Szachy ze swastyką

Radosław Leniarski, Paweł Kerntopf, Gazeta Wyborcza,
21.09.2009 , aktualizacja: 18.09.2009 19:06
A A A Drukuj
19 września 1939 roku Polska zdobyła srebrny medal w najbardziej niezwykłej z szachowych olimpiad. Przegrała z reprezentacją III Rzeszy
27 lipca 1939 r. w Antwerpii 16 reprezentacji szachowych zaokrętowało się na frachtowiec belgijski "Piriapolis" i wypłynęło w trzytygodniową podróż do Buenos Aires. Cel - start w VIII Olimpiadzie Szachowej.

Statek był niemal nowy, bo zwodowany rok wcześniej, z wielką nadbudówką na śródokręciu, która mieściła kajuty dla kilkudziesięciu pasażerów, a nawet minibasen. Szachiści przezwali go arką Noego.

To celne porównanie. Uciekli przed potopem, choć podczas podróży przez Atlantyk nie mieli pełnej świadomości grozy sytuacji. Polaków "Piriapolis" zabrał po prostu w inne życie.

***

Polacy byli jedną z największych ówczesnych szachowych potęg.

Kapitanem i trenerem reprezentacji był Ksawery Tartakower, potomek galicyjskiej rodziny żydowskiej. Czuł się Polakiem, choć został wyedukowany w Wiedniu, mieszkał we Francji i nie mówił po polsku. Był wściekły, gdy przy wyrabianiu dokumentów podróży do Buenos Aires francuski urzędnik zapytał go pół serio: - Szanowny pan życzy sobie studiować wojnę z południowo-amerykańskiego punktu widzenia...

Odpowiedział, że wróci.

Płynął do Argentyny również młody geniusz szachowy Mieczysław Najdorf.

Był na pokładzie późniejszy przyjaciel Witolda Gombrowicza Paulin Frydman i Łodzianin Teodor Regedziński - Polak o niemieckich korzeniach i Franciszek Sulik ze Lwowa.

"Piriapolis" podróżowała wzmocniona dzięki anszlussowi Austrii drużyna Niemiec. Z listów i wypowiedzi wynika, że część niemieckiej drużyny składała się z hitlerowców, prawdopodobnie z wyjątkiem Paula Michela, który miał być separowany przez nazistowskich kolegów.

Płynęli Czesi jako drużyna Protektoratu Czech i Moraw. Byli też Anglicy, Francuzi z mistrzem świata Aleksandrem Alechinem oraz reprezentanci żydowskiej Palestyny.

Podróż przebiegała bez przygód i w dość beztroskiej atmosferze. Ze skąpych przekazów wynika, że na okrągło grano w szachy i brydża. Ponieważ w tym samym czasie w Buenos Aires miała się odbyć mistrzostwa szachowe kobiet, towarzystwo było mieszane i bawiło się setnie. Przy stole do ping-ponga rządzili Anglicy, a porażki w brydżu odbijał tu sobie Hugh Alexander, najlepszy szachista na Wyspach i lew salonowy, który dla rozerwania towarzystwa potrafił wskoczyć do basenu na głównym pokładzie z kapeluszem na głowie. Nie wiadomo, jak traktowani byli Niemcy przez graczy żydowskiego pochodzenia z różnych reprezentacji - w Rzeszy od kilku lat obowiązywała w szachach aryjskość - oraz przez Czechów z zaanektowanej części Czechosłowacji.

21 sierpnia "Piriapolis" zawinęła do portu w Buenos Aires, notabene dzień przed liniowcem "Chrobrym" z Gombrowiczem na pokładzie (Paulin Frydman twierdzi nawet, że tego samego dnia). Olimpiada - największa z dotychczasowych, bo wystartowało aż 27 reprezentacji - zaczęła się następnego dnia.

Zaczęła się o zgrzytu. Czesi nie chcieli startować pod flagą Protektoratu ze swastyką, czego domagali się Niemcy. Czesi się zaparli i dzięki decyzji gospodarzy zagrali pod swoją flagą narodową, trójkolorową.

***

Już po zgłoszeniu się do startu Polacy dowiedzieli się, że w turnieju zabraknie Amerykanów. Amerykańska szachowa federacja proponowała każdemu reprezentantowi 1500 dolarów za udział w olimpiadzie. Zawodnicy żądali tysiąc więcej, tłumacząc, że start oznacza dla nich trzymiesięczną nieobecność w domu. A gdy ich żądania nie zostały zaspokojone, zrezygnowali ze startu.

Amerykanie byli w owym czasie najlepszą szachową drużyną na świecie, ale Polacy niewiele im ustępowali. Polska reprezentacja niemal w każdej olimpiadzie zdobywała medal, przy czym w Hamburgu w 1930 r. wywalczyła złoty. W 1939 r. Polacy byli więc faworytami, choć reprezentacja III Rzeszy złożona z Niemców i Austriaków również była bardzo silna.

1 września zgodnie z planem zaczęły się finały z udziałem 16 najlepszych drużyn. Gdy grano mecze pierwszej rundy, do Buenos Aires dotarła wiadomość, że Niemcy zaatakowały Polskę i bombardowane są polskie miasta.

Co robić? Zakończyć olimpiadę i jak najszybciej wracać do rodzin? Czy też kontynuować zawody z myślą, że zwycięstwo da piękny propagandowy sukces napadniętej ojczyźnie? Grać z Niemcami? Czy w ogóle warto wracać?

Według powszechnych poglądów zawierucha mogła skończyć się po najwyżej kilku tygodniach, zwłaszcza, gdy do wojny przystąpią Francja i Anglia, zaś sam rejs do Southampton trwa dwa tygodnie.

ZOBACZ TAKŻE