http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kortko odpowiada szefowi TVN24: Róbcie swoje, szczęść Wam Boże

Dariusz Kortko
2009-09-23, ostatnia aktualizacja 2009-09-23 18:50

Przez myśl mi nie przyszło, by namawiać kolegów dziennikarzy do zmowy milczenia w sprawie tej katastrofy! Wręcz przeciwnie - gdy tylko dowiedziałem się o wybuchu w kopalni Wujek-Śląsk, włączyłem telewizję. Nie zawiodłem się - stacja TVN 24 już tam była i relacjonowała. Ale potem było już coraz gorzej.

ZOBACZ TAKŻE

Adam Pieczyński, redaktor naczelny TVN24 odpowiada Dariuszowi Kortko



Adam Pieczyński, redaktor naczelny stacji TVN 24, w odpowiedzi na mój felieton, zapytał mnie: "dlaczego doświadczony dziennikarz ze Śląska chce, abyśmy milczeli w tej sprawie, obłudnie posługując się żałobą po górnikach jako argumentem?".

Zatem odpowiadam: przez myśl mi nie przyszło, by namawiać kolegów dziennikarzy do zmowy milczenia w sprawie tej katastrofy! Wręcz przeciwnie - gdy tylko dowiedziałem się o wybuchu w kopalni Wujek-Śląsk, włączyłem telewizję. Nie zawiodłem się - stacja TVN 24 już tam była i relacjonowała. Ale potem było już coraz gorzej.

Stacja, która mieni się pierwszą informacyjną w Polsce, zalała mnie falą wiadomości, z których wiele to były insynuacje, niepotwierdzone pogłoski, zasłyszane plotki. Niemal od razu pokazała film, na którym górnik odczytuje wskazania metanomierza. Wynika z nich, że stężenia metanu były w wielu miejscach przekroczone.

Czy z taką sama siłą stacja informowała, że górnik ten został przesłuchany przez prokuratora i okazało się, że pomiarów dokonał w innej kopalni? Co stacja chciała osiągnąć puszczając ten film bez weryfikacji? Czy pragnęła udokumentować, że w polskich kopalniach igra się życiem górników, czy tylko wywołać wzburzenie, zagrać na emocjach? Jeśli to drugie - to brawa, udało się.

A czemu służyła informacja, że do centrum leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich przywieziono... respiratory? Czy przybliżyła dziennikarzy stacji do poznania wiedzy o przyczynach tragedii w kopalni Wujek-Śląsk? Moim zdaniem tylko zasiała niepokój wśród rodzin, które czekały na jakąkolwiek wieść o stanie zdrowia swoich mężów i ojców, którzy leżą w szpitalach?

Jaka nową wiedzę wnosi oświadczenie Wyższego Urzędu Górniczego, że wskazania metanomierzy mogą być łatwo fałszowane? Żeby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać chociażby akta sądowe w sprawie wypadku w kopalni Halemba, tylko, że to aż 50 grubych tomów - mimo wszystko polecam. Gdyby dziennikarze stacji udowodnili, że i tym razem w kopalni kazano górnikom przewieszać czujniki, pierwszy bym im pogratulował.

Potem przez cały dzień słyszeliśmy wiadomość, wałkowaną na lewo i prawo, że pogotowie zostało zawiadomione o wypadku dopiero po 40 minutach. Jeśli stacja chciała wywołać kolejne emocje - i tym razem się udało.

Nie wiem czy red. Pieczyński odwiedza kopalnie. Ja staram się zjechać pod ziemię przynajmniej raz w roku. Dzięki temu mam mgliste pojęcie o tym jak to działa. Od miejsca wybuchu do szybu były niemal dwa kilometry. Eksplozja z pewnością zniszczyła sieć łączności. Na dół zjeżdżają pierwsze zastępy ratowników z kopalni. Nikt nie wie, jaka jest skala zniszczeń i ile jest ofiar. Na miejscu jest lekarz i karetka kopalniana. Na dół muszą zjechać ratownicy, dotrzeć na miejsce, rannych górników przenieść na noszach do podszybia (pewnie dopiero stamtąd zadzwonić do dyspozytora z informacja o skali katastrofy) i wywieźć na górę. Pierwsi, najlżej ranni górnicy, są na powierzchni o godz. 10.55. Karetki dojeżdżają dosłownie chwilę później. Czy o taką rekonstrukcję pokusiła się stacja TVN24? Jaki był cel epatowania widzów informacją, że nikt nie wezwał karetek? Czy ta informacja przybliżyła nas do wyjaśnienia przyczyn katastrofy? A może znów chodziło o to, by zapełnić pasek z sensacyjna informacją?

Red. Pieczyński twierdzi, że stacja TVN24 od lat słucha górników, a owocem tego słuchania jest seria filmów paradokumentalnych o katastrofach w naszych kopalniach. "Ta seria pokazuje, jak płyną lata i nic na Śląsku - również Pańskim Śląsku - się nie zmienia!". Myli się Pan redaktor. Po katastrofie w Halembie po raz pierwszy udało się przełamać zmowę milczenia w polskim górnictwie. Na ławie oskarżonych zasiadł sam dyrektor kopalni, jego zastępca i wielu pracowników nadzoru. Grożą im wieloletnie wyroki więzienia. Mam głębokie przekonanie, że i tym razem górnicy zaczną mówić. Muszą mieć jednak pewność, że informacje, które przekazują nam, dziennikarzom, zostaną dobrze wykorzystane i poskładane w sensownie opowiedzianą historię, a nie, że trafią od razu na pasek, który za pięć minut zostanie zastąpiony kolejnym paskiem.

Jestem ze Śląska. Tutaj się urodziłem. Oskarżanie mnie o to, że chcę zamykać usta dziennikarzom, by za jakiś czas popatrzeć sobie "na łzy górniczych żon i liczyć ciała tych, którzy zjechali na ostatnią szychtę" to zwykłe świństwo.

Mimo wszystko życzę Panu i pańskiej stacji powodzenia. Mam nadzieję, że uda się wam pozlepiać w końcu wszystkie paski informacji w trzymającą się kupy konstrukcję. Szczęść Wam w tym Boże.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    74 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':