http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Obama w ONZ wzywa świat na pomoc

Marcin Bosacki, Waszyngton
2009-09-24, ostatnia aktualizacja 2009-09-24 07:58

Ameryka chce, by inne państwa pomogły jej rozwiązać globalne problemy. - W niektórych wypadkach sankcje są nie do uniknięcia - powiedział o Iranie po spotkaniu z Barackiem Obamą w Nowym Jorku prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew

Prezydent Barack Obama przemawia na wczorajszej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ
Fot. MIKE SEGAR REUTERS
Prezydent Barack Obama przemawia na wczorajszej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ
Choć prezydent Rosji dodał, że "sankcje rzadko przynoszą efekty", to jest to duża zmiana w podejściu Moskwy do budującego broń atomową Iranu. Jeszcze niedawno premier Władimir Putin i szef dyplomacji Siergiej Ławrow twardo deklarowali, że są przeciw nałożeniu sankcji. W pierwszych komentarzach analitycy łączą zmianę w retoryce Rosji z ogłoszoną tydzień temu zmianą strategii USA w kwestii tarczy antyrakietowej. Obama zrezygnował wówczas z budowy radaru w Czechach i baterii antyrakiet w Polsce, przeciw czemu Moskwa przez lata protestowała. Miedwiediew powiedział wczoraj, że decyzja Obamy jest "konstruktywnym krokiem w dobrym kierunku", który Rosja popiera.

Prezydent USA powiedział, że chce "poważnych negocjacji z Iranem", ale jeśli one zawiodą, to i Moskwa, i Waszyngton zgadzają się na "zdecydowane kroki" i nałożenie sankcji międzynarodowych jest "prawdopodobne".

Wcześniej Obama podczas przemówienia otwierającego Zgromadzenie Ogólne ONZ ostrzegł Iran i Koreę Płn., że jeśli nie podporządkują się prawu międzynarodowemu i będą rozwijały programy zbrojeń atomowych, to "trzeba je będzie rozliczyć". - Cały świat wspólnie musi pokazać, że prawo międzynarodowe to nie są tylko puste obietnice - powiedział prezydent USA.

Obama powtarzał: "Nie oczekujcie, że Ameryka rozwiąże wszystkie problemy świata sama". Po raz kolejny odciął się mocno od swego poprzednika George'a Busha i powtórzył swe motto: "ludzkość pragnie zmiany". Wyliczył, że zakazał ostatecznie tortur CIA, zakończył "unilateralizm" w polityce USA i chce silniejszego udziału swego kraju w walce z globalnym ociepleniem. Obama powiedział jednak: - Ci, którzy potępiali Amerykę, że postępuje samolubnie, nie mogą teraz stać z boku i czekać, aż Ameryka rozwiąże sama problemy świata.

Prezydent USA potępił też "antyamerykanizm na świecie". I zadeklarował, że nigdy nie będzie przepraszał za obronę interesów USA. Wezwał inne państwa świata, by pomogły walczyć z terroryzmem, osiągnąć pokój na Bliskim Wschodzie i stworzyć świat wolny od broni nuklearnej.

Wczoraj późnym wieczorem miał w ONZ przemawiać prezydent Lech Kaczyński, jednak do zamknięcia tego numeru "Gazety" nie zaczął swej mowy, gdyż w protokole od razu nastąpiło dwugodzinne opóźnienie - Obama przemawiał przez 40 min, a występujący po nim przywódca Libii Muammar Kaddafi prawie dwie godziny.

Kaddafi, wpuszczony do USA na szczyt ONZ po raz pierwszy od wielu lat, oskarżył USA o masowe morderstwa w Iraku, których ofiarami padło jego zdaniem 1,5 mln osób, oraz o to, że w więzieniu Abu Ghraib nadal "gwałci się więźniów". Wezwał ONZ, by rozpoczęła śledztwa w tej sprawie oraz w sprawie wojny w Afganistanie ("Kto powiedział, że talibowie mają być wrogami?" - pytał), a także w kwestii zabójstwa prezydenta USA Johna F. Kennedy'ego w 1963 r.

Kaddafi chwalił jednak Obamę, którego z racji jego w połowie afrykańskiego pochodzenia nazwał "naszym synem". Oskarżany przez lata o wspieranie terroryzmu przywódca Libii powiedział też, że "bylibyśmy szczęśliwi, gdyby Obama mógł pozostać prezydentem USA dożywotnio". Jedynym przywódcą, który Obamy demonstracyjnie nie oklaskiwał, był prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Obama, co wielu odebrało jako krytykę reżimu w Teheranie za krwawe rozpędzenie demonstracji po wyborach w lipcu, powiedział: - Prawdziwe przywództwo nie polega na dławieniu przeciwników politycznych.

W Nowym Jorku odbywały się wczoraj demonstracje przeciwko Kaddafiemu oraz Ahmadineżadowi.

Lech Kaczyński miał zająć miejsce przy stoliku Baracka Obamy podczas środowej kolacji wydawanej przez prezydenta USA dla przywódców państw zgromadzonych na szczycie. - Sądzę, że moje miejsce tuż obok Obamy nie jest przypadkiem, tylko związane jest z odejściem od zawartej umowy [ws. tarczy antyrakietowej]. Gesty są rzeczą piękną w polityce, ale czyny jeszcze ważniejsze - powiedział dziennikarzom w Nowym Jorku prezydent Kaczyński.

Obama dziś otwiera w Pittsburghu szczyt państw G20 poświęcony kryzysowi gospodarczemu i wyznaczeniu zasad kontroli systemu finansowego świata. Zdaniem obserwatorów szczyt w Pittsburghu będzie dużo trudniejszą częścią maratonu dyplomatycznego Obamy - USA w wielu kwestiach, np. nałożenia limitu premii dla szefów wielkich banków, mają inne zdanie niż ich europejscy sojusznicy, zwłaszcza Francja.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':