Ważne jest teraz to, jak
Rosja zareaguje na krok Baracka Obamy. Moskwa w żadnym wypadku nie powinna bić w triumfalne bębny i ogłaszać, że to rezultat jej ofensywy politycznej, że to nasz wielki sukces. W ten sposób tylko rozdrażnilibyśmy amerykańskich partnerów i zniweczyli ewentualny pozytywny efekt kroku Obamy. Zamiast tego powinniśmy powtarzać, że nowy prezydent
USA podjął słuszną decyzję, po prostu chwalić go za rozsądny krok. Jeśli mówię o "pozytywnym efekcie", to mam na myśli przede wszystkim to, że weszliśmy chyba na prostą drogę do tego, by nowy układ amerykańsko-rosyjski o ograniczeniu broni strategicznych (START) był w grudniu gotowy na czas. Dla nas ważne są jeszcze dwie inne rzeczy. Po pierwsze, Amerykanie rezygnując z budowy tarczy w Polsce, muszą jakoś zrekompensować Polakom to, że ich rozczarowali, dać im inne gwarancje bezpieczeństwa. Jeśli będą to obiecywane baterie rakiet przeciwlotniczych Patriot, Moskwa jakoś to przełknie. A może będzie to inny ważny obiekt strategiczny? Nie myślę o bazie wojsk USA, bo to dziś raczej niemożliwe, ale kto wie. Po drugie, teraz Waszyngton będzie się spodziewał jakichś pozytywnych kroków ze strony Rosji, choćby poparcia w sprawie Iranu. Bardzo bym nie chciał, by odpowiedź Moskwy była złośliwym rewanżem za to, co USA zrobiły nam osiem lat temu. W 2001 r. Rosja poparła wojnę George'a Busha z terroryzmem, spodziewając się właśnie odpowiedniego rewanżu. A Amerykanie tylko nam podziękowali, przyjmując, że walka z terroryzmem to wspólny obowiązek, i niczym się nie odwdzięczyli. Byłoby źle, gdyby teraz Rosja też poprzestała tylko na zdawkowym "spasibo".