Filipek ze swoim wykształceniem zawodowym przez lata był kierowcą Leppera. Potem awansował - nosił teczkę za swoim szefem. Słynął głównie z niewielkiego wzrostu (miał nawet ksywkę "kurdupel") oraz z tego, że nie miał własnego zdania na żaden temat, potrafił co najwyżej zacytować Leppera.
Właściwie Filipek z racji braku własnego zdania powinien otrzymać fotel prezesa
radia publicznego. W obecnej sytuacji, która panuje w
radiu i telewizji byłoby logiczne i całkowicie zrozumiałe. Bardzo wygodne dla wszystkich, niezależnie od tego która koalicja medialna wygra: PO - Farfał czy PiS -
SLD.
Ale trudno zrozumieć jaki sens miałoby powierzanie funkcji doradcy komuś, o kim z góry wiadomo, że nie ma pojęcia co, komu i kiedy doradzić. Jedyne wytłumaczenie jest finansowe: Filipek, poseł Samoobrony w poprzedniej kadencji parlamentu, nie dostał się w tej kadencji do Sejmu i potrzebuje tych 9 tys. zł miesięcznie na życie.
A może Krzysztof Filipek ma jednak kwalifikacje na doradcę w zarządzaniu radiem? Najlepiej wie to
Andrzej Lepper.
- Ojeejeje! - tak szef Samoobrony zareagował na wiadomość o awansie Filipka - Jeśli wzięli Filipka do radia, to znaczy, że
radio się już kompletnie skompromitowało.
Tym razem szef Samoobrony trafił w sedno.