara Skarga - "o nieosiągalności prawdy wiemy od wieków, lecz to nie znaczy, abyśmy z przybliżania się do niej chcieli rezygnować i przestali szanować to, co rozumne, choć dawno nie wierzymy Heglowi w istnienie absolutnego rozumu.

Ponowoczesność nie mówi nic szczególnie nowego. Kładzie tylko silny nacisk na możliwości relatywizacji wszystkich tych pojęć, zapominając, że są one traktowane od dawna jako idee regulatywne, nieodzowne dla społecznego działania w dziedzinie polityki i etyki. Kiedy popatrzymy na ponowoczesność z takiej perspektywy, to rodzi się lęk, że jej radykalna krytyka i niemal płomienne negacje wszelkiego sensu mogą burzyć grunt pod nogami społecznego współistnienia i wszelkich prób jego racjonalizacji. To byłaby wówczas nie dekonstrukcja, lecz destrukcja".

Przypominam te słowa humanistki, filozofki, pisarki z przejęciem i wzruszeniem.

Po śmierci Marii Dąbrowskiej napisał Andrzej Kijowski: "Pisarz umarł, a więc żyć zaczyna". Przesłanie książek i esejów Barbary Skargi zaczyna dzisiaj swoje nowe życie.



Wierzę mocno: Barbara Skarga nie może odejść. Tak jak nigdy nie odeszli od nas Mickiewicz i Mochnacki, Norwid i Brzozowski, Dąbrowska i Ossowski, Miłosz i Herbert, Turowicz i Tischner, Kijowski i Kołakowski.

Szanowna Pani Profesor, kochana Basiu - dziękujemy Ci za to, że byłaś z nami. I przyrzekamy Ci, pozostaniesz z nami. I obyś nadal czyniła nas lepszymi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':