Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Agnieszka Kublik: Dlaczego "Wiadomości" milczą o tym, co się dzieje na Woronicza? Od tygodnia trąbią o tym inne telewizje, radia i prasa. Dziennikarz "Wiadomości" TVP: Bo mamy zakaz góry.
Czyli? - Szefem Agencji Informacji jest Jan Piński.
A jego szefem Piotr Farfał. - Nie wiem, czy oni o tym rozmawiają.
Przecież TVP trzyma w tajemnicy właśnie fakt odwołania Farfała. - Ale my zgłaszamy ten temat na kolegiach! Od czwartku. Ale zaraz słyszymy od kierowników, że nie ma zgody. Nie, bo nie. Nawet nie można na Woronicza wysłać naszej kamery. A przecież gdy Farfał nie wpuszczał Szwedy na Woronicza, filmowały to kamery wszystkich stacji.
Naszych nie było! Tylko małe dziecko myśli, że jak schowa głowę pod kołdrę, to go nie widać. Wstyd nam. Cholera, jak nam wstyd!
Rok temu było podobnie. Przez dziesięć dni były dwa zarządy Farfała i Urbańskiego. Ale "Wiadomości" o tym informowały. - I tak powinno być. Wtedy poprosiliśmy obie strony o komentarz. Nie jesteśmy od tego, by rozstrzygać, kto jest naszym prezesem, a kto nie. Jesteśmy od informowania. Ale teraz mamy zakaz. Dzwonią koledzy z regionalnych ośrodków: Dlaczego o tym milczycie?! Więc u nas atmosfera grobowa. Każdy stara się robić swoje przyzwoicie i ucieka.
Gdybyście zrobili materiał o odwołaniu Farfała, to wszystkich by nie wyrzucił. - Nie wiem, czyby się taki odważny znalazł.
Potrzeba odwagi, by informować o powszechnie znanych faktach? - Reporter nie może sam zdecydować, że bierze kamerę i jedzie. Musi być zgoda wydawcy, szefa redakcji. Nie tylko "Wiadomości", każda redakcja informacyjna TVP, w"Jedynce", w"Dwójce", w TVP Info przemilcza tę aferę.
Tracicie z dnia na dzień wiarygodność. - I szlag nas trafia.
To się zbuntujcie! - Jak? Czujemy się bezsilni. Znikąd ratunku. Z jednej strony dżuma, z drugiej cholera. Obie choroby śmiertelne dla naszej zawodowej przyzwoitości.
Nie cieszycie się, że Farfał w końcu wyleciał? - A wyleciał? A nawet jeżeli tak, to wiemy, że wróci stare. Za dobrze to znamy, by się cieszyć. Najbardziej obawiamy się, że mogliby wrócić komisarze polityczni. I że znów się zacznie ręczne sterowanie, pilnowanie interesu
PiS.
I lewicy. - No tak. Wiele osób, które przyszły do telewizji w czasach Kwiatkowskiego, zaciera ręce, że wreszcie się odegra, że sobie porządzi. Niedługo wybory prezydenckie i będzie rozkaz: ładujemy w rząd, ładujemy w Tuska. I co my zrobimy?