Jak husyci, "przeciwko wszystkim", musieli walczyć czescy zwolennicy amerykańskiego radaru w Brdach. Przegrali wiele bitew, przeciwna radarowi była większość Czechów, podpisane umowy z Waszyngtonem w sprawie bazy nie miały szans na zdobycie poparcia w Sejmie i były prawicowy rząd Mirka Topolanka musiał wiosną wycofać się z głosowania nad ich ratyfikacją.
Zwolennicy radaru nie zawiesili jednak broni i latem przypuścili ostatni atak - napisali list do prezydenta Baracka Obamy, by nie rezygnował z tarczy w Europie i nie ustępował Rosji. Swoje podpisy złożyli pod nim były prezydent Vaclav Havel, szef dyplomacji w rządzie Topolanka Karl Schwarzenberg, były wicepremier w tym samym gabinecie Aleksander Vondra i wielu innych byłych polityków z Europy Środkowo-Wschodniej. Wczoraj ostatecznie przegrali walkę.
Jako pierwszy decyzję administracji Obamy poznał premier Jan Fischer, do którego w czwartek tuż po północy zadzwonił prezydent
USA. Praga od rana nie ukrywała tego, co się stało - o rozmowie Obamy z Fischerem i amerykańskiej decyzji mówił m.in. rzecznik rządu. W południu na konferencji prasowej potwierdził to sam premier, który stoi na czele gabinetu fachowców. Powstał on po upadku rządu Topolanka w połowie czeskiego przewodnictwa Unii Europejskiej dzięki porozumieniu socjaldemokratów i konserwatystów z ODS Topolanka.
Sam Topolanek, główny architekt umów z USA ws. tarczy, nie krył wczoraj rozczarowania. - Amerykańska decyzja oznacza, że wróciliśmy do roli, którą znamy w Europie Środkowej w ostatnich 100 latach. Znów nie mamy pewnych sojuszników i nie jesteśmy pewni swego bezpieczeństwa. Jest to zagrożenie i ja tak to czuję - stwierdził były premier w rozmowie z Czeskim Radiem.
Trochę spokojniej zareagował Schwarzenberg: - To część amerykańskiej strategii, bo Waszyngton szuka możliwości porozumienia z Rosją i kompromisu z Iranem.
Prezydent Vaclav Klaus, który nie był gorącym zwolennikiem tarczy, odmówił komentarza.
- Politycy tacy jak Schwarzenberg, Havel i Topolanek powinni zastanowić się nad sobą, nad tym, w jaką awanturę wciągnęli nasz kraj - atakował szef socjaldemokratów Jirzi Paroubek, który chciałby przekierować czeską politykę zagraniczną na współpracę z Moskwą. - Jestem szczęśliwy, że rozwój wydarzeń przyznał nam rację. To, co mówiłem już trzy lata temu, spełniło się - nie ma powodu, by elementy tarczy znalazły się w Czechach, bo niebezpieczeństwa ze strony Iranu nie ma. Amerykańska decyzja jest zwycięstwem czeskich obywateli.
- To bardzo dobra wiadomość dla wszystkich, którzy zwalczali bazę radaru i chcieli referendum w tej sprawie - powiedziała agencji CzTK posłanka komunistów Sona Markova. A działacze ruchu "Nie dla tarczy" uznali, że to ich protesty odwiodły Amerykanów od budowy radaru w Czechach.
Praga liczy teraz na to, że Waszyngton dotrzyma umów o współpracy naukowo-badawczej podpisanych przy okazji negocjacji o tarczy. Przepadną za to setki milionów koron, które gabinet Topolanka zainwestował już w budowę infrastruktury w Brdach.