Jeszcze dziesięć lat temu wszystkim wdowom po górnikach, którzy zginęli w czasie pracy, przysługiwała dożywotnia renta. Wiek kobiet nie miał żadnego znaczenia. Ale w 1999 r. zmieniono niektóre zapisy ustawy o emeryturach i rentach.
Po zmianach prawo do renty zachowały tylko te wdowy, które w chwili śmierci męża nie pracowały, miały minimum 50 lat lub wychowywały nieletnie dziecko. Według ustawy wdowa z dzieckiem będzie też otrzymywać rentę, jeżeli pomiędzy wypadkiem a osiągnięciem przez nią wieku 50 lat minie mniej niż 5 lat. Czyli jeśli w chwili wypadku męża kobieta miała 44 lata, renty nie dostanie. Wdowa dwa lata starsza - już tak.
Nowe przepisy pozbawiły renty również te kobiety, które urodziły wcześniej dzieci. Np. wdowa, która urodziła w wieku 26 lat, po 18 latach, jako 44-latka bezpowrotnie traci rentę. Zachowa ją natomiast koleżanka, która urodziła, mając lat 29 lat (gdy dziecko osiągnie pełnoletność, będzie miała tylko trzy lata do pięćdziesiątki).
Wdów po górnikach-ofiarach wypadków jest w Polsce ok. tysiąca. W najbliższym czasie 39 z nich utraci bądź już utraciło prawo do renty.
Wdowa ogląda transmisję z Wujka Małgorzata Brokos jest wdową od 2001 r. Gdy w wypadku na kopalni zginął jej mąż, miała 34 lata. Została z trójką dzieci - 8, 10 i 15 lat. Jedno, nieuleczalnie chore, wymaga stałej opieki.
- Gdy urodziłam najmłodszego syna, mąż prosił, żebym nie wracała do pracy. Mówił: zarobię na ciebie i dzieci, a ty zajmij się domem. To było dla mnie naturalne - wspomina.
Po śmierci męża dostawała rentę ze względu na dzieci. W grudniu 2010 r. najmłodszy syn skończy 18 lat. Małgorzata Brokos będzie miała skończone 43 lata i zostanie bez pieniędzy.
Mąż Ewy Nowak zginął w 2005 r. w wypadku w kopalni Bielszowice. Kobieta miała 43 lata i pełnoletnią córkę, więc w myśl nowych przepisów nie przysługiwała jej renta. Na szczęście córka studiowała, więc do czasu skończenia nauki dostaje rentę po ojcu. Utrzymuje matkę.
- W tym roku córka kończy
studia, zostajemy więc na bruku. Mąż przepracował 30 lat. Na mojej głowie był dom, wychowanie dziecka. Teraz mam 47 lat. Nawet jak dostanę pracę, to jaką wypracuję emeryturę, 200 zł?- pyta.
Gdyby w chwili wypadku obie kobiety były trzy lata starsze, obejmowałoby je dożywotnie prawo do renty.
Ewa Nowak ogląda w telewizji transmisje z wydarzeń po ostatniej tragedii w kopalni Wujek-Śląsk.
- W tłumie widzę młode kobiety. Jeżeli prawo nie zostanie zmienione, one też kiedyś znajdą się w takiej sytuacji jak ja - mówi.
Rząd jest przeciw O prawa wdów do rent walczy śląska posłanka Izabela Kloc (
PiS). Zaproponowała proste rozwiązanie: w ustawie o emeryturach i rentach dopisać punkt mówiący, że "renta rodzinna, po ubezpieczonym, który zmarł wskutek wypadku w ruchu zakładu górniczego, przysługuje małżonkowi bez względu na wiek i stan zdrowia".
Na zmianę nie zgadza się rząd. Wiceminister pracy Elżbieta Chłoń-Domińczak (dzisiaj już poza resortem) w kwietniu zeszłego roku podczas posiedzenia komisji ustawodawczej argumentowała, że w budownictwie jest więcej wypadków niż w górnictwie. Posłowie PO mówili, że propozycja jest sprzeczna z konstytucją. 26 sierpnia tego roku rząd negatywnie zaopiniował zmianę.
Posłanka Kloc przypomniała o niej wczoraj w Sejmie. - Proszę w imieniu wdów. Czy rząd jeszcze raz nie zechciałby pochylić się nad tą sprawą - pytała.
Wicepremier
Waldemar Pawlak, który odpowiadał w imieniu rządu, nie znał tematu. Mówił, że rodziny górników są należycie zabezpieczone. A "górnictwo jest kluczową sprawą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne Polski".
- Teraz to jest tylko 39 kobiet. Nie domagam się specjalnego traktowania żon górników, tylko zrozumienia, że praca w kopalni to nie jest zwykła praca - mówi "Gazecie" posłanka. - Wpisane w nią jest śmiertelne niebezpieczeństwo. Rodziny górników są jak rodziny żołnierzy na wojnie. Jeżeli politycy nie potrafią tego zrozumieć, to niech przynajmniej przestaną opowiadać, jak bezpieczeństwo górników i ich bliskich jest dla nich ważne.