Sesję nagraniową w przepięknej sali Concertgebouw w Amsterdamie rozpocząłeś 30 czerwca 2009 roku, czyli w dniu twoich 24. urodzin. To dobry znak? - Orkiestra przywitała mnie fanfarami, rodzajem triumfalnego marsza, który grają, gdy któryś z muzyków obchodzi urodziny. To była bardzo miła inauguracja naszej pracy.
Kto zadecydował o nagraniu Koncertów Chopina: ty czy wytwórnia Deutsche Grammophon? - To była moja propozycja, która od początku spodobała się ludziom z Deutsche Grammophon, bo jak wiadomo, rok 2010 stać będzie pod znakiem muzyki Fryderyka Chopina. Pierwsze rozmowy prowadziliśmy już w maju 2006 roku w Hamburgu, jeszcze przed nagraniem mojej pierwszej płyty z Preludiami. Już wtedy wstępnie nakreśliliśmy plan, który polegał na tym, że przez najbliższe trzy lata miałem grać z różnymi orkiestrami i dyrygentami, szukając odpowiednich partnerów do nagrania. Ostateczną decyzję uzależnialiśmy do tego, z kim mi się będzie dobrze grało.
I zdecydowałeś, że będzie to Jerzy Semkow i Królewska Orkiestra Concertgebouw z Amsterdamu. Kogo jeszcze brałeś pod uwagę? - Grając przez trzy lata z różnymi orkiestrami i dyrygentami, wyrabiałem sobie opinię i od mniej więcej roku byłem już przekonany, że powinien to być polski dyrygent, artysta, który odda właściwą aurę Chopinowskich partytur i poprowadzi orkiestrę tak, by podążała za moją interpretacją. Po moim pierwszym zetknięciu z Orkiestrą Concertgebouw w rozmowach z DG padło nazwisko Semkowa. Musiałem trochę poczekać, sprawdzano bowiem, czy dyrygent ten będzie odpowiedni dla orkiestry. Dla orkiestry współpraca z Semkowem okazała się wielkim przeżyciem, instrumentaliści respektowali jego pomysły i uwagi. Gdy na przykład dyrygent poprosił ich o wyeksponowanie w pierwszych częściach koncertów partii instrumentów dętych, byli zachwyceni.
Jak układała ci się współpraca z dyrygentem? Od kiedy zaczęliście wspólnie pracować nad tymi interpretacjami? - Pierwsze spotkania odbyłem z maestro Semkowem w Polsce stosunkowo wcześnie - kilka miesięcy przed nagraniem. To ważne, pozwoliło bowiem, by interpretacja w nas okrzepła. Mieliśmy czas na szczegółowe omówienie każdej części koncertów, Jerzy Semkow bardzo skrupulatnie notował moje pomysły dotyczące agogiki, dynamiki, kolorystki, skrzętnie nanosił je na partyturę. Podczas kolejnych spotkań potwierdzaliśmy nasze ustalenia, czasami coś jeszcze zmieniając.
Czy muzycy tak znakomitej orkiestry mieli wpływ na koncepcję nagrania, czy też całkowicie podporządkowywali się dyrygentowi i soliście? - Raczej się podporządkowali, choć na początku przedstawiali swoje opinie, których chętnie słuchaliśmy. Znalazłem się w komfortowej sytuacji, czułem, że orkiestra podąża za moimi intencjami. Byłem zafascynowany barwą tej orkiestry, i to zarówno w pełnym tutti, w forte, jak i tam, gdzie grali pianissimo. Amsterdamska orkiestra słynie z pięknej, aksamitnej barwy smyczków, ale i instrumenty dęte mają wspaniałe. A Semkow lubił je eksponować. Widziałem, że sami muzycy wręcz rwali się do tego, by podjąć ze mną dialog.
Wiemy, że uwielbiasz Krystiana Zimermana, który dziesięć lat temu nagrał Koncerty Chopina z Polską Orkiestrą Festiwalową. Jego interpretacja była wręcz kameralna. Twoja, przeciwnie, jest bardzo symfoniczna. Co przejąłeś od Zimermana? A może inspirowałeś się innymi wykonaniami? - Trudno powiedzieć. Interpretacja Krystiana Zimermana z 1999 roku jest bardzo indywidualna, niepowtarzalna, dziś już legendarna. Stanowi ogromną inspirację dla wielu orkiestr, dyrygentów i pianistów. Pamiętam, gdy wykonywałem Koncert e-moll Chopina w Tonhalle w Zurychu, dyrygent David Zinman wręcz sugerował instrumentalistom, by posłuchali pomysłów Zimermana, by uczulili się na uwypuklenie określonych instrumentów, na kameralne traktowanie orkiestry. Widzę, że niektórzy dyrygenci są wręcz zafascynowani tą płytą. Znam ją doskonale, podobnie jak i wiele innych wykonań Koncertów Chopina z Zimermanem, pochodzących z okresu po Konkursie w 1975 roku. Być może moja interpretacja jest bardziej młodzieńcza w porównaniu z tym, co zrobił Zimerman w 1999 roku, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, np. w sposobie przekazywania emocji.
Ja wciąż poszukuję własnego stylu. Swego czasu silną inspirację stanowiła dla mnie pianistyka Artura Rubinsteina, zwłaszcza jego myślenie o ostatnich częściach jako o tańcach ludowych, w których tak bardzo eksponował rytm. Lubię też nagrania Koncertów Marty Argerich, kiedy słyszę w nich jej wybuchowy temperament. Mam też piękne nagranie Claudia Arrau, który gra z London Philharmonic Orchestra.
Podpisałeś kontrakt na kolejne trzy płyty. Czy możesz powiedzieć, co chciałbyś nagrać? Wspominałeś kiedyś o Szymanowskim i Debussym. - Mogę jedynie zdradzić, że kolejna płyta będzie recitalem solowym, nie chopinowskim. Zupełnie inna estetyka, inny styl, także mi bliski. Większość repertuaru jest już gotowa.
A jak ci idzie studiowanie filozofii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu? - To miła odskocznia od muzyki, od fortepianu, choć bardzo wzbogacająca to, czym się na co dzień zajmuję. Fascynują mnie
lektury, które muszę czytać. Zabieram je w
podróże. Interesuje mnie coraz bardziej filozofia muzyki, teksty Romana Ingardena czy prof. Władysława Stróżewskiego. Ostatnio jestem pod wielkim wrażeniem jego "Dialektyki twórczości", podejmującej problem interpretacji, nie tylko w odniesieniu do dzieł muzycznych, ale także do innych dziedzin sztuki. Nie wykluczam, że pracę, którą będę w przyszłości pisał, poświęcę interpretacji i roli artysty w odczytania dzieła
Nadchodzi Rok Chopinowski. Czy kalendarz koncertowy masz już wypełniony?
Tak, i to od dawna - trudno cokolwiek do niego dołożyć, dlatego tak ważne było dla mnie, by zarejestrować płytę stosunkowo wcześnie, by pozostały czas poświęcić wyłącznie na granie. W 2010 roku dam wiele koncertów w Europie, w Stanach Zjednoczonych i w Japonii. Zagram na trzech kontynentach! Myślę też o kolejnych sezonach, przygotowuję repertuar na Rok Lisztowski w 2011 (200. rocznica urodzin). Z Koncertami Liszta wyruszę w tournée po Ameryce z Orkiestrą Filadelfijską pod dyrekcją Charles'a Dutoit. Czekam na nie z niecierpliwością, zwłaszcza że z Dutoit miałem przyjemność grać Chopina i współpracowało nam się znakomicie.