http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Róża urosła. Dbali o nią

Ewa Mikulec, Poznań
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-16 19:31

Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi - decyzją sądu odebrano noworodka w szóstym dniu życia. Teraz dziewczynka wróciła do biologicznych rodziców
Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi - decyzją sądu odebrano noworodka w szóstym dniu życia. Teraz dziewczynka wróciła do biologicznych rodziców
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Po dwóch miesiącach oddano biologicznym rodzicom noworodka z Błot Wielkich, o którym głośno w całej Polsce

Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi - decyzją sądu odebrano noworodka w szóstym dniu życia. Teraz dziewczynka wróciła do biologicznych rodziców
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i...
Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi - decyzją sądu odebrano noworodka w szóstym dniu życia. Teraz dziewczynka wróciła do biologicznych rodziców
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja G
Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i...
- Wierzyć mi się nie chce - mówiła wczoraj szczęśliwa Wioletta Woźna, mama Róży. - Jak ona urosła, jaka grubiutka, fałdki ma wszędzie. Widać, że o nią dbali.

Spotkanie z rodziną zastępczą i przekazanie dziecka odbyło się za zamkniętymi drzwiami w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Szamotułach. Zanim Władysław Szwak wyszedł z pokoju, niosąc Różę, minęła prawie godzina. Wioletcie Woźnej dano Różę do karmienia.

O rodzinie z Błot Wielkich w Wielkopolsce piszemy od sześciu tygodni. W lipcu sąd w Szamotułach sześć dni po porodzie odebrał rodzicom noworodka. Podpierając się opinią kuratorki i szpitala, uzasadnił decyzję bałaganem w domu i nieporadnością rodziców.

Rodziny bronili rzecznik praw dziecka, miejscowy proboszcz i opieka społeczna oraz 300 sąsiadów. We wtorek sąd zmienił postanowienie. Róża ma wrócić do biologicznych rodziców. Jednak decyzja jest tymczasowa. Sąd nadal będzie prowadził postępowanie o odebranie Woźnej i Szwakowi praw rodzicielskich. - Jeśli okaże się, że poprawa jest chwilowym zrywem, wówczas konieczna będzie kolejna ingerencja ze strony sądu - powiedziała sędzia Jolanta Biniak.

Rodzice z Różą wrócili wczoraj do domu w Błotach Wielkich. - Rodzeństwo [trójka dzieci] nie mogło się doczekać - mówi Krystyna Przybylak, opiekunka z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach.

- Znów chce mi się żartować. Będziemy z mamusią chyba tańczyć z radości - powiedział Władysław Szwak przed wejściem do domu. Ale też dodał: - My są szczęśliwi, ale druga strona jest biedna. Żal mi było tych rodziców zastępczych, oboje płakali. To tragedia dla nas i dla nich.

Rodzice zastępczy obiecali, że będą odwiedzać Różę.

Po tekstach "Gazety" wielu ludzi chciało pomóc Szwakom. Przy Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu utworzono konto. Wpłynęło już na nie ponad 15 tys. zł. Remont domu w Błotach Wielkich ruszył. Doprowadzono wodę z kuchni do łazienki, rozprowadzono instalacje: wodną, kanalizacyjną i elektryczną.



NIK o pomocy rodzinie

W ubiegłym roku Izba skontrolowała 40 placówek: miejskich ośrodków pomocy rodzinie i centrów powiatowych. Tylko siedem pracuje dobrze.

Zastrzeżenia NIK? Brak współpracy między sądami rodzinnymi a miejskimi ośrodkami pomocy rodzinie i centrami powiatowymi, przez co sądy w 70 proc. przypadków decydują bez uwzględniania opinii tych instytucji. Efekt? Rodzicami zastępczymi zostawały osoby karane, a nawet takie, które kiedyś porzuciły własne dzieci.

Okazało się też, że ośrodki i centra pomocy rodzinie nie zawsze monitorują sytuację dzieci przebywających w rodzinach zastępczych, a jeśli już, to często nie powiadamiają sądów o nieprawidłowościach.

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej w rządzie PiS, mówi: - Tak, sądy rodzinne nie działają, jak należy. Zbyt wiele dzieci ma nieuregulowaną sytuację prawną. Z przepisów wynika, że co pół roku sędziowie powinni sprawdzać, czy ich decyzja o ograniczeniu praw rodzicielskich jest zasadna, i w razie potrzeby ją weryfikować. Niestety, nie robią tego. Z tego powodu dzieci latami siedzą w domach dziecka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':