Tak wiele ukazało się studiów o Słowackim, że o jego życiu chyba wszystko już wiemy? Niezupełnie. Gdyby zgromadzić konkretne i możliwie pewne informacje, które do nas dotarły, można by zrekonstruować szkielet wydarzeń: gdzie się urodził, uczył, podróżował, kogo znał, co zwiedzał. Ale to informacje szczątkowe, pozyskiwane głównie z urzędowych akt, ze wzmianek w jego listach, wydobywane z jego literackiej twórczości - oraz, niewiele, z jakichś zapisków innych osób. Ogromne przestrzenie są puste, inne zapełniane plotką (najczęściej - nieżyczliwą Słowackiemu), a wokół tego, co wiadomo, kwestionujemy cudze, a rozsnuwamy własne domysły i fantazje. Jak układały się jego stosunki z matką? Do kogo pisał ten lub inny niezaadresowany wiersz? Jak układały się jego relacje z Mickiewiczem? Nowe fakty biograficzne coraz rzadziej wypływają, ale nowe ich interpretacje - bez końca. Efekty naszych prywatnych dochodzeń. Jak w filmach detektywistycznych.
Dla kogo Słowacki pisał wiersz "Rozłączenie"? Są różne zdania na ten temat. Najpierw sądzono, że adresatką była matka. Lub Maria Wodzińska. Ostatnio dochodzi hipoteza, że wracał pamięcią do pierwszej miłości, Ludwiki Śniadeckiej. Każdy badacz przedstawia ważne argumenty. Ale ostatecznie sami musimy rozstrzygnąć, jak to było. Czyż nie jest to piękne, że możemy rozważać wywody znakomitych uczonych, by ostatecznie zawierzyć własnej intuicji?
Mówiła pani kiedyś, że Słowacki bywał w kostnicy. Co to znaczy: "bywał"? Z wizytą? Gdy mieszkał w Paryżu, odwiedzanie miejskiej kostnicy było intrygującą rozrywką. Składano w niej wszelkie, znajdowane na ulicach, zwłoki nierozpoznane: samobójców, ofiary morderstw, katastrof; i wszyscy chętni mogli je oglądać, od dzieci po staruszki. Miało to praktyczne uzasadnienie: te, które zostały rozpoznane, chowano na koszt rodziny, pochówek innych musiało opłacać miasto.
Kostnica mieściła się w centrum Paryża, na wyspie, tuż obok katedry Notre-Dame. By przyciągnąć przechodniów, urządzano osobliwe spektakle: sporą salę przedzielono szklaną taflą, z jednej strony znajdowali się widzowie, z drugiej umieszczone na marach, nachylone ku nim zwłoki, czasami zupełnie nagie. Przydawały atrakcyjności także układane obok denatów utracone kawałki ich ciał. Były i bardziej koszmarne pomysły - niektóre kobiety czesano i pudrowano, dziewczynkę ułożono by wyglądała jak śpiący aniołek, a 12letniemu chłopcu przyszyto uciętą główkę i siedział na krześle, na wprost widzów. Nikogo to nie gorszyło. Opisywano te spektakle w gazetach, a gości bywało w kostnicy tak wielu, że czasem policja musiała zaprowadzać porządek.
Romantycy francuscy pojawiali się często. Wiktor Hugo wspominał kostnicę w Rzeczach widzianych. Słowacki bywał na wszelkich widowiskach, pokazach i ludowych zabawach - dlaczego ją miałby pominąć? To stąd właśnie mógł czerpać ożywiające wyobraźnię makabryczne tematy i kształty.
Kim była Kora Pinard? Córką paryskiego drukarza, u którego Słowacki wydawał swoje utwory. Flirtował z nią, igrał jej uczuciami, ona cierpiała... Tak opisywał tę znajomość w listach do matki, ale pewnie trochę przesadzał.
Dlaczego w dramatach Słowackiego tak wiele scen rozgrywa się nocą? W nocnej atmosferze mocniej rozbrzmiena dramaturgia. Ale także - ponieważ widział te sceny oczami bywalca paryskich teatrów. Wyobraźmy sobie ówczesny teatr: wielka sala (kilka - na 2.000 osób), oświetlona jedynie lampami oliwnymi; ogromny "pająk" (żyrandol) zwisa u sufitu, zasłaniając widok tym z galerii; scena oświetlona głównie rzędem lamp, ustawionych pod rampą (kopcą!). Bardzo słabo widać dekoracje, postacie. Lecz jeśli przestrzeń sceny będzie zatopiona w czerni, to na jej tle wspaniale rozbłyskuje lampa niesiona przez aktora, lecący piorun, ognisko płonące na środku sceny. I to, co wokół. A uwaga widzów skupia się na jednym, najważniejszym, rozświetlonym miejscu.
Wciąż najbardziej popularnymi wierszami Słowackiego są "Hymn o zachodzie słońca" oraz "Testament mój". Czy zawsze tak będzie? Póki samodzielnie nie zaczniemy czytać jego dzieł i ufać własnym, gustom. Na pewno mocno wzruszają wrażliwe serca. Ale... jakby trochę mniej niż dawniej. Bo dziś "na wielkim morzu obłąkany" Polak nie lęka się, że nigdy nie będzie mógł do ojczyzny wrócić, nie tęskni tak mocno i nie rozpacza. Więc: wiersz piękny, ale od nas jakby trochę już odległy. A Testament mój? Dobrą stanowi nauczkę, by nie utożsamiać podmiotu lirycznego z autorem; podmiot liryczny umiera samotnie i dzielnie, obiecując, że i nas "w aniołów przerobi". A autor, Juliusz Słowacki, właśnie wrócił do Paryża po dalekich wędrówkach, wydaje jeden tomik po drugim, rozprawia się z krytykami, pisze wspaniały poemat, Beniowski, i wreszcie czuje się równy Mickiewiczowi, są "jak dwa na dwóch słońcach bogi". Ten wiersz, ukazujący go w przedśmiertnej chwili, przemawia do serc; ale Słowacki go nie opublikował.
