Spotkało Cię coś podobnego? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Zacznijmy od definicji lichwy. Czym ona jest? Anna Milewska: Najbardziej jasnym i prostym zjawiskiem w systemie finansowym. Gdy mamy do czynienia z lichwiarzem, to wiemy, czego się spodziewać: ponad 100-procentowych odsetek w skali roku oraz bezwzględnej egzekucji długu. Jeżeli nie oddamy pieniędzy w terminie, lichwiarz puści nas z torbami - zabierze dom,
samochód. Patrząc w ten sposób to naprawdę instytucja całkowicie przejrzysta.
Jakie odsetki nożna uznać za lichwiarskie? - Wszystko, co jest powyżej czterokrotności stopy kredytu lombardowego
NBP, czyli około 22 proc. rocznie, to już lichwa.
Przepisy określające maksymalną wysokość oprocentowania w ustawie antylichwiarskiej odnoszą się tylko do banków, biur kredytowych i firm pożyczkowych czy także do pożyczek prywatnych? - Do prywatnych też!
Czyli ci, którzy ogłaszają się w internecie, że udzielą pożyczek powyżej 22 proc., są lichwiarzami i powinni być ścigani. - Tak, z urzędu. Wydaje się to bardzo proste. Lichwa jest u nas powszechna, czytelna i nie ma najmniejszego problemu, żeby dotrzeć do ludzi, którzy udzielają takich kredytów.
A jednak proste nie jest. Dlaczego? - Bo to jest problem obywatelski, ludzi, którzy borykają się z ogromnymi problemami finansowymi. A źródłem ich kłopotów jest na przykład wzięcie karty kredytowej, pożyczki na mieszkanie, a potem utrata pracy czy choroba w rodzinie. Oczywiście są tacy, którzy sami zgotowali sobie taki los - hazardziści, osoby uzależnione. Ci ostatni to też po części ofiary, ludzie chorzy. A państwo i jego służby nie widzą problemu społecznego.
To nie jest tylko sprawa tych, co pożyczają, ale obywateli, którym należy się uwaga i opieka władzy. I owa opieka nie powinna polegać na pomocy w spłacaniu długów czy kredytów, ale na stworzeniu rozwiązań systemowych, które zapobiegały wpadaniu w taką spiralę pożyczkową. Także w bankach.
Dziś mówimy: Podpisał niekorzystną umowę, to niech teraz płaci albo idzie do sądu. Ludzie dodają też: Tylko idiota może podpisać taką umowę. - Tak, ludzie często nie liczą się z konsekwencjami. Ale z kłopotami finansowymi jest jak z chorobą - nikt nie jest w stanie jej przewidzieć. A nawet wtedy, gdy tracimy pracę, to nie przyjmujemy do wiadomości, że to może trwać rok lub więcej. A już po trzech miesiącach trzeba podejmować decyzje: płacić czynsz, kupić jedzenie czy wysłać dziecko do szkoły lub iść z nim do lekarza. Z taką konkurencją spłata kredytu zawsze przegrywa. A potem bank przysyła wezwanie. Jedno, drugie, trzecie. Straszy egzekucją. Boimy się, że eksmitują nas z
mieszkania. Panika. Wyłącza się racjonalne myślenie.
I w takim momencie trafia się oferta pożyczkowa... - A ktoś, kto mówi: Pożyczę pani, ale na 10 proc. miesięcznie, jawi się zbawcą. Czasami zdrowy rozsądek powoduje, że pytamy: Jak będę oddawał? Co miesiąc? I tu pada odpowiedź: Nie, na koniec umowy, czyli za trzy lata. I już widzę te 20 tys. ratujące mi życie, a nie widzę tych 100 tys., które trzeba oddać. Próbujemy się przekonywać, że za trzy lata znajdę pracę, moja firma ruszy i ho, ho, ho.
Czy ci, którzy proponują takie pożyczki, to "zwykli" lichwiarze, czy także oszuści wyłudzający mieszkania i domy będące zastawem? - Wszystko razem. Nie wykluczam, że z góry zakładają, iż przejmą zastaw. Przecież mówimy o pożyczkach 20, 50, a nawet 100 tys. zł. Chodzi o zysk. Duży. Tego typu usługi muszą być drogie, bo są ryzykowne. Podwójnie, bo lichwa i wyzysk są karalne.
Inwestorzy od razu mówią o zabezpieczeniu pożyczki nieruchomością, czasami samochodem. I nie chodzi o ustanowienie hipoteki. Pożyczkobiorcom proponuje się przeniesienie prawa własności lub danie pełnomocnictwa do sprzedaży. - I często się na taki absurd godzimy. Kiedy jesteśmy pod bramką, to nic się nie liczy.