Wczoraj próby samobójczej dokonała kolejna pracownica France Telecom. Wzięła dużą dawkę leków nasennych, dowiedziawszy się, że zostanie przeniesiona do innego miasta. "Dzieje się to, czego się najbardziej obawialiśmy: samobójstwa stają się zaraźliwe. Od piątku naszym absolutnym priorytetem jest zrobić wszystko, by powstrzymać tę piekielną spiralę" - oświadczyło w komunikacie dla agencji AFP kierownictwo firmy.
W piątek właśnie Stephanie M., 32-latka, która w Paryżu zajmowała się odzyskiwaniem długów od klientów operatora komórkowego
Orange, rzuciła się z czwartego piętra budynku, w którym pracowała, i po kilku godzinach zmarła. Świadkami sceny byli jej koledzy z pracy.
Dyrekcja firmy tłumaczy, że kobieta była słabej konstrukcji psychicznej, że od dawna znajdowała się pod opieką psychologiczną, że dostosowano jej obowiązki do możliwości. Podobno na zebraniu, po którym Stephanie się zabiła, zapowiedziano jej jedynie zmianę szefa.
Inni pracownicy firmy i związkowcy obwiniają jednak kierownictwo koncernu, mówiąc o rosnących wymaganiach, o "dzikiej restrukturyzacji", która zmusza pracowników do częstego zmieniania stanowisk, a nawet miast, w których pracują.
W czwartek, a więc w przeddzień samobójstwa Stephanie, pracownicy France Telecom zorganizowali demonstrację przed paryską siedzibą dyrekcji. Poruszyła ich poprzednia próba samobójcza - w zeszłą środę jeden z pracowników próbował zadźgać się nożem podczas zebrania.
- W moim dziale pracuje 50 osób, połowa jest na lekach antydepresyjnych. Chcemy coś zrobić, zanim zabiją się kolejni koledzy! - mówiła dziennikowi "Liberation" Alicia z Val-de-Marne.
Francuskie dzienniki rozpisują się, że od kiedy w 1996 r. France Telecom został częściowo sprywatyzowany i wszedł na giełdę, trwa tam ciągła restrukturyzacja, a presja na pracowników jest coraz większa. Zatrudnienie zaś zmniejszyło się z ok. 140 do 100 tys. osób. Sprawą zainteresował się już nawet minister pracy Xavier Darcos, który wezwał do siebie szefa France Telecom.
Po czwartkowej manifestacji firma zgodziła się do końca października wstrzymać restrukturyzację i zatrudnić dodatkowe sto osób w dziale kadr, m.in. lekarzy medycyny pracy.
Związkowcy i media biją na alarm w sprawie France Telecom, lecz prawda jest taka, że liczba samobójstw w firmie nie odbiega znacznie od średniej krajowej. Co roku we Francji odbiera sobie życie 15,9 osób na 100 tys. (dane ministerstwa zdrowia z 2005 r.). To więcej niż europejska średnia (11 osób) i praktycznie tyle samo co w Polsce.
Problem polega na tym, że wraz z kryzysem wzrosła prawdopodobnie liczba samobójstw z powodów zawodowych. Choć nie ma jeszcze danych za ostatni rok, wcześniej media donosiły o samobójstwach w innych wielkich koncernach - od banków po sektor samochodowy. Takie samo zjawisko odnotowano także w innych krajach, np. w
USA.
Psycholodzy zwracają uwagę, że współczesna organizacja pracy coraz bardziej zagraża zdrowiu psychicznemu pracowników.
- Ryzyko psychospołeczne pojawiło się już w latach 70., gdy na rynku pracy zaszły ogromne zmiany. Teraz wraz z globalizacją i coraz większym naciskiem na wyniki finansowe przedsiębiorstw pojawiły się style zarządzania, które bardzo zwiększają to ryzyko. Widać to szczególnie od początku XXI wieku, a przewidywania są takie, że będzie jeszcze gorzej - uważa Patrick Légeron, psychiatra i szef paryskiej przychodni Stimulus specjalizującej się w kwestiach stresu w pracy. Jego zdaniem problemem jest ciągła presja czasu i wyników, stałe zmiany i to, że pracownicy są dziś raczej rywalami niż współpracownikami. Wielu czuje się niedocenianych i jest sfrustrowanych. Kryzys nasilił te problemy.