http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co się stało z naszą kasą

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2009-09-15, ostatnia aktualizacja 2009-09-15 01:05

Pracownicy
HSW wkroczyli do budynku dyrekcji,
bo nie dostali pensji na czas
Pracownicy HSW wkroczyli do budynku dyrekcji, bo nie dostali pensji na czas
Fot. Krzysztof Koch / AG

Przez ostatni rok przeciętne miesięczne wynagrodzenie wzrosło o 3,9 proc. Ale nie ma się z czego cieszyć. Kryzys spowodował, że musieliśmy się zgodzić na obniżki, zabranie premii, a nawet pracę za darmo

Na początku roku ok. 2,5 tys. związkowców ze Stalowej Woli, Mielca i Krosna manifestowało w Rzeszowie. Przybyli oni do stolicy Podkarpacia, by zwrócić uwagę rządu na problem związany z kryzysem i monopolistycznym zachowaniem dystrybutorów energii elektrycznej. Związkowcy szturmowali rzeszowski zakład energetyczny
Fot. Krzysztof Koch / AG
Na początku roku ok. 2,5 tys. związkowców ze Stalowej Woli, Mielca i Krosna...

A jak ty odczułeś kryzys? Obcięli ci pensję, zabrali premię? Piszcie do nas: pytanieokryzys@gazeta.pl



Pensje w sektorze przedsiębiorstw w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosły z 3228,98 zł w lipcu 2008 do 3361,90 zł w lipcu 2009 - podał GUS. To wzrost o 3,9 proc.! Ale tak naprawdę cieszyć się nie ma z czego - twierdzą ekonomiści.

- To normalne, że wynagrodzenia rosną nawet w czasie spowolnienia gospodarczego - mówi Wiktor Wojciechowski, ekonomista z fundacji FOR Leszka Balcerowicza. - I to z kilku powodów, ale żaden nie skłania do nadmiernego optymizmu.

I wylicza:

- Po pierwsze, wzrost płac nie może nagle wyhamować do zera. Bardzo rzadko się zdarza, żeby wzrost pensji w całej gospodarce nawet w czasie kryzysu zaczął się zmniejszać w wielkościach absolutnych, tzn. spadł w skali roku np. o 3 proc.

- Po drugie, ten wzrost nie jest znaczący. W lipcu 2008 pensje rosły w rekordowym tempie - aż o 11,6 proc. rocznie. A teraz mamy niecałe 4 proc., mniej niż inflacja. Choć przeciętnie zarabiamy więcej, to stać nas na mniej.

- Po trzecie, te dane to średnia z wielu sektorów. A spowolnienie wzrostu wynagrodzeń nie następuje w różnych branżach w równym tempie. Np. w przemyśle w lipcu 2009 płace wzrosły o 4,2 proc. w skali roku, a w koksowniach i rafineriach - po wypłatach premii - aż o 51,5 proc.

- Po czwarte, te dane dotyczą jedynie przedsiębiorstw zatrudniających powyżej dziewięciu osób. Niewiele wiemy o tym, jak kształtują się płace w mikroprzedsiębiorstwach. A tam - w porównaniu do dużych firm - łatwiej utrzymać dotychczasowy, często zaniżany poziom wynagrodzeń, a resztę np. wypłacić pracownikowi pod stołem - podsumowuje Wojciechowski.

Mimo wzrostu średniej pensji w tym roku wielu pracowników nie mogło liczyć na podwyżkę. Wprost przeciwnie - często musieli stanąć przed wyborem: zwolnienie z pracy albo zgoda na obniżkę.

Część etatu zamiast zwolnienia

W białostockim Promotechu (produkcja urządzeń i narzędzi magnetycznych) brak zleceń na towary sprawił, że na początku roku zarząd firmy postanowił o połowę zmniejszyć pracownikom wymiar etatu. Później zwolnił 20 osób. W lipcu, gdy okazało się, że sytuacja finansowa zakładu - jak na warunki kryzysu - nie jest zła, zarząd dla większości pracowników zwiększył z powrotem etat do 0,8, a dla reszty - na pełen wymiar.

