Umierał opuszczony, w glinianej lepiance bez wody i prądu, w St ne ti niedaleko Bukaresztu. Był maj 1944 r. Lotnictwo alianckie bombardowało rumuńskie pola naftowe, alianci wkraczali do Rzymu. Jadwiga Beck do trumny męża włożyła wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej, ampułkę ziemi polskiej z Gdyni, małą flagę polską z samochodu dyplomatycznego, na sercu położyła fotografię syna i Komendanta. I chyba te przedmioty przypominały w obliczu wieczności o sprawach dla ministra najważniejszych.
Było coś jeszcze: zdjęcie jednego z modeli żaglowców, które Beck składał pracowicie w samotności - misternych niczym polityka zagraniczna, którą przez siedem lat w II RP usiłował prowadzić.
Po tragedii 1939 r. pozostawił po sobie czarną legendę przegranego. Dla otoczenia gen. Władysława Sikorskiego był "sprawcą katastrofy wrześniowej". Piłsudczyk Stanisław Cat-Mackiewicz pisał, że polityka Piłsudskiego to "skrzydła zrywające się do lotu", a Beck to "płaz czołgający się po ziemi, który w polityce widział tylko cynizm". Hitlerowski gubernator Hans Frank prowadził badania genealogiczne, aby wykryć pierwiastek krwi żydowskiej w żyłach Becka (rodzina miała pochodzenie flamandzkie), co miało wytłumaczyć jego perfidię wobec Niemiec. Propaganda stalinowska miała dla niego powtarzany jak mantra epitet: "sługus faszyzmu".
Uwielbienie od tłumów odbierał tylko raz - po słynnej mowie 5 maja 1939 r. odrzucającej żądanie Hitlera. Kończyła się słowami: "Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja skrwawiona w wojnach na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor".
Beck mówił o pokoju, ale tak naprawdę o wojnie. I nie była to wojna o "prowincjonalne miasto, które nigdy nie będzie przedmiotem sporu między Polską a Niemcami", bo tak mówił Hitler, ale o niezależność Polski.
Czy Beck zdawał sobie sprawę, że zmienia dzieje świata i wiedzie wprost do największej wojny w historii? Zapewne nie. Nie przypuszczał także, że przyjęte przez Polskę w końcu marca gwarancje brytyjskie, z powodu których Hitler wypowiedział układ o nieagresji z Polską, okażą się "dymem na wodzie". Ani że tchórzliwe dowództwo armii francuskiej w 1939 r. zakończy ofensywę po 15 dniach, wchodząc na teren Niemiec na 8 km.
Tyle że inną możliwość miał jedną - udział w wojnie po stronie Hitlera. Nie była nieprawdopodobna - o konieczności "pójścia z Niemcami na Rosję" wiceszef
MSZ Jan Szembek pisał w październiku 1938 r. zaraz po niemieckim ultimatum. Wsparcie przez polską armię niemieckiego marszu na Moskwę czyniłyby klęskę Sowietów niemal pewną. Dzisiejsza Rosja ma więc Beckowi coś do zawdzięczenia.
Dopiero dziś można stwierdzić, że Beck, mówiąc "nie", wybrał najlepsze rozwiązanie dla współczesnego świata. Trudno sobie wyobrazić gorszą perspektywę niż zwycięstwo faszyzmu w II wojnie światowej.
Czarny charakter II RP Za sprawą ataków rosyjskiej prasy i pseudohistorycznych dociekań rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego postać Becka w przededniu 70. rocznicy wybuchu II wojny znowu stała się przedmiotem debat. Co ciekawe, większość z formułowanych w Rosji oskarżeń ma źródło nie w konfabulacjach stalinowskiej propagandy, ale w plotkach i wypowiedziach ludzi Beckowi współczesnych. On sam ich nie dementował, bo pochlebiał mu przydomek Mefistofelesa nadany mu przez prasę.
Sugestię, że Beck mógł być niemieckim agentem, formułował w prywatnych rozmowach gen. Sikorski. W lipcu 1936 r. w czasie negocjacji w sprawie francuskiej pożyczki wojskowej mówił: "Jeśli Francuzi dadzą pieniądze reżimowi, Beck obróci je przeciwko Francji albo na podtrzymanie reżimu" (według relacji czeskiego posła Juraja Slavika). O tym, że Beck "jest kupiony" (w domyśle: przez Niemców), mówił na emigracji były premier Wincenty Witos. Wrogi szefowi polskiego MSZ ambasador Francji Léon Noël w wywiadzie dla "Polityki" w 1968 r. stwierdził, że "Francuzi skłaniali się ku wierze, iż był Beck agentem Niemiec. Sądzę, że był raczej hitlerofilem niż germanofilem". Zaraz jednak zastrzegł: "Jednak jestem pewien, że nie zdradził Polski, tak jak się mu to imputuje".
