Komandosi z elitarnego oddziału "Densus 88" wytropili 41-letniego Nurdina Muhammeda Topa w środowy wieczór w miasteczku Solo w środkowej części wyspy Jawa, twierdzy dżihadystów. Top, który w 2005 r. ogłosił się szefem Al-Kaidy w całej Azji Południowo-Wschodniej, nie posłuchał wezwań do poddania się i po całonocnym oblężeniu o świcie zginął od kul komandosów wraz z trzema towarzyszami. Policja twierdzi, że odciski palców jednego z zabitych potwierdziły tożsamość Topa. Wszelkie wątpliwości mają rozwiać badania DNA.
Indonezyjska
policja już raz pochowała Topa. W sierpniu ogłoszono, że terrorysta zginął w strzelaninie z komandosami z "Densus 88". Okazało się jednak, że wtedy śmierć poniósł nie Top, lecz jeden z jego towarzyszy, pracownik Marriotta w Dżakarcie, który pomagał organizować zamachy na stołeczne hotele.
Top oskarżany był o organizację prawie wszystkich zamachów w Indonezji - od zamachu samobójczego na Bali w 2002 r., gdzie zginęło ponad 200 osób, w tym dziennikarka "Gazety Wyborczej" Beata Pawlak, po ataki na ambasadę Australii w Dżakarcie w 2004 r. i stołeczne hotele Marriott i Ritz-Carlton w 2005 r.
Zanim został jednym z przywódców światowego dżihadu, zarabiał na życie w rodzinnej Malezji jako buchalter i nauczyciel matematyki. Kiedy po 11 września 2001 r. sprzymierzone z
USA malezyjskie władze rozpoczęły obławę na rodzimych wyznawców dżihadu, Top wraz z Azaharim Husinem uciekł do Indonezji. Przystali tam do ugrupowania muzułmańskich fanatyków Dżemaja Islamija nawołującego do obalenia świeckich rządów w Indonezji, Malezji, Brunei, Singapurze i południowych Filipinach i utworzeniu tam kalifatu rządzącego się prawami Koranu.
W 2003 r. Top i Azahari uznali innych przywódców Dżemai Islamii za niewystarczająco radykalnych i dokonali rozłamu w tej organizacji, zakładając własną partię uzurpującą sobie prawo do reprezentowania Al-Kaidy w całej Azji Południowo-Wschodniej.
Przyjazne USA władze indonezyjskie stłumiły rebelię Al-Kaidy. W 2005 r. komandosi z "Densus 88" zabili Azahariego, w zeszłym roku straconych został trzech organizatorów zamachów na Bali, a sam Top musiał się ukrywać.
- To był najgroźniejszy terrorysta w całej Azji Południowo-Wschodniej - uważa Jim Della-Giacoma z International Crises Group. - Ale jego śmierć nie oznacza, że terroryzm otrzymał śmiertelny cios.
Rajdy komandosów i naloty bezzałogowych samolotów stają się ostatnio coraz skuteczniejszym orężem w walce z dżihadystami. W zeszłym tygodniu w wyniku rajdu amerykańskich śmigłowców i komandosów w południowej Somalii zginął poszukiwany od dawna Saleh Ali Saleh Nabhan uchodzący za szefa tamtejszej Al-Kaidy.
Niemal w tym samym czasie w Pakistanie rakieta odpalona z amerykańskiego samolotu bezzałogowego Predator zabiła Nazimuddina "Jahję" Dżalałowa, jednego z przywódców dżihadystów z Uzbekistanu, uważanego za druha Osamy ben Ladena. Tydzień wcześniej w podobnym nalocie na afgańsko-pakistańskim pograniczu zginął Iljas Kaszmiri uważany za wojskowego dowódcę pakistańskiej Al-Kaidy.
Polując na przywódców i komendantów Al-Kaidy, Amerykanie dokonali ponad 50 powietrznych rajdów na pakistańskie wioski. W sierpniu w wyniku jednego z nich zginął emir pakistańskich talibów Bajtullah Mehsud. Mniejszy rozgłos towarzyszy rajdom amerykańskich komandosów. W ciągu ostatnich trzech lat doszło do nich m.in. w Pakistanie, Syrii i Madagaskarze, gdzie wytropiono komendantów Al-Kaidy.