http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Karzaj zwycięzcą w pierwszej turze

Wojciech Jagielski
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-16 19:15

Prezydent Hamid Karzaj wygrał sierpniowe wybory w Afganistanie z blisko 55-proc. poparciem - wynika z ogłoszonych wczoraj wstępnych wyników. Ale przez oszustwa może stracić wiele głosów i być może potrzebna będzie dogrywka.

Hamid Karzaj
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Hamid Karzaj
Według Niezależnej Komisji Wyborczej (niezależnej głównie z nazwy, bo jej szef jeszcze do niedawna był urzędnikiem u Karzaja) obecny prezydent dostał 54,6 proc. głosów, a jego główny rywal i były minister dyplomacji dr Abdullah - 27,7 proc. - To tylko wstępne wyniki, a ostateczne poznamy, dopiero gdy rozpatrzone zostaną wszystkie wyborcze skargi - przyznała Komisja.

Rozpatrywaniem skarg zajmuje się nadzorowana przez ONZ Komisja Wyborczych Zażaleń kierowana przez kanadyjskiego dyplomatę Granta Grippena. I to ona ostatecznie zadecyduje, kto będzie zwycięzcą. Na razie Komisja nakazała ponowne przeliczenie ponad dziesiątej części głosów, a już unieważniła te oddane w 83 lokalach wyborczych.

Zastępczyni szefa wyborczych obserwatorów z Unii Europejskiej Dimitra Ioannou oznajmiła wczoraj, że należałoby unieważnić aż jedną czwartą wszystkich głosów, z czego ponad 1 mln oddanych na Karzaja i ok. 300 tys. na Abdullaha. Gdyby tak się stało, Karzaj i tak okazałaby się zwycięzcą, ale do wygranej już w pierwszej rundzie zabrakłoby mu wymaganej większości ponad połowy głosów.

W takim wypadku konieczne stałoby się rozegranie dogrywki między Karzajem a Abdullahem. Domaga się tego Abdullah, który nie chce uznać wyników podanych wczoraj przez komisje wyborczą. Twierdzi, że wobec ogromu oszustw, jakich dopuścili się urzędnicy Karzaja, druga runda wydaje się jedynym uczciwym sposobem wyłonienia zwycięzcy.

Problem w tym, że nie wiadomo, kiedy udałoby się ją zorganizować. Ponowne liczenie głosów i rozpatrzenie wyborczych skarg może zająć całe tygodnie, a już pod koniec października w górzystym Afganistanie zaczyna się powoli zima, która z powodów logistycznych uniemożliwi jakiekolwiek wybory.

Czekanie z drugą rundą do wiosny grozi zaś przewlekłym i niebezpiecznym kryzysem politycznym i konstytucyjnym, który utrudniłby wojskom zachodniej koalicji i wspieranym przez nie władzom w Kabulu prowadzenie wojny przeciwko talibom. Wątpliwe też, by po rozczarowującym doświadczeniu z sierpniowymi wyborami Afgańczycy ponownie chcieli wziąć udział w nich udział. Według wstępnych szacunków komisji wyborczej frekwencja wyniosła ok. 40 proc. Zdaniem dziennikarzy i zachodnich dyplomatów zastrzegających sobie anonimowość została jednak zawyżona, a naprawdę sięgała 20-30 proc.

Gdyby wyborów nie udało się rozstrzygnąć w sposób zachodni poprzez powszechne głosowanie, pozostawałaby tradycyjna afgańska metoda - zwołanie Loja Dżirgi, wielkiej rady plemiennej starszyzny, przywódców politycznych, duchowych i wojskowych, którzy dokonaliby wyboru władcy. Nad takim rozwiązaniem zastanawiali się już wiosną przywódcy zachodniej koalicji, obawiając się, czy wobec nasilających się ataków talibów wybory w ogóle uda się przeprowadzić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':