Nawet piramidalna bzdura o próbie wysłania polskich Żydów na Madagaskar (Beck był daleki od antysemityzmu) znajduje odbicie w pamiętnikach ministra. Pisał o sukcesie, jakim była "polsko-żydowska mieszana komisja studiów, która mogła (...) przeprowadzić poważne badania na Madagaskarze jako rejonie przewidzianym dla poważnej emigracji żydowskiej z Polski" (takie porozumienie Beck zawarł w 1937 r. z szefem francuskiego MSZ Yvonem Delbos).
O "tajnym protokole" jakoby dołączonym do układu o "niestosowaniu przemocy" z Niemcami mówiła głośno prasa francuska i sowiecka (francuskie doniesienia były inspirowane przez sowiecki wywiad). Zapewnień rządu, że takiego protokołu nie ma, domagał się od Becka w Warszawie w 1934 r. szef francuskiego MSZ Louis Barthou, a w ZSRR w tym samym roku komisarz ludowy ds. zagranicznych Litwinow.
Z punktu widzenia francuskiej dyplomacji to Beck miał sterować krokami prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, a swoim antyfrankońskim nastawieniem doprowadzał dyplomatów z Paryża do białej gorączki. Zdesperowany ambasador Francji w Polsce Jules Laroche po kilku latach współpracy z Beckiem poprosił o dymisję i wysłanie go gdziekolwiek, byle daleko od Warszawy.
Francuzi rozpuszczali plotki o skandalach seksualnych, których Beck miał się dopuścić w 1923 r. w Paryżu, gdy był szefem misji wojskowej, czy próbach szpiegowania. W 1936 i 1937 r. ambasador Noël, wykorzystując tarcia w obozie sanacyjnym, usiłował swoimi intrygami doprowadzić do dymisji szefa MSZ. Mościcki i Rydz jednak tego ryzyka nie podjęli. Za Beckiem stał autorytet ważniejszy w ówczesnej Polsce niż cała Republika Francuska - pamięć zmarłego niedawno Komendanta.
Powiernik myśli Komendanta To Beck był ostatnim politykiem, z którym rozmawiał umierający Piłsudski. 10 maja, gdy czuł, że traci przytomność, wezwał go do swego łoża. Beck uczestniczył właśnie w przyjęciu dyplomatycznym z okazji wizyty francuskiego premiera Pierre'a Lavala i pojawił się we fraku. - Ale jesteś szykowny, mój chłopcze - rzucił na powitanie Marszałek. Mówili o stosunkach polsko-francuskich, polityce zagranicznej. Na koniec Piłsudski przy świadkach powiedział: "Dziękuję ci, zatem wszystko w porządku. Nie sądzę, bym sam coś mógł jeszcze zrobić" - w ten sposób namaścił go na sternika polityki zagranicznej i depozytariusza swej myśli.
Złośliwy pamiętnikarz ks. Bronisław Żongołłowicz, bliski ekipie sanacyjnej, twierdził, że w otoczeniu Marszałka awansowali ci, którzy "w lot chwytają już nie myśl, lecz skinienie Piłsudskiego" - Beck tej sztuki się nauczył.
Beck z Piłsudskim zetknął się już w 1913 r. w Zakopanem. W Limanowej, gdzie się wychowywał, tworzył Drużyny Strzeleckie. Służył w artylerii I Brygady Legionów (był studentem Politechniki), zaczynając od zwykłego kanoniera. Za bitwę pod Kostiuchnówką dostał Virtuti Militari. Po kryzysie przysięgowym znalazł się we Lwowie, gdzie działał w Polskiej Organizacji Wojskowej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej trafił do II Oddziału Sztabu Generalnego (wywiadu) i, jak twierdzili złośliwi, to doświadczenie zaciążyło na jego życiu, bo w służbie dyplomatycznej miał zaufanie głównie do byłych oficerów wywiadu.
O tym, jakie ma znaczenie u boku Komendanta, przekonali się jego współpracownicy w 1930 r., gdy Piłsudski stanął na czele rządu. Obwieścił wówczas, że nie chce być "człowiekiem od wszystkiego " i bierze sobie do pomocy jako ministra bez teki i wicepremiera płk. Becka; miał on koordynować pracę ministrów. Marszałek uprzedził, że "w razie sprzeciwu kogokolwiek wobec Becka wybierze na pewno Becka, a nie któregokolwiek z ministrów".