http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratorzy zjeżdżają na poziom 1050

Tomasz Głogowski, Marcin Pietraszewski, Katowice
2009-09-25, ostatnia aktualizacja 2009-09-24 19:29

Wczoraj do miejsca, gdzie w piątek wybuchł metan, zjechali prokuratorzy i eksperci. Zbiorą resztki maszyn, ubrań, aparatów ucieczkowych, żeby znaleźć przyczynę tragedii

Pogrzeb Lucjana Manjury, jednego z górników, który zginął w zeszły piątek
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Pogrzeb Lucjana Manjury, jednego z górników, który zginął w zeszły piątek
W miniony piątek wybuch metanu w kopalni Wujek-Śląsk na głębokości 1050 metrów zabił 12 górników. Następnych pięciu zmarło w szpitalu. Wczoraj ratownicy przez cały dzień przygotowywali miejsce katastrofy do wizji lokalnej. Panujące na dole warunki są na tyle dobre, że akcja ratunkowa oficjalnie została zakończona.

- Stężenie metanu nie przekracza bezpiecznego poziomu 2 proc., dobre są też warunku klimatyczne. Ratownicy przebywający na dole mogą normalnie oddychać - mówi Ryszard Fedorowski, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego.

Zbiorą, co pozostało

Dlatego zaplanowano, że w czwartek wieczorem na dół zjadą prokuratorzy oraz przedstawiciele kopalni doświadczalnej Barbara (jej eksperci od dawna zajmują się wyjaśnianiem przyczyn górniczych katastrof). Wcześniej jednak śledczy musieli przejść szkolenie z zasad poruszania się w kopalni oraz specjalistyczne badania medyczne. - To było konieczne, bo nie każdy organizm może normalnie funkcjonować na takiej głębokości - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Podczas wizji eksperci zbiorą resztki maszyn zniszczonych w czasie eksplozji, kawałki ubrań poległych i rannych górników oraz porzucone przez nich narzędzia, aparaty ucieczkowe i rzeczy osobiste. Pobiorą też próbki węgla, pyłu węglowego oraz skał. Eksperci zrobią również zdjęcia chodnika i ściany, gdzie doszło do tragedii, oraz nakręcą film. To ułatwi stworzenie komputerowej symulacji tego, co wydarzyło się w kopalni.

Rzecznik KHW mówi, że miejsce katastrofy zabezpieczyli ratownicy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, a nie pracownicy kopalni. To ma być dowód na to, że kopalnia nie próbowała zacierać śladów. W miejscu katastrofy - zapewnia Fedorowski - na posterunkach stoją ratownicy górniczy.

Prokuratorzy ustalili też nazwiska ponad 300 świadków, którzy zostaną przesłuchani. To ratownicy, pracownicy działu wentylacji, górnicy pracujący pod ziemią w dniu katastrofy, lekarze i ratownicy medyczni opatrujący rannych. - Najważniejsi świadkowie zostaną przesłuchani przez czterech prokuratorów, z resztą spotkają się policjanci z komendy wojewódzkiej - mówi prokurator Zawada-Dybek.

Według naszych informacji śledczy nie przesłuchali, i na razie nie planują przesłuchania, dyrektora kopalni. Nie wiadomo dlaczego (po katastrofie w kopalni Halemba trzy lata temu dyrektor złożył zeznania dopiero podczas przesłuchania, na którym przedstawiono mu zarzuty).

Prokuratorzy zaapelowali wczoraj do wszystkich, którzy mają informacje o nieprawidłowościach w kopalni, aby zgłaszali się na przesłuchania.

BBN się pyta

W wyjaśnianie okoliczności podziemnej tragedii nieoczekiwanie włączyło się wczoraj prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zapytało ABW, czy sprawdziła, w jaki sposób zweryfikowano informacje o nieprawidłowościach w górnictwie. Przypomnijmy, że w kwietniu służby specjalne miały sygnał, że w kopalni Wujek-Śląsk górnicy są zmuszani do fałszowania odczytów metanomierzy.

ABW uznała jednak, że nie należy to do jej kompetencji, i powiadomiła policję. Ta z kolei zaalarmowała Wyższy Urząd Górniczy, który przeprowadził sześć kontroli. Nie potwierdziły nieprawidłowości.

BBN chce się teraz dowiedzieć, czy służby specjalne interesowały się sposobem przeprowadzenia kontroli, czy podjęły czynności operacyjne w tej sprawie oraz czy otrzymały inne sygnały o łamaniu górniczych przepisów.

ABW odpowiedziała, że przestrzeganie prawa w kopalniach nie leży w kompetencji służb specjalnych. Po szczegółowe informacje odesłano BBN do prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy prokuratury.



Gorączkują, walczą

W siemianowickim Centrum Leczenia Oparzeń nadal jest 23 poparzonych górników. Ich stan jest bardzo poważny, mają oparzenia sięgające nawet 90 proc. powierzchni ciała. - Czterej przebywają na OIOM-ie i nie oddychają samodzielnie. Walczymy o ich życie - mówił wczoraj doktor Mariusz Nowak, dyrektor CLO. Dodał też, że górnicy gorączkują. - Jeżeli jednak ktoś nie gorączkuje, to znaczy, że jego siły odpornościowe są bardzo słabe - podkreślił Nowak.

W Katowicach i Rudzie Śląskiej pochowano wczoraj dziewięciu górników poległych w katastrofie.

Wyjaśniająca okoliczności tragedii prokuratura dostała wczoraj wyniki sekcji zwłok dwóch ostatnich ofiar. Górnicy zmarli w wyniku szoku wywołanego rozległymi poparzeniami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':