http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bandyta nigdy nie jest zbawcą - c.d. lichwy internetowej

rozmawiała Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-09-22, ostatnia aktualizacja 2009-09-22 12:30

Lichwa to nie tylko przestępstwo, to problem społeczny i podatkowy - uważa Anna Milewska, ekonomistka, która pracowała nad projektem ustawy antylichwiarskiej

Spotkało Cię coś podobnego? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Zacznijmy od definicji lichwy. Czym ona jest?

Anna Milewska: Najbardziej jasnym i prostym zjawiskiem w systemie finansowym. Gdy mamy do czynienia z lichwiarzem, to wiemy, czego się spodziewać: ponad 100-procentowych odsetek w skali roku oraz bezwzględnej egzekucji długu. Jeżeli nie oddamy pieniędzy w terminie, lichwiarz puści nas z torbami - zabierze dom, samochód. Patrząc w ten sposób to naprawdę instytucja całkowicie przejrzysta.

Jakie odsetki nożna uznać za lichwiarskie?

- Wszystko, co jest powyżej czterokrotności stopy kredytu lombardowego NBP, czyli około 22 proc. rocznie, to już lichwa.

Przepisy określające maksymalną wysokość oprocentowania w ustawie antylichwiarskiej odnoszą się tylko do banków, biur kredytowych i firm pożyczkowych czy także do pożyczek prywatnych?

- Do prywatnych też!

Czyli ci, którzy ogłaszają się w internecie, że udzielą pożyczek powyżej 22 proc., są lichwiarzami i powinni być ścigani.

- Tak, z urzędu. Wydaje się to bardzo proste. Lichwa jest u nas powszechna, czytelna i nie ma najmniejszego problemu, żeby dotrzeć do ludzi, którzy udzielają takich kredytów.

A jednak proste nie jest. Dlaczego?

- Bo to jest problem obywatelski, ludzi, którzy borykają się z ogromnymi problemami finansowymi. A źródłem ich kłopotów jest na przykład wzięcie karty kredytowej, pożyczki na mieszkanie, a potem utrata pracy czy choroba w rodzinie. Oczywiście są tacy, którzy sami zgotowali sobie taki los - hazardziści, osoby uzależnione. Ci ostatni to też po części ofiary, ludzie chorzy. A państwo i jego służby nie widzą problemu społecznego.

To nie jest tylko sprawa tych, co pożyczają, ale obywateli, którym należy się uwaga i opieka władzy. I owa opieka nie powinna polegać na pomocy w spłacaniu długów czy kredytów, ale na stworzeniu rozwiązań systemowych, które zapobiegały wpadaniu w taką spiralę pożyczkową. Także w bankach.

Dziś mówimy: Podpisał niekorzystną umowę, to niech teraz płaci albo idzie do sądu. Ludzie dodają też: Tylko idiota może podpisać taką umowę.

- Tak, ludzie często nie liczą się z konsekwencjami. Ale z kłopotami finansowymi jest jak z chorobą - nikt nie jest w stanie jej przewidzieć. A nawet wtedy, gdy tracimy pracę, to nie przyjmujemy do wiadomości, że to może trwać rok lub więcej. A już po trzech miesiącach trzeba podejmować decyzje: płacić czynsz, kupić jedzenie czy wysłać dziecko do szkoły lub iść z nim do lekarza. Z taką konkurencją spłata kredytu zawsze przegrywa. A potem bank przysyła wezwanie. Jedno, drugie, trzecie. Straszy egzekucją. Boimy się, że eksmitują nas z mieszkania. Panika. Wyłącza się racjonalne myślenie.

I w takim momencie trafia się oferta pożyczkowa...

- A ktoś, kto mówi: Pożyczę pani, ale na 10 proc. miesięcznie, jawi się zbawcą. Czasami zdrowy rozsądek powoduje, że pytamy: Jak będę oddawał? Co miesiąc? I tu pada odpowiedź: Nie, na koniec umowy, czyli za trzy lata. I już widzę te 20 tys. ratujące mi życie, a nie widzę tych 100 tys., które trzeba oddać. Próbujemy się przekonywać, że za trzy lata znajdę pracę, moja firma ruszy i ho, ho, ho.

Czy ci, którzy proponują takie pożyczki, to "zwykli" lichwiarze, czy także oszuści wyłudzający mieszkania i domy będące zastawem?

- Wszystko razem. Nie wykluczam, że z góry zakładają, iż przejmą zastaw. Przecież mówimy o pożyczkach 20, 50, a nawet 100 tys. zł. Chodzi o zysk. Duży. Tego typu usługi muszą być drogie, bo są ryzykowne. Podwójnie, bo lichwa i wyzysk są karalne.

Inwestorzy od razu mówią o zabezpieczeniu pożyczki nieruchomością, czasami samochodem. I nie chodzi o ustanowienie hipoteki. Pożyczkobiorcom proponuje się przeniesienie prawa własności lub danie pełnomocnictwa do sprzedaży.

- I często się na taki absurd godzimy. Kiedy jesteśmy pod bramką, to nic się nie liczy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':