W książce "Witkacego portret wielokrotny", którą pan właśnie wydał, Witkacy jawi się jako postać niezwykle tajemnicza. Choćby jego śmierć, której 70. rocznicę obchodzimy w piątek. Wiadomo, gdzie popełnił samobójstwo, wiadomo, gdzie go pochowano, ale wiadomo też, że na cmentarzu w Zakopanem zamiast niego leży w grobowcu rodzinnym jakaś młoda kobieta. - To długa historia. Witkacy opuścił Warszawę we wtorek 5 września 1939 roku razem z Czesławą Oknińską-Korzeniowską, z którą od 1929 roku łączył go burzliwy romans. Prawdopodobnie 14 września dotarli do wsi Jeziory na Polesiu i zatrzymali się u jego przyjaciela z carskiego wojska - Walentego Ziemlańskiego.
Około południa 17 września
radio podało wiadomość o wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie. Następnego ranka Witkacy zdecydował, że popełnią razem samobójstwo. Powiedział: "To dziś".
Ogolił się i wyszli do pobliskiego lasu, gdzie znaleźli duży dąb. Pod nim Witkacy rozpuścił w garnuszku z wodą tabletki luminalu i cybalginy. Zawartość wypiła Czesława, on zaś zażył pastylki efedryny na pobudzenie krążenia krwi. Ona, zasypiając, widziała jeszcze, że Witkacy podcina sobie żyletką żyły, najpierw na przegubie lewej ręki, potem na prawej nodze, a ponieważ krew nie płynęła, przecina obie tętnice na szyi.
Czesława budzi się po jakimś czasie, ma torsje i ponownie traci przytomność. Odnajdują ich mieszkańcy Jezior wysłani na poszukiwanie przez Ziemlańskiego. Witkacego pochowano nazajutrz na małym prawosławnym cmentarzyku nad jeziorem. Nadal nieprzytomna Czesława nie mogła uczestniczyć w pogrzebie, ale brali w nim udział liczni mieszkańcy Jezior, żyjący jeszcze w latach 80. i 90., którzy dobrze zapamiętali to dramatyczne wydarzenie.
Co się później działo z Czesławą? - Opuściła Jeziory 24 września, polecając miejscowemu kowalowi, aby na krzyżu postawionym na mogile Witkacego umieścił miedzianą tabliczkę z jego imionami i nazwiskiem oraz datą urodzin i śmierci.
Powróciła do Warszawy i zdała relację z tego, co się wydarzyło, przyjacielowi Witkacego - Mieczysławowi Choynowskiemu, który w 1985 roku opublikował ją w paryskiej "Kulturze".
Niedoszłe samobójstwo oraz pobyt w obozach koncentracyjnych, m.in. Ravensbrück i Mauthausen, do których została wywieziona po Powstaniu Warszawskim, odcisnęły piętno na jej psychice.
Po wojnie pracowała w Instytucie Wydawniczym PAX, gdzie była m.in. sekretarką dyrektorki Janiny Kolendo. Zmarła w grudniu 1975 roku. Niedługo przed śmiercią spisała swe wspomnienia z roku 1939, a pani Kolendo, za moją radą, opublikowała je w "Kierunkach".
Kiedy powstał pomysł sprowadzenia zwłok Witkacego? - Już w 1946 roku zawiązał się komitet, który zamierzał pochować Witkacego na Pęksowym Brzyzku, starym cmentarzu w Zakopanem, gdzie są groby jego rodziców. Nie udało się do tego doprowadzić z powodów politycznych. Ekshumacja z terenów zaanektowanych dopiero co przez ZSRR wymagałaby zgody najwyższych władz. W połowie lat 70. podobne starania podjął Włodzimierz Ziemlański, któremu ojciec zlecił to na łożu śmierci. Ziemlański pisał w tej sprawie do różnych instytucji, ale spotykał się z milczeniem albo odmową.
Zwrócił się też do Jarosława Iwaszkiewicza, który w liście z maja 1979 roku zapewnił go, że "sprawa ta leży na sercu nie tylko mnie, ale całemu Związkowi Literatów Polskich", ale "natrafia ona jednak zawsze na przeszkody trudne do przezwyciężenia".
Istotną rolę w tej sprawie odegrali państwo Stefan i Maria Flukowscy, którzy po wojnie opiekowali się Jadwigą Witkiewiczową, schorowaną, pozbawioną
mieszkania i środków do życia. Po jej śmierci (grudzień 1968) postarali się, by miejsce pochówku Witkacego zostało upamiętnione. Zwrócili się o pomoc do radzieckiego generała Samijła Molko, pochodzącego z Jezior, ale mieszkającego w Warszawie. Dzięki jego wstawiennictwu duży bazaltowy głaz położono w miejscu wskazanym przez żyjących świadków pogrzebu Witkacego.
Wyryto na nim napis w języku ukraińskim i polskim, podający zresztą błędnie, że urodził się on w Krakowie, a wiadomo, iż przyszedł na świat w Warszawie.
Dlaczego zatem, pomimo wieloletnich oporów, doszło do sławetnej ekshumacji z roku 1988? - Była ona rezultatem porozumienia, które gen. Jaruzelski zawarł z Gorbaczowem wiosną 1987 roku, wedle którego Rosjanie zgodzili się na sprowadzenie do Polski szczątków króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, oddanie części księgozbioru Ossolińskich znajdującego się we Lwowie i na ekshumację Witkacego.
W Ministerstwie Kultury i Sztuki powołano specjalny zespół, ale zabrakło w nim badaczy Witkacego, przede wszystkim Anny Micińskiej, która, dobrze znając różne jego dolegliwości i choroby, mogła pomóc w identyfikacji zwłok.
Nie było też w tym zespole Włodzimierza Ziemlańskiego, świadka pogrzebu Witkacego. Ekipie, która wyjechała do Jezior, przewodniczył wiceminister Kazimierz Molek. Był w niej także pisarz Wojciech Żukrowski. Dopiero w ostatniej chwili włączono doń, na jego usilną prośbę, krewnego pisarza Macieja Witkiewicza i Stefana Okołowicza jako posiadacza największej kolekcji fotografii Witkacego.
Przy ekshumacji, przeprowadzonej 11 kwietnia 1988 roku, ze strony polskiej byli tylko dwaj urzędnicy konsularni i Sławomir Anioł z Biura Opieki nad Grobami Obcokrajowców. Ukrainę reprezentowali deputowani, urzędnicy, biegły sądowy i prokurator.