Nie chcemy pracować za darmo

Przez kilka miesięcy część załogi huty Małapanew w Ozimku (opolskie) w ramach walki z kryzysem wykorzystywała urlopy wypoczynkowe i pracowała cztery dni w tygodniu. W końcu przeprowadzono sondaż, czy pracownicy zgadzają się na czterodniowy tydzień pracy - piąty dzień miał być bezpłatny. Załoga się nie zgodziła. Wtedy właściciel huty podjął decyzję o zwolnieniu ok. 150 z 936-osobowej załogi. - Mamy 40-proc. spadek zamówień. Nie ma pracy dla wszystkich - tłumaczył Witold Jajszczok, dyrektor PR grupy kapitałowej Gwarant, do której należy ozimska huta. - Na dodatek prognozy dla branż, dla których produkujemy, m.in. okrętowej, są złe. Zarząd musiał podjąć działania, by nie popaść w tarapaty finansowe.

Płatne urlopy przymusowe

W fabryce autobusów MAN w Starachowicach (Świętokrzyskie) w lipcu zapowiedziano kolejną turę zwolnień. Miały objąć nawet 400 osób do końca tego roku. Powód: spadek zamówień na autobusy. Po negocjacjach ze związkami zawodowymi ustalono, że pracę straci tylko 180 osób. Ale nic za darmo - związki po konsultacjach z pracownikami - wyraziły zgodę na rezygnację z ok. 70 proc. premii rocznej. Te pieniądze pójdą na płatne urlopy przymusowe. Wyliczono bowiem, że zakład od września do końca roku musi mieć 18-dniowy przestój. - Ale mamy obietnicę, że do końca roku kolejnych zwolnień nie będzie - mówi nam Jan Seweryn z zakładowej "Solidarności". - Być może nastąpi następna zmiana organizacji pracy np. w magazynach, żeby redukcja objęła nie 180, tylko 140 osób. Ale daleko nam do optymizmu, bo prognozy produkcji na początek 2010 roku nadal są słabe.

Nie było nagród, ale uratowaliśmy koksownię!

Zakłady Koksownicze w Zdzieszowicach (Opolskie) zatrudniają 2,5 tys. osób i mocno odczuły skutki kryzysu. - W najtrudniejszym dla nas okresie załoga nie otrzymała ruchomej części wynagrodzenia - nagród zadaniowych. Około stu osób było na płatnych urlopach postojowych, za które płacimy ok. 75 proc. normalnego wynagrodzenia - mówi Czesław Sikorski, prezes Zakładów Koksowniczych. - Kolejne sto osób przeszło na wcześniejsze emerytury. Część została skierowana do prac remontowych, zastępując zewnętrzne serwisy. I udało się! Zapobiegliśmy zwolnieniom i wspólnie uratowaliśmy koksownię. Sprzedaliśmy część zapasów, zwiększamy produkcję do 80 proc. możliwości. Nie można powiedzieć, że jest już dobrze, ale widać poprawę na rynku koksu. Tyle że nie możemy być pewni, czy zapaść nie powróci.

Co dalej z tą pensją?

Wiktor Wojciechowski z FOR uważa, że mimo wszystko nasze średnie wynagrodzenie nadal będzie rosło, choć coraz wolniej. - Szacuję, że średni wzrost w tym roku wyniesie ok. 2 proc. - zapowiada. - Ale na pewno wzrost pensji taki, jaki był w latach 2007/08, szybko nie wróci. I dobrze, bo był niezdrowy. Pensje rosły znacznie szybciej niż wydajność pracowników. Takie zjawisko prowadzi do bankructwa albo do tego, że przedsiębiorca musi do wynagrodzeń dokładać.

Jego zdaniem zwolnienia pracowników, nawet bez spowolnienia gospodarczego, i tak były nie do uniknięcia. Przez rok kryzysu pracę straciło ok. 300 tys. Polaków. W tej chwili jest 1,7 mln bezrobotnych. Stopa bezrobocia wynosi 10,8 proc., a według minister pracy do końca roku może wzrosnąć do 12,5 proc. To oznacza, że kolejne 300 tys. osób może zostać zwolnionych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów