Chodzi o niedzielne prezydenckie dożynki w Spale, które odbywały się w cieniu tragedii w kopalni Wujek-Śląsk. Prezydent po otrzymaniu dożynkowego wieńca w otoczeniu zespołu ludowego zatańczył przez chwilę z żoną i stwierdził, że po raz pierwszy robi to publicznie.
Zachowanie prezydenta wywołało oburzenie polityków. - To było coś okropnego. Myślę, że prezydent, żeby pójść na te czastuszki wiejskie i się dobrze bawić, musiał wyłączyć sumienie - mówił Kazimierz Kutz (poseł z klubu PO).
Wicepremier
Waldemar Pawlak (
PSL) w Radiu ZET stwierdził, że "to zły czas na tańce, biorąc pod uwagę to, co zdarzyło się na Śląsku". - Co to za prezydent, który najpierw ogłasza żałobę narodową, a potem pląsa z panią Marią. To nie taniec z gwiazdami - krytykował
Stefan Niesiołowski (PO).
- W czasie tych dożynek była minuta ciszy i msza za górników - replikował w
TVN 24
Aleksander Szczygło, szef prezydenckiego BBN. W jego opinii to "czepianie się prezydenta", bo taniec trwał niespełna minutę.
Zdziwienie budził już termin ogłoszenia żałoby. Katastrofa wydarzyła się w piątek, ale dwudniową żałobę prezydent ogłosił od poniedziałku. Pojawiały się domysły, że chodziło o to, by prezydenckie dożynki mogły się odbyć. Pośrednio potwierdził to sam prezydent, który w Spale tłumaczył, że ogłoszenie żałoby w weekend wiązałoby się z koniecznością odwołania wielu imprez.
Wczoraj w RMF FM i w TVN 24 prezydencki minister Paweł Wypych przepraszał w imieniu swojego szefa. Tłumaczył, że zachowanie prezydenta związane było ze zwyczajem obtańcowania wieńca i wynikało z nastroju chwili i atmosfery dożynek.