Komentatorzy wspominają, że jeszcze niedawno działacze FDP ściągali ludzi do zamkniętych pomieszczeń, by uniknąć wrażenia, że przychodzą tylko garstki słuchaczy. Dziś na wiece szefa partii Guido Westerwellego przychodzą takie tłumy, że ten chętnie przemawia na rynkach wielkich miast.
Westerwelle w ciągu kilku tygodni wystąpił na 60 wiecach - to rekord tej kampanii wyborczej. Mówi zawsze to samo: że trzeba tworzyć nowe miejsca pracy, wspierać klasę średnią i obniżać podatki. Sprzeciwia się zamykaniu elektrowni atomowych i zwiększaniu uprawnień służb specjalnych do podsłuchiwania obywateli.
Według sondaży ufa mu 13-14 proc. Niemców, FDP to trzecia siła na scenie politycznej. Skąd w czasach kryzysu i recesji takie poparcie dla partii niezmiennie szermującej gospodarczym liberalizmem? Według ekspertów wielu Niemców uważa, że liberałowie znają się na gospodarce i wiedzą, jak wprowadzić ją z powrotem na właściwe tory.
Jeśli w niedzielę partii uda się lekko poprawić wynik, a CDU nie spadnie poniżej przewidywanych 35 proc., droga do zbudowania czarno-żółtej koalicji stanie otworem. FDP czeka na ten moment 11 lat.
Sam Westerwelle szykuje się do przejęcia zgodnie z tradycją steru w dyplomacji. Wcześniej ze światową polityką miał wprawdzie niewiele do czynienia, ale od kilku lat nadrabia braki. Jego mistrzem jest Hans Dietrich Genscher, jeden z najwybitniejszych niemieckich liberałów, szef
MSZ w rządach Helmuta Schmidta i Helmuta Kohla.
Tak jak Genscher ma umiarkowane poglądy i szuka przyjaciół na Wschodzie i na Zachodzie. W marcu w wywiadzie dla "Gazety" Westerwelle mówił, że wierzy, że prezydentom Obamie i Miedwiediewowi uda się zmienić świat na lepsze. Opowiadał się za to przeciwko budowie tarczy antyrakietowej i przyjmowaniu Gruzji i Ukrainy do NATO. - Naszym celem powinno być stworzenie tak mocnej więzi między Polską i Niemcami jak ta, która łączy nas z Francją - przekonywał.
Pytanie tylko, czy Westerwelle mimo wszystko się nie przeliczy. Wkrótce po wyborach niemiecką gospodarkę czekają jeszcze perturbacje, eksperci przewidują, że w kraju przybędzie co najmniej pół miliona bezrobotnych. W budżecie jest największa w historii dziura, a rząd już szykuje się do potężnego zaciskania pasa.
Liberalny koalicjant, który chce zmniejszać podatki i ograniczać rolę państwa w gospodarce, może być dla Angeli Merkel balastem. - Tym bardziej że Westerwelle jako polityk nie ma potencjału. Nie będzie drugim Genscherem. Jest plastikowy, nie ma wyraźnych poglądów. Jego najbardziej znanym dokonaniem był pobyt w domu "Big Brothera" [Westerwelle przebywał w nim przez kilka godzin podczas kampanii wyborczej w 2002 r.] - mówi ekspert związany z CDU.
Dlatego w CDU słychać głosy, że w trudnych czasach lepsza może być kontynuacja wielkiej koalicji. Do tej tezy przychyla się nawet Merkel, ale z decyzją czeka jednak do dnia po wyborach. Otwarcie przeciwko Westerwellemu już jest CSU - bawarska siostra CDU. W ostatnich tygodniach kampanii bawarscy chadecy traktują liberałów jak chłopców do bicia.
Westerwelle zabezpieczał się na taką ewentualność. MSZ obiecali mu także socjaldemokraci, z którymi FDP po cichu rozmawia od miesięcy. Czerwoni chcą w ten zbudować koalicję tzw. świateł ulicznych: SPD (czerwoni), FDP (żółci), Zieloni. Zabiegi SPD stały się ostatnio tak intensywne, że w weekend Merkel zażądała od Westerwellego, by publicznie obiecał, że w koalicję wejdzie jedynie z chadekami. Pod presją CDU prośbę natychmiast spełnił i zamknął furtkę do aliansu z SPD.
Teraz pozostało mu tylko mobilizowanie wyborców i nadzieja na porządny wyborczy wynik, po którym Merkel nie będzie mogła liberałów odrzucić. Inaczej partię czekają kolejne cztery lata w ławach opozycji.