Pobicie w komisariacie przy Jezuickiej, które skończyło się śmiercią syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, to jedna z najgłośniejszych zbrodni komunistycznych. Do dziś niewyjaśniona.
Powód: PRL-owskie władze zrobiły wszystko, by chronić przed odpowiedzialnością milicjantów. Nad sprawą czuwał zespół kierowany przez Mirosława Milewskiego w Biurze Politycznym KC PZPR. W MSW powołano grupę śledczych, których zadaniem była ochrona funkcjonariuszy przed oskarżeniem, wina zrzucona została na załogę karetki pogotowia. Gdy sanitariusze zostali skazani w 1984 r., ówczesny szef MSW gen. Czesław Kiszczak nagrodził 13 funkcjonariuszy MO za "wysiłek, pełne zaangażowanie, inicjatywę i osiągnięte efekty".
W 1991 r. PRL-owskie wyroki na sanitariuszy uchylono, a śledztwo wznowiono. Efekt? Do dziś odpowiedzialność poniósł jedynie dyżurny komisariatu, który zagrzewał zomowców: "Bijcie tak, żeby nie było śladów" (z wyroku dwóch lat nie odsiedział ani dnia). Z tych, co bili (najpewniej trzej), oskarżony został tylko Ireneusz K. W środę - o czym pisaliśmy -
Sąd Najwyższy polecił "skutecznie" zakończyć jego proces (K. był cztery razy uniewinniany, raz skazany). Z orzeczenia SN wnioskować można, że na poznanie prawdy jest już za późno, bo zarzut mógł się przedawnić.
Czy odpowiedzialności unikną także ci, którzy złamali życie świadka pobicia Grzegorza, jego przyjaciela Cezarego F.? Tworzyli fałszywe dowody, by oskarżono sanitariuszy. Inwigilowali Barbarę Sadowską, matkę Grzegorza, jej adwokata i mówili dziennikarzom
TVP, jak mają przedstawiać tę sprawę. Co ze śledztwem w sprawie matactw? - zapytaliśmy
IPN.
To postępowanie w sprawie "bezprawnych działań resortu MSW na szkodę wymiaru sprawiedliwości w związku ze śledztwem dotyczącym śmierci Grzegorza Przemyka" wszczęła jeszcze w 1997 r. warszawska prokuratura. Od 2000 r. prowadzi je pion śledczy IPN.
Na pierwsze zarzuty IPN kazał czekać siedem lat. "Śledztwo jest w fazie końcowej, ale lista osób, którym przedstawione zostaną zarzuty, nie została jeszcze wyczerpana" - informował nas w styczniu 2008 r. Bogusław Czerwiński, naczelnik pionu śledczego warszawskiego IPN.
Minęły prawie dwa lata. Dziś - informuje z kolei Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN - podejrzanych jest 20 funkcjonariuszy MO i
SB, od sierżanta do pułkownika.
Zarzuty dotyczą dwóch wątków: • tworzenia fałszywych dowodów oraz znęcania się psychicznego i fizycznego nad sanitariuszami Michałem W. i Jackiem S. w celu nakłonienia ich do przyznania się do pobicia Grzegorza Przemyka. Najwyższy szarżą podejrzany w tym wątku jest płk Kazimierz O., w latach 1983-84 dyrektor biura dochodzeniowo-śledczego KG MO, który kierował specjalną grupą dochodzeniowo-operacyjną i instruował podkomendnych. Pozostali podejrzani to m.in.: płk Stanisław S. oraz ppłk Wiesław L., byli naczelnicy wydziału II w biurze dochodzeniowo-śledczym KG MO, ppłk Wiesław W., zastępca naczelnika stołecznej dochodzeniówki, oraz pięciu funkcjonariuszy niższych szczebli i stopni z KG MO oraz Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych.
Drugi wątek dotyczy: • bezprawnej inwigilacji świadka Cezarego F. i jego najbliższej rodziny, stosowania „kombinacji operacyjnych” przeciwko niemu, wykorzystywania zdarzeń z życia prywatnego i intymnego w celu spowodowania zmiany zeznań, bo w śledztwie obciążył on funkcjonariuszy MO. Zarzuty postawiono dotąd m.in. płk. Stefanowi O, b. zastępcy komendanta wojewódzkiego w Radomiu (gdzie mieszkał Cezary F.), płk. Edwardowi C., naczelnikowi wydziału Departamentu III MSW, oraz ośmiu innym funkcjonariuszom z dawnej KG MO i komendy wojewódzkiej w Radomiu. Wszyscy odpowiedzieć mają za przekroczenie uprawnień i utrudnianie śledztwa z lat 1983-1984, a czyny ich IPN uznaje za tzw. zbrodnię komunistyczną.
- Śledztwo jest kontynuowane w kierunku ustalenia odpowiedzialności karnej pozostałych sprawców ze szczebla kierowniczego resortu spraw wewnętrznych oraz funkcjonariuszy warszawskiego SB - informuje Arseniuk. Dodaje, że prokuratorzy IPN nie chcą dzielić sprawy i wysłać kilka aktów oskarżenia. Ma być jeden, ogromny.
Kiedy? - W ostatnim roku śledztwo nabrało przyspieszenia, ale nie zaryzykuję podania daty - mówi Arseniuk.
Nieoficjalnie wiadomo, że na zakończenie sprawy potrzeba jeszcze pół roku, może cały.
Zgodnie z ustawą o IPN postawione zarzuty matactw przedawniają się w 2020 r. Dziesięć lat to niby dużo, ale proces Ireneusza K. pokazuje, że wymiarowi sprawiedliwości na rozliczenie tej zbrodni może zabraknąć czasu.