19 września. Do Wilna wkracza Armia Czerwona. Najpierw czołgi i lepiej wyposażona piechota. Potem - jak wspomina Piotr Pietkiewicz, młody urzędnik magistratu - "nędznie umundurowane wojsko uzbrojone w broń z I wojny. Płaszcze nie obrębione u dołu, nici zwisają do ziemi. Buty - kiezy konserwowane towotem lub dziegciem. Cuchną".
Mieszkańcy zmieniają powierzchowność. Wilno, choć to prowincja Rzeczypospolitej, jest metropolią Kresów. Uniwersytet Stefana Batorego w 1928 roku kończy 350-lecie. Wydział Filologii Polskiej ma świetną renomę. Studiuje tu Czesław Miłosz. Tu pisze swoje katastroficzne wiersze.
Ulubionym profesorem przyszłego noblisty jest Marian Zdziechowski, wybitny znawca rosyjskiej filozofii. Pesymista. Świat według niego jest miejscem skazanym na cierpienie i zło.
Profesor umiera tuż przed wojną. Miłosz napisał potem w wierszu "Zdziechowski": "Umarłeś w samą porę, twoi przyjaciele szeptali kiwając głowami: Ależ miał szczęście!".
Ile kosztuje sowiecki czołg?
Pod koniec września z ulic znikają zbyt "inteligenckie" garnitury, widać tylko "chłopów" i "robotników". Żeby się nie wyróżniać, nie prowokować.
Złoty zrównany jest z rublem. Sowieccy żołnierze czują się bogaci, na wyścigi wykupują zegarki. Są tacy, co dezerterują. Krąży żart: ile kosztuje sowiecki czołg z dostawą do domu? Cztery cywilne ubrania.
Rusza machina propagandowa. Na murach niezliczone afisze zapowiadające nowe lepsze czasy dla "uciskanej ludności". Wrogiem klasowym są "polskie pany". Na razie sowieckie władze grabią miasto, wywożą całe fabryki, ze składów zabierają węgiel, nie ma co jeść.
Nocą enkawudziści przeprowadzają rewizje i aresztowania. Szukają oficerów, zalążków konspiracji, terroryzują. Zatrzymanych, głównie mężczyzn, wywożą do obozów. Według różnych szacunków zabijają około 2500 jeńców oraz kilkuset cywilów.
Niemcy z Rosją konsumują pakt Ribbentrop - Mołotow. Jeden z jego tajnych zapisów dotyczy Wilna: "Na wypadek przekształcenia terytorialno-politycznego obszaru należącego do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) północna granica Litwy tworzy automatycznie granicę sfery interesów niemieckich i ZSRR, przy czym obie strony uznają roszczenia Litwy do terytorium wileńskiego"
Zgodnie z tymi zapisami Litwa miała przypaść Niemcom. Hitler "daje" ją jednak Stalinowi jako rekompensatę za zajęte przez Niemców tereny Mazowsza i Lubelszczyzny.
Wilno dla Litwy
Od początku wojny Litwa kurczowo trzyma się neutralności. Ale w październiku Wilno - prezent od Hitlera - Stalin przekazuje władzom w Kownie. W zamian żąda baz wojskowych dla swojej armii. Na ulicach słychać gorzkie żarty: "Wilno dla Litwy, a Litwa dla Ruskich".
Litwini nie mogą i nie chcą odmówić. Wilno to spełnienie ich marzeń. Na razie godzą się na warunki Stalina. Ale po cichu zaczynają prowadzić rozmowy z Niemcami. Chcą zmienić "patrona".
Polska ludność Wilna z ulgą przyjmuje zmianę. Litwini to jednak swoi. A Sowieci w miesiąc dali już Wilnu zdrowo popalić.
Na ulicach Kowna radość. Litewskie gazety wypuszczają nadzwyczajne wydania. Piszą o "przełomie w dziejach narodu". Ulicami maszerują wielotysięczne demonstracje - wdzięczność dla Stalina deklaruje nawet prawica.
To zrozumiałe, przez 19 lat Litwini pielęgnowali pamięć o utraconej stolicy. Co roku 9 października obchodzili żałobę narodową. W szkołach nazywa się go "dniem wiarołomnego zajęcia Wilna przez Polaków". Na mapach ziemia wileńska oznaczona jest jako "część Litwy pod okupacją Polski". O utracie miasta powstawały książki i sztuki teatralne. W prasie, często je wyolbrzymiając, opisuje się antylitewskie incydenty w Wilnie. Propaganda tworzy wrażenie, że ludność Wilna z utęsknieniem czeka na oswobodzenie.
Ale na terytorium, które dostają teraz Litwini, mieszka ponad pół miliona ludzi, z czego ok. 300 tys. to Polacy. Jest blisko 100 tys. Żydów i 70 tys. Białorusinów. Samych Litwinów ok. 30-50 tys. W 210-tysięcznym Wilnie jest prawie 137 tys. Polaków, reszta to głównie Żydzi. Litwinów jest ze 2 tysiące.
Korespondencje litewskiej prasy z Wilna są jednak entuzjastyczne: "Tysiące osób rozpoczęło naukę języka litewskiego!". O osobach, które mówią po polsku, a nie znają litewskiego, pisze się: "Litwini, którzy zapomnieli swojego ojczystego języka". Podkreśla się biedę i głód, który panuje w mieście. Cały naród litewski zaczyna zbiórkę darów. Wkrótce bardzo pomoże to mieszkańcom wycieńczonego, ograbionego przez Sowietów Wilna.
Źródło: Gazeta Wyborcza