Autor, który najwyraźniej jest na bakier z historią, przypomina poszlaki wskazujące na to, że oficerów polskich zabitych w Katyniu zamordowali
Niemcy. Zacisnąwszy zęby godzi się jednak z wersją, że padli oni z rąk NKWD.
Szirokorad przypomina, że kilka kilometrów od mogił Polaków znajduje się cmentarz 5 tys. żołnierzy Wehrmachtu poległych w tej okolicy w czasie II wojny światowej. Wielu Niemców, żołnierzy "wrogiej armii" wprawdzie "zabijało i gwałciło ludność cywilną", ale tak naprawdę to Polacy byli "najgorszymi wrogami Rosji".
Niemcy, jak wywodzi autor, "przyszli na Smoleńszczyznę z mieczem tylko raz", a lista zbrodni polskich jest długa. "Ilu z zabitych oficerów osobiście brało udział w agresji na ziemie smoleńskie i kijowskie w latach 1918-1920, ilu osobiście zabijało radzieckich jeńców w latach 1920-1921, kto z nich uczestniczył w ekspedycjach karnych przeciw chłopom ukraińskim na zajętych w 1920 terytoriach Rosji? I w końcu - ilu panów wspólnie z Niemcami w 1938 roku weszło do Czechosłowacji i dokonało aneksji obwodu cieszyńskiego? Jestem gotów się założyć, że każdy ze straconych brał udział w co najmniej jednej z tych zbrodni" - rzuca wyzwanie Polakom, a przede wszystkim krewnym pomordowanych w 1940 roku przez NKWD Szirokorad.
Publicysta oskarża jeszcze Polskę o to, że szykowała broń chemiczną do ataku na ZSRR, więc dowódcy polscy powinni być oskarżeni i skazani za zbrodnię wojenną. I dodaje jeszcze, że najbardziej "skrywaną dziś tajemnicą Warszawy" jest prawda o "setkach tysięcy Polaków", którzy "dobrowolnie poszli służyć Hitlerowi".
Takiego wybryku nie możemy puścić mimo uszu. Rodziny ofiar Katynia powinny domagać się przeprosin. A jeśli przeprosin nie będzie, oddać sprawę do sądu. Niech Szirokorad i redakcja udowodnią, że "każdy" z pochowanych w dołach śmierci pod Smoleńskiem był "zbrodniarzem".