http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pobicie Grzegorza Przemyka przedawnione?

Bogdan Wróblewski
2009-09-24, ostatnia aktualizacja 2009-09-23 20:34

Sąd Najwyższy miał wczoraj rozstrzygnąć pytanie prawne o przedawnienie sprawy pobicia warszawskiego maturzysty w warszawskim komisariacie MO w 1983 r. Odmówił odpowiedzi.


Fot. YYYY
Ale co usłyszeliśmy: - Sąd apelacyjny wie, co ma zrobić. Pora, żeby rozstrzygnął tę sprawę w sposób stanowczy - mówił sędzia SN Waldemar Płóciennik.

Chodzi o historię, która od 26 lat i czterech miesięcy czeka na ostateczną ocenę prawną. W maju 1983 r. Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, warszawski maturzysta, został zgarnięty z pl. Zamkowego na komisariat na Starówce i dotkliwie pobity. Zmarł po dwóch dniach.

W PRL, po sterowanym przez SB procesie, skazani zostali sanitariusze, którzy zabrali maturzystę z komisariatu na pogotowie. Prokuratura w wolnej Polsce wróciła do sprawy. W maju 2008 r. warszawski sąd okręgowy skazał Ireneusza K., 46-letniego byłego ZOMO-owca, który bił Grzegorza "tak, żeby nie było śladów", na cztery lata więzienia. Wcześniej K. był cztery razy uniewinniany.

W ostatnim, skazującym wyroku sąd uznał, że pobicie Grzegorza nie było "zbrodnią komunistyczną" według ustawy o IPN. Ale mimo upływu lat i tak może Ireneusza K. skazać, bo jest przepis - art. 105 par. 2 - o przestępstwach funkcjonariuszy komunistycznego aparatu władzy, które się nigdy nie przedawniają. Kodeks opisuje je jako "umyślne przestępstwo zabójstwa, ciężkiego uszkodzenia ciała, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub pozbawia wolności łączonego ze szczególnym udręczeniem".

Problem w tym, że kodeks nie wymienia tzw. pobicia ze skutkiem śmiertelnym, za które Ireneusz K. został skazany. Upraszczając - czy to przestępstwo obejmuje przepis art. 105 par. 2? - zapytał SN sąd apelacyjny.

Sąd Najwyższy uznał, że przepis jest niejasny. I sąd apelacyjny o tym wie. Reprezentujący prokuraturę krajową prok. Aleksander Herzog mówił wczoraj: - Wydaje się, że sąd pyta o to, by upewnić się w swoim kierunku myślenia. A sędzia SN Płóciennik dodawał: - Sąd nie może powiedzieć "nie wiem, obawiam się, a może się upewnię".

Z uzasadnienia odmowy odpowiedzi na pytanie i innych "poszlak" (np. ocen w kuluarach wczorajszego posiedzenia) wynikało, że sąd apelacyjny powinien orzec, iż art. 105 par. 2 nie ma w sprawie pobicia Grzegorza zastosowania. A więc - jak twierdzi obrona - po 1 stycznia 2005 r. ścigać ZOMO-owca już nie można było.

Sędzia Płóciennik zwrócił też uwagę, że ani prokurator, ani pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego, czyli ojca Grzegorza, nie zaskarżyli wyroku w tej części, w której sąd okręgowy uznał, iż nie ma mowy o "zbrodni komunistycznej". Tak więc oskarżenie zamknęło sobie drogę do ewentualnej kasacji. Za kilka miesięcy sprawa musi być więc rozstrzygnięta ostatecznie, "stanowczo". I z powodu rozwleczenia procesów na 20 lat wolnej Polski niesprawiedliwie, bo nigdy nie dowiemy się, kto pobił Grzegorza, oraz czy Ireneusz K. jest winny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':