http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dłużnicy w sieci lichwiarzy

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-09-21, ostatnia aktualizacja 2009-09-21 10:15

Udzielają prywatnych pożyczek na kilkaset procent rocznie. Biorą mieszkania i domy pod zastaw nawet niewielkiej pożyczki. Straszą niewypłacalnych klientów. Nasyłają windykatorów o szerokich karkach. Dziennikarka "Gazety" sprawdzała, jak w Polsce działają internetowi lichwiarze

Wyborcza.biz
Wyborcza.biz

Spotkało Cię coś podobnego? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Kiedyś namiary do lichwiarza rozchodziły się pocztą pantoflową. Teraz szuka się ich w internecie. Można tam znaleźć setki ofert "prywatnych inwestorów".

Buszując po portalach z ogłoszeniami, poznałam mechanizm ich działania. Firmy pożyczkowe i "prywatni inwestorzy" mają własne sieci naganiaczy. Ci są pierwszym sitem w selekcji klientów.

Na chybił trafił wybrałam internetową ofertę "Krzycha". Dzwonię. To rzeczywiście naganiacz. Sam nie udziela pożyczek. Robią to jego dwaj znajomi - jeden prowadzi firmę pośrednictwa kredytowego, drugiego "Krzych" nazywa "inwestorem prywatnym". W jednym i drugim przypadku muszę mieć zastaw - nieruchomość. Inaczej nie będą ze mną rozmawiać.

- Potrzebuję 20 tys. zł. Na jakich warunkach mogłabym je pożyczyć? - dopytuję się.

Krzych stara się unikać konkretów. Zapewnia, że jeżeli przekażę mu swoje dane osobowe i skany aktu własności mieszkania, działki czy domu, to on mailem prześle mi wzory umów i warunki.

- A mogę wziąć kredyt bez sprawdzania wiarygodności w Biurze Informacji Kredytowej? - podpytuję.

- Odpada. Musimy sprawdzić historię kredytową. Robimy to przez SKOK (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe) - wyjaśnia Krzych. - Ale spokojnie. Załatwiamy takie sprawy, nawet gdy ma pani na karku komornika.

Kiedy podaję imię, nazwisko i mówię o 60-metrowym mieszkaniu na Pradze w Warszawie, które mogłoby być zabezpieczeniem, pośrednik staje się rozmowniejszy. Szacuje wartość mieszkania na jakieś 300 tys.

- Mam jeszcze inną propozycję - pożyczkę prywatną, też pod hipotekę, na pół roku z możliwością przedłużania, o ile klient spłaca regularnie raty. Takie sprawy załatwia mój kolega. On przedstawi pani szczegóły. Ja tylko gromadzę dokumenty. Jeżeli załatwimy kredyt, to bierzemy 5-proc. prowizję.

Jeszcze chwilę "Krzych" zastanawia się, jak mi pomóc. I nagle pojawia się kolejny kolega pożyczkodawca, tym razem z Łęczycy. Podobno najlepszy.

Tajemniczym inwestorem jest Grzegorz B. Dostaję maila: rabat24@wp.pl i numer telefonu.

- Musi się pani na mnie powołać - przykazuje na zakończenie "Krzych".

8 proc. miesięcznie, bez rat

Sprawdzam w internecie i znajduję sporo ogłoszeń dawanych przez Grzegorza B.

Przez godzinę jego telefon stale jest zajęty. Wreszcie odzywa się męski głos. Kiedy wyłuszczam problem, interesuje się głównie nieruchomością pod zastaw. Od razu prosi o kopie dokumentów własności mieszkania. Pyta też o jego wartość.

- Poproszę o zdjęcia kamienicy, w której jest mieszkanie - i to ze wszystkich stron. W dużym formacie. Mieszkania też. Takie, żeby było widać rozkład.

- Ale po co to wszystko? - pytam.

- Każdy pożyczkodawca chce wiedzieć, czy mieszkanie da się szybko sprzedać - wyjaśnia Grzegorz B. z rozbrajającą szczerością. Czyżby z góry zakładał, że pożyczki nie spłacę?

- A warunki pożyczki? Potrzebuję 20 tys. na trzy lata - pytam.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 95 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    100 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':