Inspektorzy
NIK rozpoczęli wczoraj kontrolę w Katowickim Holdingu Węglowym, do którego należy kopalnia Wujek-Śląsk. Była przygotowywana od kilku tygodni, ale po piątkowej tragedii (po zapłonie metanu zginęło 14 górników) Izba przyjrzy się szczególnie temu, jak w KHW kwalifikowano złoża węgla.
Kwalifikuje się je w zależności od stopnia opłacalności i bezpieczeństwa wydobycia. Tam, gdzie jest ono niebezpieczne lub zbyt kosztowne, nie powinno być wydobycia. Ale NIK ma informacje, że niektóre złoża w kopalniach KHW przekwalifikowano.
- Chcemy sprawdzić, czy mogło mieć to wpływ na bezpieczeństwo - mówi "Gazecie" Paweł Biedziak, rzecznik NIK.
Stanisław Gajos, prezes KHW, jest spokojny o wyniki kontroli. - O tym, jak złoże zostanie sklasyfikowane, nie decyduje holding węglowy czy sama kopalnia. Proces nadzorują wszystkie organy kontroli górniczej i niemożliwe, aby ktoś zmienił klasyfikację złoża, bo tak mu się podoba - zapewnia.
Po tragedii wkopalni Halemba w listopadzie 2006 r., gdzie w wyniku wybuchu zginęło 23 górników, NIK też wszedł z kontrolą. Ustalono m.in., że firma zewnętrzna, która miała wydobywać spod ziemi wart 17 mln zł sprzęt (podczas tej operacji zginęli górnicy), nie przygotowała rzetelnego planu robót.
Tylko dwóch poległych górników miało kwalifikacje do takich prac. Poza tym w Halembie nie neutralizowano pyłu węglowego, którego eksplozja zabiła wszystkich górników (została zainicjowana wybuchem metanu). - Tamten raport został przez nas wykorzystany w śledztwie - potwierdza prokurator Michał Szułczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Śledczy przełamali wtedy zmowę milczenia w branży górniczej i po raz pierwszy w historii o spowodowanie katastrofy oskarżyli dyrektora kopalni i jej głównego inżyniera.