Jaki był stosunek Słowackiego do Boga? Romantycy byli ludźmi wielkiej wiary. Ale żądali od Boga bezpośredniego kontaktu, osobliwego partnerstwa i akceptacji wielkich ambicji człowieka; Słowacki dopasowywał wykreowany przez siebie wizerunek Boga do porywającej wizji egzystencji. Przeżywał, już jako dziecko, momenty żarliwej wiary. Miał 8 lat, gdy prosił Boga w wileńskiej katedrze, by zamiast za życia, po śmierci sława go otaczała - i tak się stało! Wiele gorzkich zarzutów wytaczał Kościołowi, oskarżał kler o fałsz, o koteryjność. Ale chyba żaden romantyczny poeta nie napisał tak pięknych, jak on, słów o Bogu. Ujrzał Go na miarę swoich marzeń: to Stwórca, na którego miłość zasługuje się nie pokorą i modlitwą, lecz wielkością własnego ducha, ambicji i czynu. Gdyż "nie jest On tylko robaków // Bogiem, i tego stworzenia, co pełza // On lubi huczny lot olbrzymich ptaków, // A rozhukanych koni On nie kiełza...". Tak widział Boga Słowacki, i tak sam żyć by chciał, rozhukany, zbuntowany, niepokorny...
Mówiąc o Słowackim podkreśla się czasem, że jest spośród romantyków najbardziej współczesny, bliski nam Może dlatego, że był poetą nie tylko mądrego i patriotycznego słowa, ale przede wszystkim wyobraźni. Poezja jest przecież, co dobrze dziś wiemy, rzeczą wyobraźni, a Słowacki dodał: "wyobrażone staje się". Na czym polega potęga wyobraźni - trudno to wyjaśnić w paru zdaniach, ale wyobraźmy sobie - za Słowackim - przyjazd ukraińskiego rycerza: "przez aleje // Leciał z piorunowym trzaskiem, // A za nim jacyś pohańce // Nieśli czerwone kagańce, // Podobno - jego lirnicy // Dziady, w ogniu błyskawicy // Świecące się jak upiory. // A śród lip, z jego żupana, // Różne lały się kolory, // Niby od świętego Jana''. Ot, jedzie rycerz - i nagle tak niezwykle ukazuje się naszej wyobraźni... Mnie taki obraz urzeka, komu innemu może wydać się kiczowaty. Na przykład Czesław Miłosz zachwycał się Mickiewiczem, a o języku Słowackiego pisał zgryźliwie do Aleksandra Wata: "Jest to obrzydliwa grafomania, nieposkromiona biegunka słowa, z ukrytymi gotowymi sztampami...". Czy mamy wierzyć Miłoszowi, czy raczej zdać się na własny gust?
Utwory Słowackiego inaczej się czyta, niż dzieła Mickiewicza, Norwida... Jakby łatwiej, i przecież to jego Gombrowicz wyszydził jako tego, który "wielkim poetą był"? Szydził Gombrowicz, ale jak bardzo był pod jego wpływem! Zwalczając, popularyzował, nie dawał o Słowackim zapomnieć.
Rolę i istotę poezji Słowacki rozumiał bardzo współcześnie. Przeświadczenie, że wyobraźnia ma moc kreacyjną, że toruje drogę cywilizacyjnym odkryciom, dziś jest powszechne. Tak jak autor Rozłączenia wiemy, iż imaginacja kształtuje wizje, które potem nauka może realizować. Równie mocno uderza w utworach Słowackiego dążenie do prawdy. Wytyczoną przez romantyków, głównie niemieckich, drogą ironii. Zwanej "ironią romantyczną": metodą konfrontacji różnych przekazów, odrzucania fałszu, zdzierania masek obłudy.
Zdecydowanie nie jest natomiast doceniona rola groteski w twórczości Słowackiego. Poeta kunsztownie łączy w dramacie Sen srebrny Salomei lekkość dowcipu z makabrą wojny i rzezi, a pijackie egzaltowane wynurzenia miłości ojczyzny (w Poema Piasta Dantyszka...) kontruje piekielną ohydą. Tyle okrucieństwa w tych utworach, że spychano je na margines, że nawet w leksykonach dzieje polskiej groteski zaczynają się dopiero od Witkacego.
Co jeszcze warto dodać? Może - akcent współczesny, czyli coś o europejskości. Słowacki ją po prostu uprawiał. Czyli interesował się zawsze życiem, sztuką, kulturą, wydarzeniami lokalnymi, wszędzie gdzie był. Każdy dzień zaczynał od
lektury gazet; inni polscy emigranci skupiali się programowo na sprawach polskich i wielkich. On także; lecz wszystko chciał zobaczyć, poznać, zrozumieć. Obyśmy mieli tyle energii i nieustannej pasji poznawczej.