http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ostatnia wilia ministra Becka

Leopold Unger
2009-09-21, ostatnia aktualizacja 2009-12-24 14:51

Grudzień, rok 1943. Bukareszt. Wilia w domu Józefa Becka, ministra spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej, internowanego przez władze rumuńskie po opuszczeniu Polski na fali klęski wrześniowej. To będzie jego ostatnia wilia.


Fot. ADM
Byłem w przyjaźni z Bubą Burchard-Bukacką, córką pani Jadwigi, żony ministra. Kiedy nad nielicznymi polskimi Żydami, uchodźcami w Rumunii, zaciągnęła się chmura prześladowań, a niedwuznaczne gesty ze strony niektórych polskich kolegów pozwalały sądzić, że nie tylko ze strony Niemców, ale także z ich strony może mi coś grozić, Buba poprosiła Becka o zgodę na "przechowanie" mnie. Mieszkałem u nich przez kilka miesięcy, właściwie aż do przyjścia armii sowieckiej.

Nie było żadnego porównania z sytuacją Żydów w okupowanej Polsce, ale byłem na żydowskich papierach i przejście do willi Becka oznaczało nie tylko, do pewnego stopnia, koniec strachu, ale i powrót do utraconej, wydawało się na zawsze, ludzkiej więzi, ludzkiego ciepła.

Wilia przeszła źle. Trzech studentów, kolegów Buby nie chciało zasiąść do stołu z Żydem, odmówiło w ostatniej chwili przyjścia, sprawiło, że było nas przy stole trzynaścioro, a Beck wierzył, każdy ma swoje przesady, że 13 w wigilię oznacza śmierć jednej z osób w następnym roku.

Jozef Beck umarł kilka miesięcy później zniszczony gruźlicą i polityką. Umarł w strasznych warunkach, na zapadłej rumuńskiej wsi, zesłany tam po rozpoczęciu bombardowania Bukaresztu przez aliantów. Pochowany został z honorami, ale w skromnym gronie wypędzonych 8 czerwca 1944 r. na cmentarzu Belu w Bukareszcie.

Byłem na tej wilii i na tym pogrzebie.

W 1966 r. pani Jadwiga opublikowała w Londynie szczegóły feralnej wilii, wspomniała o jakimś Polu, ale bez ujawnienia mojego nazwiska. Mądra, wrażliwa pani Jadwiga rozumiała bowiem, że ujawnienie jakiekolwiek związku w Beckiem nie ułatwiłoby mi życia w PRL-u. W swoim liście Pani Jadwiga mówiła z goryczą o "kolegach", którzy, jak pisała, "celowali w Pola". Dopiero kiedy byłem już na Zachodzie i zacząłem publikować w "Kulturze", jej list dotarł do Jerzego Giedroycia, który go potem wydrukował z moim długim wyjaśnieniem w "Zeszytach historycznych" nr 78 z 1986 r. Panią Jadwigę spotkałem tylko raz przed jej śmiercią w 1971 r., Bubę spotkałem kilkakrotnie w Londynie, poznałem też Andrzeja Becka, syna ministra. "Celowali w Pola", pisała pani Jadwiga. "Celowali, ale nie trafili", napisałem w odpowiedzi. Nie trafili dzięki niej właśnie. "Kolegów" dawno zapomniałem, gestu Becków nie zapomnę nigdy.

Jozef Beck miał dwa pogrzeby. Drugi odbył się 21 maja 1991 r. w Warszawie, z pełnymi honorami wojskowymi, tak aby prochy Becka, tak jak chciał, mogły spocząć w jego ziemi. Jestem jedynym uczestnikiem obu pogrzebów. I niech to będzie takie moje epitafium do smutnej, małej historii w cieniu wielkiej, tej przez wielkie H.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':