http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Europa pielgrzymuje do Dublina

Dominika Pszczółkowska
2009-09-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 01:28

Podczas poprzedniego referendum nad traktatem lizbońskim Europa udawała, że nie miesza się w tę wewnętrzną irlandzką decyzję. Teraz wyciągnęła lekcję z tego błędu

Lech Wałęsa
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Lech Wałęsa
Do Dublina pielgrzymują szefowie najważniejszych unijnych instytucji. Był tam już przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, a w sobotę, chwilę po otrzymaniu mandatu na drugą kadencję, zjawił się tam przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

To ewidentna zmiana strategii. Poprzednio Bruksela, w szczególności Komisja Europejska, przekonywała, że nie może angażować się w kampanię, bo oznaczałoby to mieszanie się w decyzję, którą muszą samodzielnie podjąć Irlandczycy. Bruksela robiła to, mimo że było jasne, iż "nie" Irlandczyków zablokuje traktat w całej Unii Europejskiej. Wtedy Irlandczycy zdecydowali i większością 53 proc. głosów odrzucili traktat.

Tym razem Komisja przyjęła inną strategię. Podczas sobotniej wizyty Barroso straszył Irlandczyków gospodarczymi skutkami ewentualnego drugiego "nie". - Szczerze mówiąc, już są pewne wątpliwości dotyczące przyszłości Irlandii. Niektórzy pytają mnie: czy Irlandia wyjdzie z UE? Dla zaufania inwestorów konieczne jest, by przyszłość Irlandii w UE była pewna - mówił w wywiadzie dla dziennika "Irish Times".

Głęboko dotknięta kryzysem Irlandia bardzo potrzebuje dziś zagranicznych inwestorów i pożyczkodawców. Barroso groził też Irlandczykom utratą komisarza, co było jedną z najważniejszych kwestii w poprzednim referendum. - Jedyną metodą, by zapewnić, że Irlandia zawsze będzie miała komisarza, jest głosowanie "tak" za Lizboną. W przeciwnym razie oczywiste jest, że będziemy musieli zredukować liczbę komisarzy. To jest zapisane w obecnych traktatach i jesteśmy do tego prawnie zobowiązani - mówił.

Kwestia utraty komisarza bardzo przestraszyła Irlandczyków podczas poprzedniego referendum. Po tamtym głosowaniu przywódcy 27 krajów obiecali więc, że zmienią plany i nie będą redukować liczby komisarzy. Taka wolta prawna jest jednak możliwa jedynie, jeśli obowiązywał będzie nowy traktat lizboński.

Obóz "tak", do którego należą m.in. wszystkie główne partie polityczne z wyjątkiem nacjonalistycznej Sinn Fein, zapunktował w piątek, sprowadzając na wyspę Lecha Wałęsę. Od czasu jego występów na eurowyborczych wiecach Declana Ganleya, głównego przeciwnika traktatu, stanowisko Wałęsy było co najmniej niejednoznaczne. Podczas wizyty w Irlandii podkreślał, że jest zwolennikiem Lizbony.

Jego zdaniem Ganley właściwie definiuje problem deficytu demokratycznego w UE. Odrzucenie traktatu, który daje Unii m.in. szefa dyplomacji i prezydenta, nie jest jednak zdaniem byłego polskiego prezydenta rozwiązaniem właściwym.

Obóz zwolenników traktatu sięga po zagraniczną pomoc, ale nie próżnują także zagraniczni przeciwnicy traktatu. W irlandzką kampanię ostro zaangażowała się brytyjska eurosceptyczna Partia Niepodległościowa (UKIP). Partia i jej sojusznicy z Parlamentu Europejskiego rozesłali do wszystkich irlandzkich domów ulotkę, na której znalazł się m.in. indyk z napisem "Swoboda przemieszczania się dla 75 mln ludzi". Chodzi o ewentualne przyjęcie do UE Turcji ("turkey" to po angielsku zarówno Turcja, jak i indyk). W ten sposób - choć ma to trudno dostrzegalny związek z traktatem - UKIP straszy napływem na wyspę kolejnych zagranicznych pracowników.

Kwestia zagranicznych pracowników i praw pracowniczych może stać się głównym atutem przeciwników Traktatu w tej kampanii. Część innych argumentów wytrącono im z ręki m.in. gwarancjami dotyczącymi komisarza. Nieprawdziwe argumenty, np. o tym, że Lizbona doprowadzi do zniesienia płacy minimalnej na wyspie, trafiają jednak na podatny grunt. W czasach rosnącego bezrobocia Irlandczycy coraz bardziej boją się bowiem zagranicznej, np. polskiej, konkurencji. I w ten właśnie nurt wpisuje się ów "indyk".

Irlandczycy zagłosują w powtórnym referendum 2 października. Sondaże regularnie wskazują, że zwolenników traktatu jest dziś zdecydowanie więcej niż przeciwników. Nikt nie jest jednak pewien wyniku. Także na dwa tygodnie przed poprzednim głosowaniem sondaże wróżyły jeszcze zwycięstwo "tak".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':