http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Brzeziński: Ta dezyzja nie ma nic wspólnego ze stosunkiem USA do Polski

Rozmawiał w Waszyngtonie Marcin Bosacki
2009-09-18, ostatnia aktualizacja 2009-09-18 02:33

Być może, paradoksalnie, fakt, że w Polsce nie będzie tarczy, a Amerykanie wywiążą się ze swych zobowiązań w sprawie patriotów, to najlepszy dla Polski scenariusz.

Zbigniew Brzeziński podczas wykładu w Audytorium Maximum, Warszawa 2003 r.
Fot. Albert Zawada / AG
Zbigniew Brzeziński podczas wykładu w Audytorium Maximum, Warszawa 2003 r.
Marcin Bosacki: Jak Pana ocenia zmianę strategii obrony przeciwrakietowej dokonaną przez prezydenta Obamę?

Zbigniew Brzeziński: - Od co najmniej roku było pewne, że nowa administracja Baracka Obamy po objęciu władzy nie będzie się czuć zobowiązana umowami i zobowiązaniami podjętymi przez rząd George'a Busha. To nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem.

Tarcza antyrakietowa, czego ku mojemu zdziwieniu nie wszyscy w Polsce rozumieli, miała zawsze w swych założeniach bronić USA i Europy przed zagrożeniem irańskim. Nigdy nie miała żadnego ukrytego celu antyrosyjskiego. Dziś mamy odmienną ocenę możliwości irańskich oraz inne sposoby odpowiedzi na nie ze strony amerykańskiej, więc administracja Obamy zmienia taktykę.

Pan kiedyś w rozmowie ze mną powiedział, że tarcza Busha to próba reagowania niesprawdzonymi narzędziami na nieistniejące zagrożenie. Obama mówi jednak, że ono istnieje, tylko chce z nim inaczej walczyć.

- To podstawowa różnica - kiedy to zagrożenie ma być. Bush chciał odpowiadać na zagrożenie rakietami dalekiego zasięgu, których na razie Iran nie ma. Obama koncentruje się na tym, co jest ewentualnie bliskie - czyli zagrożeniu dla Europy rakietami krótkiego zasięgu.

Tak czy owak umowa Polski z USA sprzed roku idzie do kosza. Czy to powinno Polskę martwić?

- Ta zmiana nie ma nic wspólnego np. ze stosunkiem USA do Polski. Oczywiście, jeśli w Polsce nie będzie ostatecznie żołnierzy amerykańskich, to polska ocena tego całego przedsięwzięcia się zmieni. Ale z moich rozmów wynika, że choć USA nie są do tego zobowiązane, to chcą wywiązać się z tego, na czym Polsce zależy. Jeśli Ameryka wyśle do obrony Polski baterię patriotów, to uważam, że to powinno Polskę satysfakcjonować.

Osobna kwestia to data ogłoszenia decyzji Obamy - 17 września Polakom nie może się dobrze kojarzyć. To oczywista niezręczność, ale bez fundamentalnego znaczenia.

Czy Obama, jak mówi opozycja w Waszyngtonie, zmienił strategię Busha z powodu Rosji? Czy to oddanie pola albo gest w kierunku Kremla?

- Nawet, jeśli to prawda, to czy to powinno niepokoić, na przykład Polskę? Czy Polsce powinno zależeć, by stosunki amerykańsko - rosyjskie były złe? Ja sądzę dokładnie odwrotnie. To robienie z tarczy projektu antyrosyjskiego daje Rosjanom argument, pomaga im w robieniu z tej sprawy większego kłopotu dla Ameryki.

Czy zgadza się pan z opiniami, wyrażonymi np. w lipcowym liście byłych prezydentów, że narastają fundamentalne problemy między USA a Europą Środkową?

- Nie po stronie amerykańskiej. Są, jak powiedziałem, niezręczności, jak ta data 17 września, jak spory kogo wysłać z Waszyngtonu na 70. Rocznicę wybuchu II wojny do Polski. Ale to są wpadki biurokratów, niewiele więcej. Nie można mówić, że nagle za Obamy USA przestają sie zajmowac Europa Środkową. USA zawsze od końca Zimnej Wojny miała politykę europejską, Polska i inne kraje regionu, jako cześć Europy, były tylko częścią tej polityki.

Sedno sprawy polega na tym, że w ostatnich latach Polska i Czechy odmiennie niż Waszyngton rozumiały znaczenie projektu tarczy. Dla Ameryki była to współpraca z sojusznikami przeciw wspólnemu możliwemu zagrożeniu - w tym wypadku irańskiemu. A dla części przywódców Polski i Czech był to bardzo ważny projekt strategiczny, obronny - w pewnym sensie pod kątem Rosji. Dla USA nigdy tak nie było.

Ale nawet dziś Obama, mówiąc o tarczy, wspomniał o artykule V NATO i o tym, że "atak na jednego sojusznika byłby atakiem na wszystkich". Czyli jakoś bierze pod uwagę tą polską czy czeską wrażliwość...

- I to trzeba podkreślać, a nie wyrażać przesadne niezadowolenie, zawód, a może nawet oburzenie. To tylko byłoby Rosjanom na rękę. Być może, paradoksalnie, fakt, że w Polsce nie będzie tarczy, a Amerykanie wywiążą się ze swych zobowiązań w sprawie patriotów, to najlepszy dla Polski scenariusz.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':