- Wierzyć mi się nie chce - mówiła wczoraj szczęśliwa Wioletta Woźna, mama Róży. - Jak ona urosła, jaka grubiutka, fałdki ma wszędzie. Widać, że o nią dbali.
Spotkanie z rodziną zastępczą i przekazanie dziecka odbyło się za zamkniętymi drzwiami w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Szamotułach. Zanim Władysław Szwak wyszedł z pokoju, niosąc Różę, minęła prawie godzina. Wioletcie Woźnej dano Różę do karmienia.
O rodzinie z Błot Wielkich w Wielkopolsce piszemy od sześciu tygodni. W lipcu sąd w Szamotułach sześć dni po porodzie odebrał rodzicom noworodka. Podpierając się opinią kuratorki i szpitala, uzasadnił decyzję bałaganem w domu i nieporadnością rodziców.
Rodziny bronili rzecznik praw dziecka, miejscowy proboszcz i opieka społeczna oraz 300 sąsiadów. We wtorek sąd zmienił postanowienie. Róża ma wrócić do biologicznych rodziców. Jednak decyzja jest tymczasowa. Sąd nadal będzie prowadził postępowanie o odebranie Woźnej i Szwakowi praw rodzicielskich. - Jeśli okaże się, że poprawa jest chwilowym zrywem, wówczas konieczna będzie kolejna ingerencja ze strony sądu - powiedziała sędzia Jolanta Biniak.
Rodzice z Różą wrócili wczoraj do domu w Błotach Wielkich. - Rodzeństwo [trójka dzieci] nie mogło się doczekać - mówi Krystyna Przybylak, opiekunka z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach.
- Znów chce mi się żartować. Będziemy z mamusią chyba tańczyć z radości - powiedział Władysław Szwak przed wejściem do domu. Ale też dodał: - My są szczęśliwi, ale druga strona jest biedna. Żal mi było tych rodziców zastępczych, oboje płakali. To tragedia dla nas i dla nich.
Rodzice zastępczy obiecali, że będą odwiedzać Różę.
Po tekstach "Gazety" wielu ludzi chciało pomóc Szwakom. Przy Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu utworzono konto. Wpłynęło już na nie ponad 15 tys. zł. Remont domu w Błotach Wielkich ruszył. Doprowadzono wodę z kuchni do łazienki, rozprowadzono instalacje: wodną, kanalizacyjną i elektryczną.
NIK o pomocy rodzinie W ubiegłym roku Izba skontrolowała 40 placówek: miejskich ośrodków pomocy rodzinie i centrów powiatowych. Tylko siedem pracuje dobrze.
Zastrzeżenia NIK? Brak współpracy między sądami rodzinnymi a miejskimi ośrodkami pomocy rodzinie i centrami powiatowymi, przez co sądy w 70 proc. przypadków decydują bez uwzględniania opinii tych instytucji. Efekt? Rodzicami zastępczymi zostawały osoby karane, a nawet takie, które kiedyś porzuciły własne dzieci.
Okazało się też, że ośrodki i centra pomocy rodzinie nie zawsze monitorują sytuację dzieci przebywających w rodzinach zastępczych, a jeśli już, to często nie powiadamiają sądów o nieprawidłowościach.
Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy i polityki społecznej w rządzie
PiS, mówi: - Tak, sądy rodzinne nie działają, jak należy. Zbyt wiele dzieci ma nieuregulowaną sytuację prawną. Z przepisów wynika, że co pół roku sędziowie powinni sprawdzać, czy ich decyzja o ograniczeniu praw rodzicielskich jest zasadna, i w razie potrzeby ją weryfikować. Niestety, nie robią tego. Z tego powodu dzieci latami siedzą w domach dziecka.